Jeżeli chcemy podłączyć coś więcej niż tylko mysz czy pendrive’a do laptopa, który w imię smukłości albo ekologii został pozbawiony przydatnych portów, to na ratunek przychodzi wieloportowy adapter na USB-C. Czasami to mam takie myśli, że portowa kastracja to tylko Te nowsze, przynajmniej jedno USB-C mają. To samo jeśli mamy zamiar wyświetlić coś ze smartfonu na większym ekranie lub podpiąć do niego nośnik z danymi. Możliwości jest jeszcze więcej, bo Natec Fowler 2 to bardzo funkcjonalna bestia. Problem tylko w tym, że ma swój jeden słaby punkt. A nawet i dwa.

A wiecie co oznacza „Fowler” po angielsku?

Jeśli mnie googlowy translator nie oszukuje, fowler to ptasznik. A jeżeli ptasznik to mówimy o pajęczaku, który ma dwanaście odnóży z czego osiem służy do poruszania. Inaczej rzecz ujmując ma 4 pary odnóży krocznych, nie licząc szczękoczułek i nogogłaszczek. Napisałem o tym dlatego, że Natec Fowler 2 ma łącznie osiem portów, które w świecie komputerów można uznać za te najpotrzebniejsze. I właśnie w tym można doszukać się pewnej analogii. Nie wiem czy producent akurat tak sobie to wszystko tłumaczył, ale sami przyznacie, że przeczytanie czegoś o pajęczakach w recenzji sprzętu komputerowego zdarza się niezwykle rzadko.

Natec Fowler 2
Natec Fowler 2

Fowler 2 to bardzo zgrabne (w przeciwieństwie do ptasznika) urządzenie, całkiem dobrze wykonane i z aluminiową, przyjemnie zimną obudową. Nie ma regularnego kształtu, a z profilu przypomina trochę przygrube skrzydło. Z jednej strony może i mogli to zrobić smuklejsze i bardziej proporcjonalne, ale gdyby je wysmuklili to być może wyleciałby port Ethernet czy coś innego. Urządzenie waży około 77 gramów, więc jest zadowalające lekkie i mieści się w dłoni. Wspomniany kształt też wpływa na to, że można go wygodnie chwycić, ale wiadomo, że przeważnie będzie leżał na biurku obok laptopa albo gdzieś na spodzie plecaka czy torby.

Nie dostrzegłem żadnego skrzypienia obudowy, ale przyznam, że spasowanie mogłoby być lepsze. I powinno być lepsze. Największe zastrzeżenia mam do ulokowania portów, które są po prostu krzywe. Najbardziej widać to po HDMI, które ewidentnie nie współgra z wycięciem w aluminiowej obudowie. Podobnie jest z USB-C i Ethernetem. Nie jestem w stanie zweryfikować czy to przypadłość mojego egzemplarza, bo do testów trafiła tylko jedna sztuka.

Halo marynarzu, a jakie mamy… porty?

Jest ich osiem, ale to już wiecie. Połowa z nich znajduje się na jednym z dłuższych boków i są to trzy USB-A 3.0 i HDMI. Po drugiej stronie znalazło się miejsce dla slotów na karty. To większe do obsługi standardowych kart SD, a to mniejsze do microSD. Z kolei port zasilania USB typu C i Ethernet (co ważne, bez żadnych klapek i udziwnień) są na krótszym boku. Przewód zakończony wtykiem USB-C ma 14 centymetrów mierząc go od obudowy do końca wtyczki. Jest w czarnym, plastikowym oplocie względnie dobrej jakości, a mnie nie pasuje głównie to, że przewód jest mało elastyczny. Używam krótkich przewodów na co dzień razem z biurkową ładowarką i wiem, że można zrobić je w taki sposób, by były giętkie i jednocześnie wytrzymałe.

Natec Fowler 2
Natec Fowler 2

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zbyt ciasno umieszczone porty USB. Ciężko jest podłączyć dwa pendrive’y z grubszą obudową obok siebie. Wystarczyło dodać po kilka milimetrów z każdej strony i problem by nie istniał, tym bardziej, że jeszcze trochę miejsca tam jest. Trzeba trochę kombinować. Tak jak na powyższym zdjęciu, gdybym zamienił Transcenda z Sennheiserem to już by się nie zmieściły albo weszły na wcisk pod kątem. Muszę też wspomnieć, że adapter nie ma żadnej diody sygnalizującej pracę, a karty wchodzą „na sucho”, bez żadnego kliknięcia i nie chowają się w całości w obudowie.

Jak można korzystać z Natec Fowler 2?

Taki standardowy scenariusz zakłada przypięcie adaptera do jednego (albo jedynego) portu USB-C w laptopie. I tak też go podpiąłem, a testowym laptopem był Huawei MateBook 14s. Po podłączeniu zewnętrznego monitora (w tym przypadku był to Huawei MateView 28,2″) i wyświetleniu obrazu tylko na nim, adapter wypluł rozdzielczość Full HD i częstotliwość odświeżania na poziomie 60 Hz. Było dostatecznie płynnie, tak napisałbym, że normalnie, ale brakowało sporo do szczegółowości (szczególnie na monitorze 2560p). I tu dochodzimy do słabego punktu Fowlera, którym jest obsługa maksymalnie rozdzielczości 4K, ale zaledwie w 30 Hz. Tak naprawdę średnio do czegoś to się nadaje. Ciężko jest też doszukać się bardziej szczegółowej specyfikacji w instrukcji czy na oficjalnej stronie producenta żeby rozwiać wszelkie sprzętowe wątpliwości.

Natec Fowler 2
Natec Fowler 2 – od lewej: HDMI i 3x USB 3.0

Podłączyłem też kilka smartfonów, bo tak też można. I tak, Huawei nova 9 w ogóle nie ogarnął, że jest podłączony do niego jakiś adapter przez który można „wypluć” obraz na monitor. Jedyne co się pojawiło to standardowy komunikat, gdy coś jest podłączone pod USB w smartfonie. Podobnie było z kilkuletnim Samsungiem Galaxy A50, ale tego można było się spodziewać. Z kolei taki BlackBerry KEY2, Huawei Mate 40 Pro czy Surface Duo działały jak należy. To znaczy, od razu obraz z telefonu poleciał na monitor, a w przypadku Mate’a, włączył się tak zwany tryb łatwej projekcji z pulpitem, czyli takim bardziej komputerowym interfejsem użytkownika. Można go obsługiwać podłączoną do adaptera (lub przez bluetooth do telefonu) myszą i klawiaturą.

Tryb pulpitu w Huawei Mate 40 Pro
Tryb pulpitu w Huawei Mate 40 Pro

Każde z tych trzech urządzeń można było „przenieść” na ekran monitora, choć do działania miałem sporo zastrzeżeń.

Najpłynniej było w trybie pulpitu (bo to zapewne wyświetlało się w Full HD) na Mate 40 Pro, ale w każdym innym przypadku widać było spadki płynności. Mam wrażenie, że tu nawet 30 klatek nie było, bo przy np. przesuwaniu ekranów rwało strasznie. Najbardziej zaskoczył mnie jednak Surface Duo, ale to tylko dlatego, że ma zbliżone proporcje po rozłożeniu do monitora MateView (poniżej na zdjęciu). Wypełnił całą przestrzeń, obraz był bardzo wyraźny, ale znowu, płynność pozostawiała wiele do życzenia. I nie jest to ani wina smartfonu, ani monitora, a właśnie adaptera.

Surface Duo podłączony do Natec Fowler 2
Surface Duo podłączony do Natec Fowler 2

Kolejnym słabym punktem adaptera (którym to już?) jest port Ethernet z poprzedniej epoki. Mamy tu Ethernet do 100 Mb/s, a jak pokazały testy, to i o choćby zbliżenie do takiego wyniku było ciężko.

Natec Fowler 2 - speed test
Natec Fowler 2 – speed test

A jak jest z ładowaniem przez adapter?

Względnie dobrze. Pokazało 3 godziny i 3 minuty do pełnego naładowania przy 9%. Jak podłączyłem było 1% i komputer się wyłączył, ale jak go włączyłem ponownie to już można było na nim pracować i ładować jednocześnie. Gniazdko Tenda SP9 pokazało obciążenie na poziomie 47-51 W. Co więcej, adapter w ogóle się nie grzeje, co pokazuje, że aluminiowa obudowa dobrze sobie radzi z odprowadzaniem ciepła.

Fowler 2 powinien być lepszy

Natec zrobił coś przydatnego, coś co powinien mieć każdy, kto choruje na brak portów w laptopie. Coś, co może okazać się przydatne w tej jednej tylko sytuacji, ale będziemy sobie pluć w touchpad, że akurat takiego multiporta nie mamy pod ręką. Szkoda tylko, że zrobił to w takiej formie jak Fowler 2. To znaczy, adapter sam w sobie jest całkiem dobry, poręczny i ładnie zaprojektowany. Ma sporo portów, nie grzeje się i można dzięki niemu zamienić niektóre smartfony w substytut komputera. Szkoda, tylko, że jak na obecne czasy, powinien być lepszy. Tym bardziej, że jest to druga generacja tego urządzenia. Powolny Ethernet i obsługa 4K 30 Hz to kpina z potencjalnych użytkowników, a brak wyczerpujących danych technicznych tylko pokazuje, że producent miał coś do ukrycia. Po testach, wiemy co.

Cena Fowlera 2 spadała do poziomu 170 złotych, ale osobiście poszukałbym czegoś lepszego. Czegoś kompletniejszego, nawet jeśli miałbym z pięć dyszek dołożyć.

Mocne strony

  • Dobre wykonanie, aluminiowa obudowa
  • Lekki i poręczny, łatwy do przenoszenia
  • Dużo portów w małej obudowie
  • Dobra kultura pracy
  • Obsługa trybów desktopowych (np. DeX)

Słabe strony

  • 4K tylko w 30 Hz
  • Ethernet do 100 Mbps (!)
  • Krzywo umieszczone porty w obudowie
  • Porty USB zbyt blisko siebie
  • Mało szczegółowa specyfikacja producenta