Się narobiło. A wystarczyło, że Microsoft się raz porządnie obkupił, to się zazdrośnicy pokazali. No i Sony stwierdziło, że wyda 3,6 miliarda dolarów i kupi sobie Bungie. Wiadomo, że kwota, mimo że pokaźna nie ma nawet startu do kwoty, jaką trzeba było zapłacić za Activision Blizzard, ale jednak. Najbardziej ironiczne jest to, że Bungie było niegdyś studiem należącym i produkującym dla Microsoftu i Xboxa, więc można to odczytać jak nic innego jak zemstę, za to, że Sony już nie ma licencji na Crasha Bandicoota. Kupionej przez Microsoft. Tylko wziąć popcorn i oglądać, choć wszystko wskazuje na to, że Sony raczej nie będzie się wtrącać Bungie w taką, na przykład, wieloplatformowość. Przynajmniej póki aktualnie podpisane kontrakty nie wygasną.

Sony kupuje Bungie

Sony i Bungie trzymały całą transakcję w tajemnicy. I to porządnie, bo przyznam, że nie było absolutnie żadnych przesłanek, żeby takie coś w ogóle brać pod uwagę. Szczególnie w świetle plotek z ostatnich kilku dni, że Sony ostrzy sobie kły na… Electronic Arts. Oficjalna informacja na blogu PlayStation pojawiła się jakoś 31 stycznia.

Pozostaje tylko zadać kilka prostych pytań.

Co Sony zyskało? Poza tym, że prawa do tytułów takich jak na przykład Destiny 2, kupili sobie studio z wieloletnim doświadczeniem w produkcji i utrzymaniu na rynku gier-usług. Czy produkty tego typu są fajne i dobre dla klienta końcowego – gracza, to temat na osobny wpis, ale Bungie zjadło kilka zestawów zębów na tym temacie. Sony najwyraźniej odchodzi od swojego sprawdzonego sposobu zarabiania, przez sprzedaż tytułów, które singlowo fantastyczną fabułą stoją i zaczyna moczyć paluchy w portfelach graczy onlinowych (bardziej niż do tej pory, żeby była jasność). Miejmy nadzieję, że nie przegną pały z mikrotransakcjami, że będzie odpowiednia doza rozsądku w dojeniu klienta.

Sony kupuje Bungie
Sony kupuje Bungie / fot. blog.playstation.com

A co dostało Bungie? Dostęp do idiotycznej ilości pieniędzy, jakimi dysponuje Sony. Nie czarujmy się, tak, gdzie nie wiadomo o co chodzi, to pieniądze się muszą zgodzić. Sony jest bardzo multimedialne (weźmy na przykład film Uncharted, czy serial The Last of Us, obydwa już niedługo) i chętne do rozwoju. Nie skorzystanie z takiej okazji, przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowej swobody działania nie pachniało by rozsądkiem.

Dodatkowo Bungie, w swoim wpisie podkreśliło, że będzie inaczej, niż w przypadku firm przejętych przez Microsoft.

Nie będzie ciśnienia na exclusivy, przynajmniej nie w takim stopniu, bo najwyraźniej Sony połapało się, że pieniądze można zarabiać nie tylko na swoim ekosystemie.

Koniec końców dla gracza, tak naprawdę, niewiele się zmienia, a jeśli się zmienia, to na lepsze, bo każdy ruch, który daje studiom większą kasę powinien przynieść coś dobrego. Chociaż, znając świat korpo, to różnie może z tym być.