Są takie smartfony, które dłużej niż zwykle zostają w pamięci. I zaskakująco nie chodzi tutaj o takie, które się rozkładają, wyginają czy ładują zanim człowiek się zorientuje, że to już. Jednym z nich w 2021 roku był realme GT 5G, którego nazwałem Bumblebee wśród smartfonów. Drugim jest motorola edge 20 pro, która mimo wysokiej ceny, zaskoczyła mnie bardziej niż to na początku zakładałem.

Motorola edge 20 pro w jedynej słusznej wersji

Smartfon trafił do mnie w wersji z pamięcią wewnętrzną 256 GB, 12 GB RAM i obudową w kolorze Midnight Blue. Są jeszcze dostępne dwie wersje kolorystyczne, ale szczerze, przy tej granatowej wyglądają jakoś tak nijako. A ta testowana z której strony nie spojrzeć wygląda inaczej i mieni się tak, że aż miło się na nią patrzy. Widać różne odcienie niebieskiego, ale gdzieś w głębi, szczególnie bliżej krawędzi, widać ciekawą fakturę. Jest w niej coś poważnego, coś czego raczej nie spotkałem w innych smartfonach. Może było to podobne, może zbliżone, ale na pewno nie takie samo jak w tej Motce.

Motorola edge 20 pro
Motorola edge 20 pro

Z pewnością taki kolor dodaje sporo, a edge 20 pro może pukać do pokoju flagowców, ale całość psuje trochę ogólna „plastikowość”. Tu daje o sobie znać plastikowa ramka, która jakość do tego wszystkiego nie pasuje. A to, że jest błyszcząca wcale nie polepsza sytuacji. Biorąc do ręki takiego Samsunga Galaxy S20 czy OnePlusa 9, a potem testowaną Motkę od razu czujemy, które z tych smartfonów to flagowce. Nawet jeśli nie są najnowsze. Nie zrozumcie mnie źle, Motorola jest dobrze wykonana i spasowana, ale powinno się czuć bardziej, że płacimy za nią ponad trzy tysiące złotych.

W wyglądzie przeszkadza mi jeszcze jedna rzecz – jebitnie duża i co więcej „podwójnie wystająca” wyspa z aparatami. Ja wiem, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy żeby smartfon nie miał półtora centymetra, ale tutaj ciut przesadzili. Smartfon leży pod sporym kątem i buja się przy byle pierdnięciu przelatującego pasikonika. Na całe szczęście, nadrabia możliwościami foto, a raczej wideo, więc można z tym żyć.

Motorola edge 20 pro
Motorola edge 20 pro

Ale zanim aparat, jeszcze ekran

Nie pamiętam, by jakiś smartfon od czasu Galaxy Note 4 tak bardzo zaskoczył mnie ekranem. I to jeszcze jakim – prawdziwym 6,7-calowym OLED’em, który może „rozkręcić” się do 144 Hz i wyświetlić co nieco ze wsparciem HDR10+. Tyle dane techniczne. W rzeczywistości ciężko jest wyhaczyć granice wyświetlacza, a to dzięki wybitnie głębokiej czerni. Ramki są w miarę równe, ale przy takim ekranie to się po prostu nie liczy. Jeśli mamy jakąś ciemną tapetę (tak jak na zdjęciu poniżej) całość sprawia wrażenie, jakby ekran był większy niż w realu. W kwestii reakcji na dotyk też można pisać w samych plusach. Jedyne co mnie trochę zmartwiło to fakt, że nie zawsze było czuć te najwyższe herce. Jest to jednak kwestia software’owa i to, że SI nie bardzo radziło są z optymalizacją. Dziwne jest też to, że mamy do wyboru albo 60 Hz albo najwyższe 144, nic pomiędzy. Na ogół zaskoczony jestem mocno i to proszę, przez smartfon Motoroli, czego nigdy bym się nie spodziewał.

Motorola edge 20 pro
Motorola edge 20 pro

Z aparatem w edge 20 pro to dziwna sprawa jest. Z jednej strony nie dojeżdża przy zdjęciach, a z drugiej potrafi nagrać takie materiały wideo, że wszyscy zastanawiają się co tu się odmotorolowiło. No spójrzcie sami na poniższe wideo. Jedna z akcji w meczu Polska – Węgry na Narodowym nagrana przy 5-krotnym przybliżeniu (czyli tym obiektywem pierwszym od góry). Myślę, że wyszło bardzo znośnie, stabilizacja działała dobrze i jakość jak najbardziej do zaakceptowania.

Mam wrażenie, że wyjątkowo aparat w tej Moto radził sobie lepiej przy wideo niż zdjęciach.

Przy dobrych warunkach zdjęcia wychodziły względnie dobre, ale aktualnie to potrafią nawet jakieś pierdziofony za tysiaka wciskane ludziom przy najniższych abonamentach. Tu oczekiwania są wyższe i powinny być wyższe. Muszę z przykrością stwierdzić, że w ogólnym rozrachunku ten smartfon powinien sobie radzić lepiej, tym bardziej, że ma cenę z trójką z przodu.

I jeszcze mała galeria, gdzie są zdjęcia normalne i te z 5-krotnym przybliżeniem. Patrząc na to co dostałem w plikach stwierdzam, że maks. dla tego aparatu to 5x, a wszystko powyżej nie ma sensu. A superzoom 50x można wrzucić gdzieś między

Trzeba jednak pochwalić interfejs aparatu, który jest w miarę przemyślany, ma dużo trybów, które są dobrze poukładane, a ważniejsze funkcje mamy zaraz „pod kciukiem”. Przykładowo, w trybie fotografii profesjonalnej dodatkowe opcje są na lewo od przycisku do robienia zdjęcia. Bez problemu można je sięgnąć palcem. To samo dotyczy ustawień lampy i samowyzwalacza. Pochwalam też obecność trybu Ultra-Res (robi zdjęcia w najwyższej rozdzielczości), Podwójny zapis, gdzie korzystamy z przedniego i tylnego aparatu jednocześnie i skaner do dokumentów.

Ogólnie byłem bardzo zadowolony z tego jak ten smartfon działa

Tak na co dzień. Ok, może miałem w swoich rękach kilka smartfonów, gdzie odświeżanie ekranu robiło większe wrażenie. Tu na pozostałe elementy, które wpływają na wydajność i płynność nie można narzekać. Masa RAM’u, pamięć UFS 3.1, a do tego wszystkiego Snapdragon 870 5G. Ten ostatni element jest jak znalazł i cieszę się, że nie wrzucono tutaj flagowego układu z trzema ósemkami. W przeciwnym razie smartfon na pewno byłby cieplejszy i jeszcze droższy, a dodatkowych herców i tak byśmy nie odczuli. A tak, mamy wysoką wydajność w nieco niższej wysokiej cenie ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ).

Tu wszystko działało bez zarzutu. Nie miałem problemów z przycinaniem, działaniem aplikacji czy czymś co powodowałoby grymas na twarzy. Niezmiennie szanuję motorolowe gesty jak choćby ten, który pozwala włączyć i wyłączyć latarkę przez kilkukrotne potrząśnięcie smartfonem. Genialne i przydatne. Jest też tryb Ready For, o którym szerzej pisałem przy okazji testów Motoroli g100.

Motorola edge 20 pro
Motorola edge 20 pro

Motorola edge 20 pro powinna kosztować… mniej

Gdyby to był smartfon za maksymalnie 2499 złotych na pewno zrobiłby większe zamieszanie na rynku. Użytkownicy raczej nie są jeszcze gotowi na to by wydać ponad trzy tysiące na smartfon Motoroli. Pójdą i wezmą ubiegłorocznego flagowca od Samsunga, Apple czy Huawei, bo będą wiedzieć, że technologicznie, a na pewno fotograficznie będzie lepiej.

Nie mniej muszę napisać, że edge 20 pro to smartfon, który pod kilkoma względami mnie bardzo zaskoczył. Jest to też jeden z tych smartfonów, z których korzystało mi się przyjemnie i z pewnością to najlepsza Motka, której używałem. Polubiłem ją przede wszystkim za świetny ekran OLED, szybkie działanie i gesty. Do tej pory, bo już na horyzoncie widać serię edge 30, która zapowiada się świetnie.

 

Mocne strony

  • Rewelacyjny ekran OLED!
  • Długi czas pracy i ładowanie 30 W
  • Bezbłędny czytnik biometryczny na boku
  • System Android bez „śmieci”
  • Przydatne gesty
  • Wsparcie Ready for i kabel w pudełku
  • Aparat, który zaskakuje, ale…

Słabe strony

  • …powinien być lepszy
  • Nie czuć premium w obudowie
  • Brak głośników stereo
  • Szybkie ładowanie mogłoby być szybsze
  • Zbyt wysoka cena