Wiedziałem, że na polskiej premierze będzie MatePad 11 z systemem HarmonyOS. Wiedziałem też, że Huawei pochwali się nowymi monitorami Huawei MateView. Ale zaskoczeniem dla mnie było to, że pokazali też Huawei MateStation S, czyli pierwszy komputer stacjonarny. Wcześniej musiało mi to jakoś umknąć, ale teraz z chęcią zajrzałbym do tej stacjonarki i sprawdził co ma w środku.

Huawei MateStation S, czyli co?

MateStation S to komputer stacjonarny, choć mnie akurat do niego najbardziej pasuje potoczne określenie – desktopowy. Wszystko przez to, że ma bardzo kompaktowe wymiary i w porównaniu do normalnych stacjonarek jest znacznie mniejszy. Waży 4,2 kg i na wysokość jest mniej więcej taki jak karta A4. Wystarczy tylko spojrzeć na poniższą grafikę i porównanie z 23,8-calowym monitorem Huawei Display (którego już testowałem). Mnie kojarzy się przede wszystkim z desktopami Della czy HP, które zazwyczaj leżały na biurku pod monitorem. Ten pewnie też by dał radę, ale znacznie lepiej prezentuje się właśnie gdy stoi gdzieś z boku.

Huawei MateStation S
Huawei MateStation S / fot. Huawei

Dla kogo taki sprzęt? Na pewno nie dla graczy, no chyba, że szczytem możliwości ma być GTA 5 na średnich. A szkoda, bo razem z tym sprzętem i kilkoma innymi nowościami została pokazana też mycha – uwaga! – gamingowa. Widziałbym takie MateStation, ale z jakąś dedykowaną grafiką. Pod względem specyfikacji nie jest źle, ale też nie ma nic, co by sprawiło, że szukałbym szczęki na podłodze.

Tym bardziej, że po pierwszych zagranicznych recenzjach widać, szczególnie po wnętrzu i tylnym panelu, jakby ten komputer był jakoś z… 2008 roku.

Częściowo z wyglądu. Zielona, a więc najtańsza płytka drukowana, jakieś takie przewody bez owijki czy mało portów z tyłu. Ogólnie tylny panel wygląda jakby był wyjęty ze starego „blaszaka”. Mogliby tu zrobić coś bardziej „z pazurem”, ale wierzę, że to trochę takie badanie rynku i kolejna stacjonarka zrobi na mnie takie wrażenie jakie zrobił chociażby monitor MateView.

Huawei MateStation S – specyfikacja

No, a co mamy w środku? Z tego co wiemy na pewno, bo zostało podane w oficjalnej specyfikacji jest mocny, 8-rdzeniowy procesor AMD Ryzen 5 4600G. Warto tu napisać, że ma TDP na poziomie 65 W, 8 MB pamięci cache i wbudowaną, względnie wydajną kartę graficzną. Jak wspomniałem, takie GTA V się odpali, ale trzeba będzie żonglować ustawieniami. Z Wiedźminem 3 też powinno się udać, ale na najniższych detalach i na granicy płynności.

Huawei MateStation S
Huawei MateStation S / fot. Huawei

Do tego jest 8 GB pamięci RAM (DDR4, 3200 MHz) z możliwością rozbudowy, bo jest jeszcze jedno wolne gniazdo. W standardzie jest dysk SSD M.2 NVMe o pojemności 256 GB, ale to też można wymienić na coś większego. Albo dołożyć, bo jest jeszcze jeden slot na dysk. Zasilacz to „jakiś” 300-watowy. Fajnie, że nie zabrakło dwuzakresowego Wi-Fi czy Bluetooth, ale szkoda, że nie wiadomo co to dokładnie jest. Ogólnie, z miłą chęcią wziąłbym go na warsztat i dokładnie sprawdzić jak to wszystko w środku wygląda.

Czy jest coś co może zaskoczyć?

A i owszem. Mamy klawiaturę w zestawie, która zaskakuje zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Trochę słabo, bo przy takim sprzęcie przewodowa klawiatura to utrapienie i niepotrzebne kable. Dobrze natomiast wygląda to, że w klawiaturze mamy wbudowane NFC i czytnik linii papilarnych. Nie muszę chyba dokładnie tłumaczyć o co chodzi, bo to trochę przeniesienie funkcjonalności laptopów do desktopa. Po NFC sparujemy smartfon albo tablet, a czytnik palucha ułatwi logowanie do systemu. Windows 10 w wersji Home, jakby ktoś pytał.

Huawei MateStation S
Huawei MateStation S / fot. Huawei

Cena? Przyzwoita jeśli spojrzymy na to, że w przedsprzedaży mamy komputer razem z monitorem za 2999 złotych. Myślę jednak, że „za trzytysie” mógłbym sam złożyć coś lepszego. Może nie tak kompaktowego, ale wydajniejszego. Może to być idealny komputer do domowego biura, sali szkoleniowej, jakiegoś call center czy hotelu.