Gdybym miał w ciemno wskazać urządzenia Huawei, których pojawia się najwięcej, zaraz za smartfonami, to byłyby to laptopy. Kilka dni temu do Polski trafił Huawei MateBook X Pro (2022), a trochę wcześniej dwie szesnastki – Huawei MateBook D 16 i Huawei MateBook 16s. Tego pierwszego już przetestowałem i jego recenzję możecie przeczytaj tutaj. Droższą wersję z „s” w nazwie, czyli tą tytułową, też sprawdziłem i recenzję macie tu.

Huawei pokazał dwa laptopy MateBook z 16-calowymi ekranami i to na tej samej konferencji, ale to tak naprawdę dwa kompletnie różne urządzenia. Nawet wspomniany już ekran jest inny, bo ma inne proporcje i inną rozdzielczość. Na upartego można napisać, że jedną z bardziej rzucających się w oczy cech jest… logo Huawei na obudowie. Bardziej trafnym określeniem byłoby to, że MateBook 16s to taki trochę MateBook 14s, ale większy.

Droższa szesnastka ze świetną specyfikacją

Testując któryś z kolei laptop Huawei można mieć wrażenie, że testuje się coś takiego samego. Szczególnie jeżeli chodzi o jakość wykonania. Huawei namiętnie od kilku lat stosuje tę samą formułę, co nieco coś ulepszając, ale nieznacznie. Mamy solidną, aluminiową obudowę, celująco spasowaną i wykonaną. Jest naprawdę porządnie, a dodatkowo obudowa jest tak „pościnana”, że w rzeczywistości wygląda na lżejszą niż jest. Tu nie można powiedzieć nic złego, nawet jakbym mocno się uparł. No dobra, może jest jedna rzecz, która ponownie świadczy o tym, że to „większy brat” MateBooka 14s. Często zwracam uwagę na to, czy laptopa można otworzyć jedną ręką. Tu nie jest to możliwe. Trzeba jednak przyznać, że system zawiasów działa pewnie, z odpowiednim oporem i trzyma matrycę w takiej pozycji w jakiej ją ustawimy.

Huawei MateBook 16s
Huawei MateBook 16s

W przeciwieństwie do MateBooka D 16, wyleciała z niego klawiatura numeryczna, a po obu stronach pojawiły się głośniki. A raczej perforacje w obudowie, które wskazują, że ów głośniki tam są. Czy żałuję tej klawiatury? Trochę tak, bo dawno jej w laptopach nie widziałem, ale osobiście jej zbyt często nie używam, wiec tak, zamiast niej wolę lepsze głośniki. A te są naprawdę dobre i umieszczone w takich miejscach, że niczym ich nie zasłonimy. Grają czysto, nawet na wyższej głośności, ale jak to już bywa w laptopach, brakuje im niskich tonów, a tym samym ciepła i głębi. Ale i tak, generalnie jak na „laptopowe warunki” wypadają wyjątkowo dobrze.

Klawiatura jest podświetlana, ale odjąłbym od razu jeden punkt w Galaktykomierzu gdyby było inaczej. Nie jest to najwygodniejsza klawiatura na jakiej pisałem, a do miło wspominanego Microsoft Surface Pro 4 jest jej bardzo daleko. Mam wrażenie, że nawet na Surface Laptop Go 2, na którym napisałem większość tej recenzji, było lepiej. Klawisze są płaskie, dają odpowiedną, ale też nieco „twardą” odpowiedź. Największe zastrzeżenia mam jednak do dwurzędowego Entera i klawisza z ukośnikiem wstecznym (ang. backslash), który wciśnięto między prawym Shiftem, a literą „Z”. Tym samym obcinając Shift o połowę.

Świetne jest natomiast to, że – podobnie jak w MateBooku 14s – przeniesiono kamerkę tam gdzie od zawsze powinna być. Z klawiatury powędrowała nad ekran. A no i kamerka jest w Full HD jakby ktoś pytał.


Jeszcze kilka zdań na temat samego touchpada, bo ten od razu rzuca się w oczy. Zajmuje naprawdę sporo miejsca i rozciąga się od połowy lewego Alta do prawie połowy prawego Ctrl. Do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić czy jest szklany, ale jeśli producent nie chwali się tym nigdzie, to raczej nie jest. Ale ok, nie jest to wymogiem w każdym drogim sprzęcie. Ważne, że gładzik dobrze reaguje na palce i obsługuje windowsowe gesty. Najbardziej przeszkadzało mi głośne działanie touchpada, który podczas naciskania wydawał wyraźnie słyszalny i „twardy” klik.

Huawei MateBook 16s
Huawei MateBook 16s

Piękne 16 cali z 90-hercowym odświeżaniem

Mam małe deja vu i kolejny raz napiszę, że czuję się jakbym testowałem większego MateBooka 14s. Tu wyświetlacz jest większy, ma równiutkie 16 cali i zachwalane przeze mnie proporcje 3:2. Chodzi o to, że ekran jest „wyższy”, a trochę więcej przestrzeni w pionie przydaje się podczas codziennej pracy. Do tego dochodzi rozdzielczość 2520 x 1680 pikseli, odświeżanie 90 Hz i mamy materiał na sukces. Nie przykładałem do niego żadnych testerów, więc muszę uwierzyć producentowi na słowo, że ekran ma 100-procentowe pokrycie palety sRGB. Dla mnie ekran jest piękny, szybki, szczegółowy i to mi kompletnie wystarcza.

A i jeszcze jedno. Ekran jest też dotykowy, rozpoznaje do 10 punktów, ale przyznam, że częściej wybierałem coś paluchem na ekranie mniejszego laptopa niż tej szesnastki. Trzeba też wiedzieć, że dotyk = błyszcząca matryca. Można też pochwalić Huawei za zadowalająco wąskie ramki wokół ekranu, choć nie aż tak wąskie jak we flagowym MateBooku X Pro.

Huawei MateBook 16s
Huawei MateBook 16s

Nie mogę napisać, że brakowało mi portów.

Dobrze, że Huawei nie zrezygnowało z portów USB-A, bo przy szesnastce byłby to trochę strzał w stopę. Takie porty są dwa i dobrze też, że to USB 3.2 Gen 1, więc technicznie najnowsze. Po drugiej stronie (lewej) są dwa USB-C. Jedno z nich obsługuje Thunderbolt 4, ale co ważne, obydwa mogą być wykorzystane do ładowania. Obok HDMI i mini jack. Może przydałby się komuś czytnik na karty pamięci, więc można określić tak, że dostajemy zadowalające minimum.


Czytnik linii papilarnych jest w przycisku zasilania, więc Huawei znowu poleciał znanym i raczej lubianym standardem. Wykorzystuje to rozwiązanie niemal w każdym laptopie i fajnie, bo czytnik nie rzuca się w oczy. Nie jest w obrębie klawiatury czy „wycięty” w touchpadzie. Czytnik działa z dużą skutecznością i automatycznie wpuszcza nas do systemu jeżeli włączymy laptopa naciskając na przycisk dodanych do czytnika palcem.

Mocne parametry z jednym „ale”

Huawei MateBook 16s trafił do mnie w jednej i zarazem jedynej dostępnej wersji. Takiej z procesorem Intel Core i7 12. generacji (Core i7-12700H), szybką pamięcią RAM LPDDR5, której mamy 16 GB i dyskiem SSD NVMe o pojemności 1 TB. Procesor ma aż 14 rdzeni i maksymalnie może się „wykręcić” do 4,7 GHz. Jeszcze dekadę temu o takim taktowaniu to nawet przy overclockingu można było pomarzyć, a tu proszę, teraz mamy to w laptopie.

Huawei MateBook 16s
Huawei MateBook 16s

Czy potrzebne jest coś więcej? Teoretycznie nie.

Laptop działa błyskawicznie i rzeczywiście wygląda na to, że Intel Evo coś tam nam daje. Aplikacje otwierały się „od kliknięcia”, przeglądarka z kilkunastoma kartami działała tak jakbym dopiero co ją uruchomił, animacje były super płynne i nie widziałem nic złego podczas takich codziennych działań na laptopie. Chociaż też muszę zaznaczyć, że przede wszystkim używałem go do pracy biurowej, pisania tekstów, Internetu i multimediów. Nie uruchamiałem na nim żadnych gier, bo Intel Iris Xe gamingową kartą raczej nie jest. Nie twierdzę, że nie nadaje się do gier, bo co nieco pozwoli uruchomić i to w miarę płynnie, ale no właśnie, tu pojawia się to moje „ale”. Dlaczego przez tyle lat Huawei nie pokazał jeszcze laptopa z dedykowaną grafiką i jakimś wydajnym RTX-em? Chciałbym kiedyś to zobaczyć, bo ewidentnie takiego modelu brakuje w ofercie.


Tu muszę od razu zaznaczyć, że o ile dysk SSD można wymienić na większy (tylko po co?), to z RAM-em nie jest tak łatwo, bo ten jest na stałe wlutowany w płytę główną. Dysk jest w rozmiarze 2280 i został wyprodukowany przez kompletnie nieznaną mi firmę Yangtze Memory Technologies Co., Ltd. Tak, tym razem sprawdziłem. Jest to identyczny nośnik jak w sporo tańszym MateBooku D 16, więc z jednej strony trochę kręcę nosem, że pakują to samo, ale z drugiej, prędkości są na tyle dobre i powtarzalne, że raczej ze stabilnością pracy nie powinno być problemu.

Tu też można zauważyć, że (w przeciwieństwie do MateBooka D 16) MateBook 16s ma dwa wentylatory i dwa radiatory odprowadzające ciepło z podzespołów.


Na zdjęciu widać, że mniej więcej jedną trzecią obudowy zajmuje akumulator. Ten według specyfikacji ma 84 Wh, więc (wybaczcie za kolejne porównanie do D 16-tki) jest trochę pojemniejszy niż w MateBooku D 16. Można to też dostrzec na zdjęciach, że akumulator jest fizycznie większy. Wydajność akumulatora jest świetna i spokojnie wytrzyma tak zwany „roboczodzień” przy mieszanym wykorzystaniu. Po ponad dwóch godzinach pisania z 79% spadło do 62% przy jasności ekranu ustawionej na 70%.

Windows 11 prosto z pudełka

Huawei MateBook 16s to już na tyle świeży model laptopa, że nie trzeba go aktualizować z Windowsa 10 do „jedenastki”, gdy wyjmie się go z pudełka. Od razu ma system Windows 11 Home. O samym systemie nie ma co pisać, Windows jak Windows. Używam go praktycznie od chwili wydania wersji testowej i teraz, po milionie aktualizacji, mogę stwierdzić, że nigdy nie wrócę do 10-tki. Muszę też stwierdzić, że cały interfejs jest lepiej dostosowany do urządzenia i spójny. Chodzi mi tu o jedną konkretną rzecz – wolną przestrzeń na pasku między prawą krawędzią ekranu a opcją „Pokaż pulpit”. Na takim MateBooku 13 z 2020 roku ma na oko jakieś półtora centymetra, a w 16s jest normalnie.

Huawei nie dorzuca zbędnych śmieci do systemu i chwała mu za to. Jedyne i najważniejsze oprogramowanie to PC Manager, czyli takie swoiste centrum zarządzania laptopem. Możemy w zasadzie jednym kliknięciem sprawdzić poprawność działania komputera czy pobrać najnowsze sterowniki do praktycznie każdego elementu. Jest to na tyle ważne oprogramowanie, że mamy do niego skrót klawiszowy pod F10.

Windows 11 Home na Huawei MateBook 16s
Windows 11 Home na Huawei MateBook 16s

Nowością w laptopach jest opcja Super Device, która pozwala w błyskawiczny sposób wyszukać inne urządzenia w pobliżu i połączyć je z laptopem np. słuchawki czy rysik. A jak zrobimy to z telefonem czy tabletem to w sumie laptop i to urządzenie stają się „jednością”. Możemy wyświetlić zawartość ekranu smartfonu/tabletu na ekranie laptopa, szybko przesyłać pliki czy nawet odpisywać na wiadomości. Szczególnie fajne jest wykorzystanie tabletu jako dodatkowego ekranu laptopa.

Dlaczego Huawei MateBook 16s tyle kosztuje?

Na zakończenie ponawiam pytanie, które zadałem też w tytule tej recenzji. Dlaczego on tyle kosztuje? Najprościej mógłbym odpowiedzieć tak, że… Huawei tak chciał. Ale serio, Huawei MateBook 16s wyceniono na 7499 złotych, a ja nawet przez chwilę nie poczułem tego, że pracuje na tak drogim sprzęcie. Serio, nawet porównując go do MateBooka D 16 to jestem w stanie stwierdzić, że kultura pracy była bardzo zbliżona. Fakt, sprzęt ten jest genialnie wykonany i dopracowany, ma jeden z lepszych ekranów na rynku (ale taniej można mieć laptopa z OLED-em), a świetne podzespoły sprawiają, że niemal wszystko działa bez zająknięcia, ale jest też kilka rzeczy, które jak dla mnie obcinają finalną ocenę.

Ja najbardziej psioczyłem na klawiaturę i jej niezrozumiałe, niewygodne rozmieszczenie niektórych przycisków, ale byłoby fajnie, gdyby touchpad był lepszy. Z pewnością dysk powinien być szybszy, bo chwilami przewyższa go ten z o połowę tańszego MateBooka D 16. No dobra, obecnie to najlepiej wyposażona i dopieszczona szesnastka Huawei’a, ale podobnie jak w przypadku MateBooka 14s muszę stwierdzić, że nie czuję tu premium. A powinienem, przede wszystkim patrzą na cenę. Jak dla mnie 5999 złotych to wszystko ile można dać za ten komputer i wygląda na to, że nie tylko ja tak uważam. Huawei właśnie taką cenę za MateBooka 16s zaproponował przy okazji pierwszej, dosyć szybkiej obniżki w ramach promocji „Wiele możliwości na start”.

3 KOMENTARZE

  1. Tylko dlaczego ma taki dziwny (UK-english) układ klawiatury? Z niewygodnym trójkątnym enterem i krótkim lewym shiftem. Układ klawiatury dyskwalifikuje go w polskich warunkach używania.

  2. Kupiłem dziś ten komputer (matebook 16s) i po chwili pojechałem go oddać. Niestety nie zdawałem sobie sprawy, że w Polsce sprzedawane są komputery z układem klawiatury z innych krajów. Nie chcę się przyzwyczajać do klawiatury, której nigdzie indziej w Polsce nie spotkam. Nie chcę nabrać „złych nawyków” jeżeli chodzi o pisanie. Szkoda, bo komputer w rękach robił świetne wrażenie, jeżeli chodzi o jakość wykonania…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj