Gdybyście jeszcze szukali pewnych prezentów na Święta to tutaj znajdziecie moje prezentowe polecajki. A gdyby zastanawiało was jak bardzo Google dało dupę z ładowaniem Pixela 6 to co nieco napisałem o tym w piątym Pingu Tygodniowym. A teraz jest to coś o grach, czyli szósty Mamy do pogrania.

#1. Ocarina of Time jakiej jeszcze nie widzieliście

Pewnie się ze mną zgodzicie – cały ten 2021 rok powinien być „zrimejkowany”. Nie liczyłem na palcach, ale coś czuję, że w tym roku pojawiło się najwięcej remake’ów i remasterów gier niż kiedykolwiek wcześniej. I wcale nie oznacza to nic dobrego, bo chlubnym wyjątków było tyle, że wszystkie można byłoby pokazać w teleekspresie. Takim idealnym przykładem „odświeżenia” jest z pewnością Diablo II: Ressurected, a totalnym gównem trylogia GTA. Gdyby kiedykolwiek pojawiło się coś takiego jak na poniższym filmie, to uwierzcie mi, stałbym w kolejce.

Ale nie będę, bo to tylko kolejny genialny remake, który został zrobiony przez fana The Legend of Zelda. Od podstaw zrobił i pokazał próbkę swoich możliwości i tego jakby Ocarina of Time wyglądała na next-genach. I tego jakby miała stabilne 15 klatek na Switchu. Co tu dużo pisać, gra prezentuje się fantastycznie.

źródło: YouTube via dsogaming

#2. Battlefield 2042 to najgorszy Battlefield w historii

Pamiętacie Battlefielda V? Ja też nie, ale to co w głowie kołacze, to szalenie delikatnie mówiąc, nie do końca udana premiera. Błąd poganiał błęda błędem, przez co spora część społeczności graczy dostała spazmów ze złości. I słusznie. A jak poszła premiera Battlefield 2042? A wyobraźcie sobie, że jeszcze gorzej.

Dlaczego? Bo EA, zrobiło to, co EA robi ostatnimi czasy najlepiej i bezceremonialnie zmoczyło zadek. W lodowatej wodzie. Wyszło jak zwykle i jak zwykle gracze dość intensywnie skomentowali nieszczęście, jakim okazała się być premiera. Ocena na Metacriticu mówi sama za siebie.

Battlefield 2042 na PC
Battlefield 2042 na PC / fot. Metacritic

A zaczęło się niewinnie. Od awarii serwerów, od tego, że gra lubiła się wysypać jak kariera Basi Kurdej-Szatan, a to tylko wersja PC. Na Xboxach było jeszcze gorzej. Ale hej, bądźmy sprawiedliwi. Battlefield 2042 to nie jest mały indyczek, więc trzeba się liczyć z tym, że kilka rzeczy do doprogramowania będzie miał, a to nie jest proste zadanie.

No bo co to jest Battlefield? Ot strzelanka. Nieważne, że jedna z bardziej obleganych, ludzie naprawdę już nie mają się czego czepiać? No i na co się skarżą? Na brak tablicy wyników? A po co komu wiedzieć kto ile punktów nałapał? A może temu, co nie nałapał będzie przykro? O tym nie pomyśleli? Zresztą, kto by liczył punkty? Tryb All Out Warfare, czyli klasyczny multiplayer wyszedł trochę krzywy, ale wyszedł.

Ja nie rozumiem czego się ludzie czepiają. Przecież to praca na żywym organizmie. Nie rozumiem skąd taka zawiść w niektórych. To że gra się sypie jak harcerki na obozie to przecież nic takiego, poprawi się. Lagi? W grze online? Kto by się tam przejmował. W strzelance, gdzie czasem chirurgiczna wręcz precyzja jest szalenie istotna, rozrzut, jaki mają kule wystrzeliwane z jednego z AŻ CZTERECH karabinów jest większy niż zwichnięcie azymutu pana Wiesia jak wraca do domu po 14 zimnych. Kto by się tam przejmował? Albo lepiej, kiedy w grze, gdzie można rannych członków własnego zespołu reanimować nie da się rannych członków własnego zespołu reanimować, bo utknęli w ścianie, podłodze, albo animacji, której nie da się przerwać i muszą do końca rundy turlać się po podłodze i czekać aż się ktoś zlituje i ich dobije, albo runda się zwyczajnie skończy. Ja nie wiem czego się ludzie czepiają.

Nic więc dziwnego, że powstają takie zlepki jak… BattleBugs. Tu przykład takiego krótkiego, bo godzinnego.

Najśmieszniejsze jednak opinie były pod niemożliwością rozbrojenia bomby w rushu, bo klawisz działa tylko czasem i tylko dla niektórych. Jak to jest, że gra została wypuszczona w stanie, śmiem powiedzieć – cyberpunkowym?

Męczące jest czekanie na patcha, który naprawi podstawowe funkcjonalności. Po premierze. A to co opisane powyżej to dosłownie wierzchołek góry lodowej, od której nadzieje graczy odbiły się radośnie, niczym Titanic.

źródło: YouTube (rampage TV), metacritic

#3. Będzie Alan Wake 2!

Przyznam się szczerze, że od pierwszego Alana Wake’a się odbiłem. Ale jednocześnie była (i jest) to gra, do której mam nadzieję, że kiedyś wrócę. Też tak czasami macie, że mimo tego, że nie graliście to gra i tak utkwiła wam w głowie? Ja z tym tytułem tak mam, co na odżyło na nowo, gdy pojawił się remaster. I trochę czasu na wsiąknięcie w historię mam, bo zapowiedziany właśnie Alan Wake 2 ma pojawić się dopiero w 2023 roku. O ile oczywiście nie będzie przekładany. A i jeszcze jedno – ma to być „ekskluzyw” w Epic Games Store.

ssss

#4. A nie prościej było… po prostu Game Pass?

Usługę Game Pass na pewno każdy kojarzy kto choć raz chciał przycebulić na graniu. No bo jak można inaczej nazwać fakt, że za 4 złote można mieć miesięczny dostęp do takich tytułów jak Forza Horizon 5 czy Halo Infinite? Za cztery złote. Wcale też nie trzeba bardzo kombinować, by mieć Game Passa na trzy lata za mniej niż dychę miesięcznie. Sam wspomniany wyżej złoty Battlefield 2042 kosztuje więcej. Okazuje się, że Game Pass dla komputerów to od teraz… PC Game Pass.

 

I szczerze powiedziawszy ja tego nie czaję. Do tej pory nazywało się to Xbox Game Pass, a i tak w ramach usługi w wariancie Ultimate można było grać prawie na wszystkim co ma łączność z siecią. Komórce, tablecie, właśnie komputerze, a i pewnie są tacy co na lodówce próbowali odpalić. Niby wszystko idzie w stronę unifikacji, by mieć jedną usługę na kilku urządzeniach, a tu takie klocki. Okej, może i PC Game Pass został skrojony tylko pod użytkowników pecetów, którzy nie mają konsoli i jest tańszy (teraz w promo za dolca można mieć dostęp na 3 miechy), ale i tak uważam, że można było to zrobić lepiej. Można było nazwać to po prostu Game Passem i tyle. A to czy odpalimy grę na pececie czy konsoli to zależy tylko od gracza. I tego jaki sprzęt ma albo i nie.

źródło: Microsoft via Kotaku

#5. Matrix Awakens wyrwie cię z butów

Jeżeli oglądając poniższy materiał masz problem ze zdefiniowaniem tego czym jest rzeczywistość, to wiedz, że twórcy tego dzieła zrobili to mega dobrze. Matrix Awakens to próbka możliwości silnika Unreal Engine 5, który został chyba wykorzystany do granic swoich możliwości. Ale efekt robi niesamowite wrażenie, bo ciężko jest odróżnić prawdziwego Keanu, a tego wygenerowanego przez silnik.

Co więcej, możemy się sami o tym przekonać jeśli mamy konsolę najnowszej generacji. Można pobrać technologiczne demo i sprawdzić jak to wygląda. Dostępne jest za darmo na konsole Xbox Series S/X oraz PlayStation 5. Musicie przygotować około 30 GB wolnego miejsca na dysku, by to pobrać.

Która informacja była najciekawsza, mordeczko?

A co było w poprzednim Mamy do pogrania? Było między innymi o problemach Blizzarda z remasterowanym Diablo i z samym sobą, a także o Steam Decku, którego niestety nie będzie w tym roku.