Ci, którzy czytają moje teksty wiedzą doskonale, że jestem w tzw. obozie niebieskich. Używam konsoli Sony i w sumie żadnej innej. Z Xboxem też miałem jakiś tam swój epizod i wcale nie uważam tej konsoli za gorszą. Jest po prostu inna. A teraz wyobraźcie sobie, że do tej słabszej wersji – czyli Xbox Series S – możecie podłączyć oddzielny monitor. To byłaby rewelacja, co nie? Moim zdaniem do tego stopnia, że sam bym sobie zakupił, gdyby nie kilka kwestii…

xScreen, czyli Xbox prawie jak Switch

To jak działa konsola Nintendo raczej każdy wie. Dwa tryby: handheld i stacjonarny. Dzięki xScreen, Xbox Series S może zamienić się w bardzo podobnie urządzenie. Co prawda nie zabierzemy go do pociągu i nie zaczniemy grać w dowolny tytuł, ale i tak jest ciekawie. To jest świetne rozwiązanie, w momencie gdy TV jest zajęty.

xScreen
xScreen / fot. upspecgaming

Za pierwszym razem jak ujrzałem xScreen to pomyślałem: „WOW! To jest coś, co warto by było mieć!”. a potem ujrzałem cenę.

No może 330 dolarów (jakieś 1200 złotych) to nie jest wygórowana cena za ekran, ale w podobnej cenie dostaniemy coś znacznie większego. Są co prawda pewne cechy, które przemawiają za xScreen. Co takiego? Nie wymaga kabla HDMI, ani dodatkowego źródła energii i jest prosty w montażu. Po prostu „wpinamy” go do naszego Xbox Series S, podpinamy źródło zasilania od Xboxa i tyle. Żadna filozofia.

Ogółem zamysł jest dobry. xScreen ma ułatwić nam granie. Nawet w opisie na Kickstarterze autorzy podają takie sytuacje jak podróż służbowa, wypad na kemping czy dzielenie TV z innymi domownikami. I ja to w zupełności rozumiem. Ktoś nam okupuje telewizor? Podpinamy xScreen. W pokoju hotelowym są przedpotopowe sprzęty bez złączy HDMI? Podpinamy xScreen. Na kempingu nie dopisuje pogoda? Podpinamy xScreen.

Wszystko brzmi rewelacyjnie i w ogóle, ale trzeba zadać jedno, ważne pytanie: jak często będzie używany xScreen? Powyżej przytoczone przykłady nie są codziennością. Rozumiem twórców, że chcą ułatwić innym życie i w ogóle. Ale w takiej cenie, to lepiej kupić Switcha Lite, albo dołożyć trochę i nabyć normalną wersję. Może się mylę, ale osobiście uważam, że jest to takie uszczęśliwianie na siłę. Niby spoko, ale po co? Wydamy ponad tysiaka na ekran, którego MOŻE użyjemy kilka razy w roku. Trochę bezsens, prawda?

A co wy o tym sądzicie? Kupilibyście xScreena?