Jeżeli ktoś przez ostatnie dwadzieścia lat nie grał tylko w warcaby i chińczyka to na pewno kojarzy gry komputerowe z serii Crysis. Ów gra jakoś po trzynastu latach od premiery doczekała się remastera. A po kolejnym roku doszły jeszcze dwa remastery – drugiej i trzeciej części. I wszystko to połączyli w Crysis Remastered Trilogy.

Wszyscy wiemy jak to było z tym Crysisiem.

Pierwsza i pierwotna część gry była postrachem najwydajniejszych blaszaków w 2007 roku. Sam pamiętam, że ledwo co ją wtedy odpaliłem, a wcale słabego peceta nie miałem. Było źle, ale stabilnie, czyli dało się grać, ale jak chwilami spadło do 18 fpsów to aż się „gotowało”. We mnie i w komputerze. Kiedy po 13 latach doczekaliśmy się Crysis Remastered, to się zagotowałem ponownie, bo zamiast grę przejść to gra wylądowała na kupce wstydu. Mimo usprawnień, zapewnień i gimnastyki na lewo i prawo developerów, zremasterowany Crysis przyjął się tak średnio. A ocena na poziomie 69 na metacritic tylko to potwierdza. Gra pojawiła się nawet na Switcha, ale tam też bez rewelacji. Czy podobnie będzie z trylogią? Oby nie.

To co mogliście zobaczyć powyżej to oficjalny trailer gry na takie platformy jak komputer, PlayStation 4 i Xbox One. Gry, która sklepową premierę ma mieć 15. października. Co z PlayStation 5 czy Xboxem Series S i X? Nie będzie specjalnej wersji pod najnowszą generację, ale dzięki teksturom w wyższej rozdzielczości gra ma po prostu wyglądać lepiej. A co z Nintendo Switch? Tu z kolei szykuje nam się niezłe świństwo – nie będzie Crysis Remastered Trilogy, a każda gra pojawi się jako osobne wydanie. Po 30 euro każda.

Trzymam kciuki, ale jednak za plecami i nie tak mocno jakbym tego chciał. Lubię Crysisa, ale coś czuję, że taki odgrzewany kotlet i to jeszcze w niezbyt jednolitej formie dystrybucji jest jedynie nabiciem sobie sakwy dolarami. Ale liczę na to, że ta sakwa jest zbierana na kolejną odsłonę, czyli Crysis 4. To jedyne usprawiedliwienie tej sytuacji.

W artykule pojawił się link w ramach kampanii Ceneo.