Mógłbym napisać, że to „mały, ale wariant”, co w tym przypadku jest jak najbardziej trafnym określeniem, ale już mocno oklepanym. Drugie wcale nie jest lepsze, ale mam wrażenie, że pasuje do tej ładowarki bardziej. I coś czuję, że Green Cell myśli podobnie, bo sam go używa. Parafrazując Tolkiena, GC PowerGaN 65 W to jedna, by naładować wszystko. No dobra, prawie wszystko.

GC PowerGaN 65 W

Od dłuższego czasu moim głównym i zarazem najlepszym kompanem ładowania jest Baseus GaN2 Pro o mocy 100 W. Jak dotąd lepszej nie znalazłem, bo naładuję nią praktycznie wszystko, więc nic dziwnego, że po testach dostała niemal maksymalną ocenę w Galaktykomierzu. Nowa ładowarka od Green Cella też wykorzystuje tą samą technologię (GaN, azotek galu, wykorzystywany jako „lepszy” półprzewodnik), ale jest jeszcze mniejsza. Bierze się to z tego, że ma trzy porty (a nie cztery jak Baseus) i niższą moc, ale głównie chodzi o to, że jest stworzona z myślą o osobach, które poszukują naprawdę kompaktowej ładowarki. Takiej, która zmieści się nawet do kieszeni w spodniach i takiej, która waży zaledwie 127 gramów.

Jak sama nazwa wskazuje, ładowarka daje maksymalnie 65 W, więc spokojnie można naładować mniej wydajnego laptopa jak np. MacBooka Air czy jakiegoś MateBooka od Huawei, ale też smartfony i inne urządzenia mobilne. Ładowarka ma trzy porty: USB-C z Power Delivery do maks. 65 W oraz USB-C i USB-A, obydwa z funkcją Ultra Charge do 18 W każde. Jak dla mnie to trochę tych watów brakuje i by szybko naładować smartfon, gdy akurat ładuje się już laptop, dobrze byłoby mieć przynajmniej te 75 W. Ale ok, wyjdzie w testach.

GC PowerGaN 65 W ma wszystkie możliwe zabezpieczenia, czyli takie przed zwarciem, przeciwprzepięciowe i przed przegrzaniem, wysoką temperaturą. Zgodnie z powyższą grafiką w ciągu pół godziny od zera naładujemy iPhone’a 13 Pro do 54%, MacBooka Air do 29%, a słuchawki AirPods „podskoczą” do 28%.

Ładowarkę wyceniono na 189 złotych i już można ją zamawiać.