Chuwi to dla mnie jedna z ciekawszych chińskich firm, które robią laptopy. Mają kilka laptopów, które śmiało mógłbym używać na co dzień. Nawet taki Chuwi HeroBook Pro za około tysiąc złotych wystarczyłby do niewymagających zadań jak pisanie tekstów czy prosta obróbka zdjęć. Z kolei na dłuższe wyjazdy przydałaby się ich najnowsza konstrukcja – Chuwi MiniBook X.

Chuwi MiniBook X z 10,8-calowym ekranem

Najnowsze dzieło Chińczyków ciężko nazwać kieszonkowym (sami używają określenia „pocket”), ale z pewnością MiniBook X naprawdę jest mini. Sądząc po nazwie to następca malutkiego MiniBooka i paradoks jest taki, że mimo powiększenia nadal jest mały. MiniBook X w najgrubszym miejscu ma tylko 11 mm, a jego waga nie przekracza 900 gramów. Ekran ma 10,8 cala, gdzie pierwszy MiniBook miał tych cali osiem. Imponuje rozdzielczością 2560 x 1600 pikseli i tym, że zajmuje 90% powierzchni.

Chuwi MiniBook X
Chuwi MiniBook X / fot. Chuwi

Można zauważyć wycięcie na 5-megapikselowy aparat, znane raczej z tabletów, ale akurat nie to najbardziej mnie irytuje. Spójrzcie na te zaokrąglone rogi ekranu, które na dole są wyraźnie większe. Albo dopiero okaże się, że są większe, bo na powyższej grafice tego nie widać, ale na tej głównej na samej górze już tak. Meh, mogli to zrobić lepiej.

Laptop zawiasami w stylu Yoga

Konstrukcja pozwala obracać ekran do 360 stopni co oznacza, że laptop można poniekąd zamienić w 10,8-calowy tablet. Tylko trochę cięższy i grubszy niż taki tablet. Ja pewnie używałbym tego sporadycznie, ale pewnie znajdą się osoby, które znajdą zastosowanie do urządzenia 2 w 1. Tym bardziej, że w zestawie jest jeszcze rysik rozpoznający ponad 4 tysiące poziomów nacisku.

Chuwi MiniBook X
Chuwi MiniBook X / fot. Chuwi

W Chuwi MiniBook X znajdziemy procesor Intel z rodziny Jasper Lake. Jest to dokładnie Celeron N5100, który bazowo pracuje z szybkością 1,1 GHz, ale potrafi się rozkręcić nawet do 2,8 GHz. Ma cztery rdzenie, jest czterowątkowy i ma TDP na poziomie 6 W. Do podstawowych rzeczy jak znalazł, ale nic więcej. Jest też 12 GB RAM (dziwne, że nie dali 8 lub 16) i dysk SSD o pojemności 512 GB. Z tego co można doszukać się na grafikach, laptop ma dwa porty USB-C, gdzie jeden obsługuje Power Delivery 2.0. Mamy tu 45 W, bo w sumie więcej nie jest potrzebne.

Zaskoczeniem może być obecność systemu Windows 11, od razu po wyjęciu sprzętu z pudełka.

MiniBook X jest już na oficjalnej stronie producenta i jego premiera powinna się odbyć 11 stycznia. Ma być darmowa dostawa, a zamówienia będą wysyłane zarówno z Chin jak i z Europy (jest magazyn w Hiszpanii). Zainteresowani? Ja testami na pewno tak.