Ostatnio sporo dzieje się wokół Crysisa. Zaczęło się w chwili, gdy pojawiła się remasterowana wersja, jakiś czas temu pisaliśmy o trylogii, a teraz znowu wracamy do Crysis Remastered. Chodzi o to, że gra pojawiła się w usłudze Xbox Game Pass i EA Play. Tak jakby się pojawiła.

Nie tak dawno dowiedzieliśmy się, że w ramach tak zwanej dobrej współpracy i w imię dobra graczy w Xbox Game Pass pojawią się gry z EA Play. Mimo tego, że EA swoje za uszami ma, to świetna wiadomość, bo kilkaset dodatkowych tytułów to zawsze dobra rzecz. Przyznam, że niezbyt namiętnie z tego w ostatnich miesiącach korzystałem, ale gdy świat obiegła informacja, że pojawił się tam Crysis Remastered, to zapragnąłem to sprawdzić. I co? I tak średnio bym powiedział.

Zacznę od tego, że nie do końca prawdą jest, że remaster pierwszego Crysisa jest w Game Passie. Przynajmniej na razie. Wchodzę, wklepuję nazwę gry w wyszukiwarkę i co? I nie ma. Pojawiają się trzy zwykłe części, a remasteru jedynki brak. Zerknijcie na screen poniżej. Okazuje się, że w ramach wcześniej wspomnianej współpracy, gracz musi zainstalować jeszcze aplikację od EA. A miało być tak pięknie, unifikacja usług i w ogóle. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że taką FIFE 22 czy Star Wars Squadrons znajdziemy i pobierzemy bez problemu w Game Passie. Badum tssst!

A co z tym Crysisiem?

A no jak się uporamy już z aplikacjami to włączamy EA Desktop Beta. Tam już Crysisa możemy znaleźć i zainstalować. Tak samo jak trzy pozostałe – nazwijmy je – prawilne odsłony gry. Nie będę po raz kolejny pisał to w grze się zmieniło, co poprawili, a co dodali. Jeśli macie w miarę mocnego peceta to możecie sprawdzić sami. Tym bardziej, że można mieć miesiąc Game Passa za 4 złote. To wystarczająco dużo czasu na testy.

Napiszę jeszcze, że Crysis Remastered potrzebuje niecałe 20 GB wolnego miejsca na dysku. Wymagania minimalne mówią, że potrzebujemy procesora pokroju Core i5-3450, 8 GB RAM i kartę graficzną Nvidia GTX 1050 Ti lub Radeon RX 470 albo lepszą.