Przyznam szczerze, że oficjalna premiera najnowszego smartfonu OnePlusa jakoś mnie ominęła. Nie wiem, pewnie miałem ważniejsze rzeczy do zrobienia jak choćby granie w bierki. Nie byłem też jednym z tych wybrańców, którzy w pełnej konspiracji mogli przetestować to nowe „cudo”. Ale nadrobiłem wszystkie informacje i już co nieco o OnePlus Nord 2 5G wiem.

OnePlus Nord 2 5G, czyli co?

OnePlus Nord 2 5G to jeden z tych OnePlusów, który naprawdę mi się podoba. No, może trochę mną ruszyło przy premierze OnePlusa 9 Pro, ale mimo wszystko, dawno z takim uśmiechem nie patrzyłem na ten smartfon na grafikach. Może to przez te kolory obudowy, a może po prostu przez ogólny design. Mamy tu prawie wszystkie symetryczne ramki wokół ekranu, malutkie wycięcie na aparat z przodu i tył z zaoblonymi wszystkimi krawędziami. Akurat jestem w trakcie testów realme GT. Porównałem sobie wymiary i nowy OnePlus jest niemal tej samej wielkości. A jeśli jest podobnie wyważony i poręczny to z pewnością będzie się z niego przyjemnie korzystać. Bo nie jest „patelnią” jak mnóstwo innych smartfonów. Aaaa i byłbym zapomniał – fizyczny przełącznik na boku ciągle żywy!

OnePlus Nord 2 5G jest przede wszystkim bardzo dobrym średniakiem.

Pogromca flagowców skończył się tam, gdzie się zaczął, czyli na OnePlusie One. Wtedy za około 1500 złotych można było mieć lepiej i więcej niż w dwa razy droższym smartfonie. Do „pogromcy” nie pasuje mi też nazwa, bo od razu widać, że były już jakieś wcześniejsze Nordy. I w ogóle co to znaczy „Nord”? Kiedyś był One, co można było przetłumaczyć jako „Pierwszy”, ale też jako „Wygrywający” (wymawiając one trochę jako won). Ale mimo to, OnePlus Nord 2 5G jest dobrze przemyślany i spokojnie może skopać dupsko droższym od siebie. A ceny zaczynają się od kwoty bez dwójki z przodu, więc już samo to świadczy, że jest dobrze (i że szukano gdzieś oszczędności).

  • 1899 złotych – wersja z 8 GB RAM i 128 GB
  • 2349 złotych – wersja z 12 GB RAM i 256 GB
OnePlus Nord 2 5G
OnePlus Nord 2 5G / fot. OnePlus

A oszczędności znaleziono na pewno w procesorze. Zamiast Snapdragona pojawił się MediaTek, który ma być prawie tak mocny jak Snap 888. Dokładnie jest to model Dimensity 1200-AI, który do tej pory był w niektórych smartfonach Realme czy Oppo. Nie jest to z pewnością bateriożerny Exynos, więc jeśli telefon ma działać równie szybko co ze Snapem i być kilka stówek tańszy to ja poproszę.

Z czego na pewno będziemy zadowoleni, a z czego nie?

Na plus na pewno 90-hercowy AMOLED, spora bateria, bo 4500 mAh i ultra-szybkie ładowanie. Do pełna w około 40 minut, dzięki 66-watowej ładowarce Warp Charge. Do tego dochodzi jeszcze pamięć UFS 3.1, NFC, Android z najnowszą nakładką OxygenOS 11.3, głośniki stereo i jeszcze bardziej udoskonalony silniczek wibracyjny. Aparat też ma sobie dobrze radzić, choć wszyscy wiemy jakim rozczarowaniem był Hasselblad z Dziewiątki. Tu mamy sensor IMX 766 w głównym aparacie. Łącznie mamy ich trzy – główny, szerokokątny i jakaś pierdziawka od głębi.

Co niektórzy mogą nie polubić? Brak gniazda mini jack, brak slotu na kartę pamięci (choć 128 GB to naprawdę sporo) czy brak jakiekolwiek normy wodoodporności. Ja z kolei nie lubię tego, że ciężko jest znaleźć większe zdjęcia prasowe smartfonów OnePlusa. Niby mają jakiś serwis prasowy, ale tam tego modelu jeszcze nie ma.

OnePlus Nord 2 5G (Blue Haze)
OnePlus Nord 2 5G (Blue Haze) / fot. OnePlus

Wszystkich konkretów i tego czy w ogóle warto tym OnePlusem się interesować, dowiemy się jak przetestuje go Pirzu ( ͡° ͜ʖ ͡°). Jak zwykle pewnie diabeł będzie tkwił w szczegółach. Ale! Zapowiada się dobrze, znacznie lepiej niż poprzedni Nord. I oby tak pozostało. Zdaje się, że OnePlus Nord 2 5G ma prawie wszystko to, czego oczekujemy od „daily” smartfonu nie za miliony.