Aż trudno w to uwierzyć, ale vivo X60 Pro to pierwszy smartfon od tej firmy, który zawitał w moje skromne testowe progi. Pierwszy i od razu z tak zwanej grubej rury, bo to ubiegłoroczny flagowiec (tak już jest vivo X70 Pro). Jest to też ten sam smartfon, którego mogliście oglądać na bandach i w przerwach reklamowych podczas tegorocznego Euro. Po czasie spędzonym z tym modelem muszę przyznać, że bardzo mi zaimponował.

Koko koko vivo X60 Pro spoko…

Vivo X60 Pro można mieć w jednym z dwóch kolorów, ale ja przyznaje od razu, że trafił mi się do testów ten lepszy – Midnight Black. Z kolei wersja „pamięciowa” jest tylko jedna, ale jakże imponująca. Dostajemy 12 GB RAM i 256 GB na dane, a na czele tego stoi Snapdragon 870. Już samo to może świadczyć, że to flagowiec. A jak dodamy do tego jeszcze rekomendowaną cenę, która w chwili publikacji tej recenzji wynosiła 3699 złotych to już w ogóle poziom prestiżu rozbija się o sufit. Tylko czy jesteśmy w stanie wydać tyle na smartfon od vivo? Odpowiedzi między innymi na to pytanie próbowałem znaleźć podczas testów.

Mieliście kiedyś tak, że powiedzieliście coś w stylu „O kurde, z takim telefonem to ja spokojnie mógłbym iść nawet do samej Królowej Elżbiety”?

Ja tak miałem i to już po pierwszym wyjęciu tego smartfonu z pudełka. Warto zaznaczyć, że z podwójnego pudełka, bo to producenckie zostało jeszcze wsadzone w to, które jednoznacznie miało wskazywać, że to jedyny słuszny fotograficzny smartfon na Euro. Ale tak, co by nie myśleć, vivo X60 Pro prezentuje się niezwykle szykownie i takie odczucia są jeszcze mocniejsze, gdy smartfon weźmie się do ręki i zacznie używać. Czuć klasę i wyższą półkę niezależnie od tego z której strony się spojrzy. Są nawet pewne smaczki jak napis „Professional Photography” na górnej, lekko spłaszczonej krawędzi. Dużo daje tu smukła konstrukcja, ale właśnie też czarno-granatowo-szary, półmatowy kolor obudowy. Wygląda zacnie, mieni się w sposób z jakim jeszcze się nie spotkałem. I wcale nie byłbym zaskoczony, gdyby z takim telefonem w ręku pokazał się trener Hiszpanii, Francji czy Niemiec. Jest bardzo reprezentacyjny. To solidna „kanapka” – z obu stron Gorilla Glass 6, a pośrodku aluminiowa rama.

vivo X60 Pro
vivo X60 Pro

Czy jest coś w wyglądzie tego smartfonu co mnie irytuje?

Owszem, jest i to wcale nie jedna rzecz. Porównując ten smartfon do innych stwierdzam, że mógłby mieć mniejsze wycięcie w ekranie na aparat. To nie jest przesadnie duże, jest na środku co można zaakceptować, ale ej, mówimy tu o flagowcu, a w nim wszystko powinno być najlepsze. A tym przypadku najmniejsze. Druga sprawa to wyspa z aparatami. A w zasadzie to… dwie wyspy. Nie dość, że jest ulokowana po lewej stronie, to jeszcze ma dwa „schodki” co nie jest dobre, bo aparat wystaje na ponad dwa milimetry. Nie muszę chyba tłumaczyć czym to grozi i w czym przeszkadza. Zauważyłem też, że coraz rzadziej taką ułomność zalicza się do minusów jakby już każdy się do tego przyzwyczaił. Ale wcale mnie to nie dziwi, bo niemal każdy smartfon tak ma i vivo X60 Pro wcale nie jest tutaj rekordzistą.

Mam jeszcze małe zastrzeżenie do przycisków, gdzie zasilający daje inny dźwięk i feedback niż te do głośności. Pierdoła, ale kogoś może to złościć. Dobrze chociaż, że są na odpowiedniej wysokości. No i jeszcze coś, ale to bardziej wynika z moich upodobań i tego, że jestem szalonym estetą. Zauważyliście te oznaczenia i napisy z tyłu na obudowie? Jeszcze samo logo bym przeżył, ale wszystko pozostałe wygląda źle. Zakładam, że „tak musi być” z jakichś względów, ale nikogo to raczej nie interesuje, co tam jest nabazgrane. Choć fakt, lepiej to niż napis Dare to leap na pół obudowy.

vivo X60 Pro
vivo X60 Pro

Przyznam, że vivo strasznie przyjemnie mi się używało na co wpływ miała przede wszystkim bryła urządzenia. Dobre wyprofilowanie, subtelnie i nieprzesadnie zaokrąglone krawędzie. Nic nie uwierało i nic się nie wbijało w dłonie. Nie było też tak, że trzymając smartfon przypadkowo dotykało się ekranu. Czuć, że ma te 7,7 mm grubości. Równoległe z nim korzystałem też z Huawei Mate 40 Pro i ten przy vivo jest jak kobyła. Grubszy i cięższy. W przypadku 178 gramów i takiego wykonania można stwierdzić, że vivo jest lekki. To mocno wpłynęło na pozytywny odbiór smartfonu.

Z tak świetną stabilizacją obrazu w smartfonie jeszcze się nie spotkałem.

Muszę napisać o aparacie, bo ten jest zaskakująco dobry i spokojnie może powalczyć z tymi najlepszymi na rynku. Nawet pod kilkoma względami jak stabilizacja obrazu czy naturalne odwzorowanie kolorów jest lepiej niż u takiego Samsunga czy Apple. I zacznę właśnie od optycznej stabilizacji obrazu, która krótko mówiąc – wyrwała mnie ze spodni. Już samo to jak cały ten system niweluje drgania, a nawet bardziej odważne ruchy ręki robi wrażenie, gdy patrzymy na ekran. Ale najbardziej efektowne jest to, gdy włączymy aparat, poruszamy telefonem i spojrzymy na poruszającą się soczewkę z tyłu. Ciężko jest to zarejestrować na filmie, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że robi to wrażenie. Choć określanie vivo „smartfonem z gimbalem” jest tylko chwytem marketingowym. Najważniejsze jest jednak to, że to rzeczywiście działa jak trzeba. Trzeba tylko mieć na uwadze, że taki OIS działa przy zdjęciach z głównego aparatu i przy nagrywaniu wideo w maksymalnej jakości 4K i 30 klatkach (choć smartfon ma mocy, by robić filmy dwukrotnie płynniejsze, ale już bez stabilizacji).

vivo X60 Pro
vivo X60 Pro – aparat

W gwoli wyjaśnienia w vivo X60 Pro mamy z tyłu trzy aparaty. Główny ma 48 Mpix i jest oparty na sensorze Sony IMX598. O ile mnie gugiel nie zmylił to sensor chyba stricte przystosowany pod smartfony vivo, bo nie widziałem go w żadnym innym smartfonie. Jest jeszcze aparat szerokokątny i teleobiektyw, obydwa 13-megapikselowe. Z kolei ten do selfie ma 32 MPix.

Osobiście najczęściej robiłem zdjęcia „w standardzie”, a jeśli już miałem np. coś przybliżyć, to przybliżenie nie było większe jak dwukrotne. Zdjęcia mają odpowiednie odwzorowanie kolorów, nawet w sytuacji, gdy przerzucimy się na obiektyw z szerokim kątem. Mają zachowany wysoki poziom detali, dobre przejścia tonalne i nie zauważyłem, by po zrobieniu zdjęcia coś tam było z nim jeszcze kombinowane. Aparat fenomenalnie radzi sobie z odcięciem/rozmazaniem tła, zachowując bardzo ostry pierwszy plan (zdjęcie z kotem). Zapewne dużo dobrego wnosi tutaj optyka przygotowana z Zeissem. Dobre szkło, to dobre szkło.

Zdjęcia z przybliżeniem: 

Z efektów można być zadowolonym… do czasu aż będziemy robić zdjęcia z przybliżeniem i w niekorzystnych warunkach świetlnych. Wtedy jakość i szczegółowość mocno spada. Zerknijcie powyżej na zdjęcie z laptopem Huawei, które zostało zrobione przy sztucznym oświetleniu w pomieszczeniu. Dopiero po zrzuceniu zdjęcia na komputer okazało się jak źle to wygląda.

Aparat znośne radzi sobie też w trybie panoramy. Robi się je płynnie, tak jakbyśmy nagrywali film. Nic nie jest poprzesuwane czy zniekształcone. Co prawda pojawił się jeden bubel – ta pionowa kreska na prawo od słońca – ale dwie minuty w programie graficznym załatwią sprawę. Niestety nie miałem szansy (a przede wszystkim miejsca) na skorzystanie z trybu astrofotografii, ale widziałem zdjęcia nocne i zdjęcia nieba zrobione przez X60 Pro i byłem w niemałym szoku, że to właśnie vivo tak potrafi.

Ogólnie, vivo X60 Pro pod wieloma względami „dowozi”

Wygląd i wykonanie na piątkę z plusem. Aparat również wysoko. A wyświetlacz i „reszta”? Mamy tu 6,56-calowy wyświetlacz, o którym w zasadzie trzeba wiedzieć dwie rzeczy. Jest to wysokiej klasy matryca AMOLED ze wsparciem dla HDR i częstotliwością odświeżania do 120 Hz. Dlaczego „do”? A dlatego, że w oprogramowaniu możemy określić jak ekran ma być odświeżany – na sztywno albo dynamicznie. Ja miałem ustawione to drugie i ani razu nie zauważyłem spadku płynności. Mam jednak wrażenie, że głębia kolorów nie jest aż tak dobra jak w Samsungach czy nawet Motoroli Edge 20 Pro, którą teraz testuję.

vivo X60 Pro
vivo X60 Pro

Sprzęt jest szalenie wydajny, choć to nie tylko zasługa podzespołów, o których wspomniałem na początku recenzji. Na szybkość działania ma też wpływ pamięć UFS 3.1, co widać przy instalacji czy uruchamianiu aplikacji. Ekranowy czytnik palucha działa całkiem dobrze, tak 8 na 10 razy, ale muszę zaznaczyć, że mógłby być ciut szybszy. Te dwie błędne próby zdarzały się przeważnie przy pierwszym dotknięciu ekranu, za drugim już się odblokowało.

Vivo X60 Pro ma Androida 11 z nakładką Funtouch OS.

Podoba mi się przede wszystkim to, że interfejs nie jest przepakowany i przekombinowany. Jest prosto i czytelnie, a to jest dla mnie najważniejsze. Nie zauważyłem żadnych problemów, błędów w tłumaczeniu, preinstalowanych śmieci czy funkcji, które działają w niezrozumiały sposób. Cały czas używałem gestów, które działają bezbłędnie, może przez to, że ekran jest umiarkowanie zakrzywiony na bokach. Generalnie jest dobrze, no może poza jedną kwestią. Trzeba odpowiednio skonfigurować działanie aplikacji w tle, a i tak nie zawsze to działa.

Miałem kilka razy tak, że system sam ubił nawigację Google, bez żadnego komunikatu. Standardowa sytuacja, jadę samochodem i mam uruchomionego Yanosika na głównym ekranie, Google Maps w okienku i w tle leci Spotify. Po kilku minutach zorientowałem się, że nawigacja sama się wyłączyła, do zera, i musiałem ją ustawić jeszcze raz. Co więcej, Yanosik nie działał w trybie „bąbelka” i w żaden sposób nie udało mi się tego zmienić. Nie powinno to tak działać.

Są też pewnego rodzaju smaczki, które w pewien sposób wyróżniają vivo na tle innych smartfonów. Chodzi o efekty świetlne, które rozświetlają dłuższe krawędzie ekranu przy powiadomieniach, połączeniach głosowych i aplikacjach muzycznych. Włącza się całkiem przyjemna animacja i taki efekt poniekąd zastępuje diodę powiadomień, którą rzadko już spotyka się w smartfonach. Ciekawostką jest też to, że można zmienić animację miejsca czytnika linii papilarnych, ekranu podłączenia USB czy ładowania.

Vivo X60 Pro ma trochę braków, których mieć nie powinien

Flagowiec, który nie ma certyfikowanej odporności na wodę (mimo tego, że slot SIM ma uszczelniony), brakuje mu ładowania indukcyjnego czy głośników stereo nie powinien nazywać się flagowcem. Brak mini jacka i miejsca na kartę pamięci jakoś akurat mnie nie martwi, ale mimo wszystko, trzeba zaliczyć to do minusów. Z drugiej strony, są to tego typu braki, które dla jednych mogą być turbo ważne, a dla innych kompletnie niepotrzebne. Ja akurat jestem w tej drugiej grupie, bo 256 GB wbudowanej pamięci mi wystarczyło (w połączeniu z OneDrivem i Google), słuchawek na przewodzie nie używam, a z telefonu korzystałem w deszczową pogodę i nic mu się nie stało. Szkoda mi tylko tych lepszych głośników i indukcji.

vivo X60 Pro
vivo X60 Pro

Nie mniej, vivo X60 Pro i tak mnie bardzo pozytywnie zaskoczył.

Świetnym aparatem, topowym designem, wyświetlaczem, oprogramowaniem, kulturą pracy czy ładowaniem i czasem pracy na baterii. A propos tego ostatniego. Akumulator ma 4200 mAh i bez problemu wystarczy na półtora dnia pracy. Nawet przy intensywniejszym działaniu z nawigacją, LTE, fotografowaniem i synchronizacją poczty pod koniec dnia zostawało jeszcze 30-35%. Ładujemy go adapterem o mocy 33 W i powinniśmy zamknąć się z tym w godzinę. Ja podłączyłem smartfon do ładowarki, gdy miał 8% i po 40 minutach miał już 87%.

Chciałbym go kiedyś zobaczyć poniżej trzech tysięcy złotych (a szczytem marzeń byłoby 2500-2600 zł), bo w tej cenie może śmiało stanąć na równi z flagowcami od Samsunga, Xiaomi czy Apple. Chciałbym też sprawdzić co potrafi vivo X70 Pro, bo sądząc po samej suchej specyfikacji, zmian jest niewiele i X60 Pro nadal może być interesującym kąskiem. Mimo tego, że ma już bezpośredniego następcę.

Mocne strony

  • Świetna jakość wykonania i „premium look”
  • Wyświetlacz AMOLED z odświeżaniem do 120 Hz
  • Topowa optyczna stabilizacja obrazu
  • Bardzo dobra jakość zdjęć
  • Wysoka wydajność i płynność działania
  • Bardzo przyjemne efekty świetlne na krawędziach
  • Wydajna bateria i szybkie ładowanie (33 W)

Słabe strony

  • Bez certyfikatu IP68
  • Brak głośników stereo
  • Brak mini jack 3,5 mm
  • Problem z aplikacjami w tle
  • Słaba jakość zdjęć przy minimalnym przybliżeniu
  • Wysoka cena