Recenzja Ninebot miniPRO od Segway – to najlepsze urządzenie jakie w tym roku testowałem

Nieważne czy ktoś przemieszcza się komunikacją miejską czy rowerem i tak samochodów osobowych na drogach jest najwięcej. Dla wielu i też dla mnie jest to najpopularniejszy, a do tego najbardziej komfortowy środek transportu, więc ich ilość w mieście wcale nie dziwi. Jadąc gdzieś samochodem w pewnym sensie jesteśmy niezależni i to mi się podoba. Nieważne czy jedziemy przez pół Polski na wakacje czy dosłownie kilka przecznic dalej do pobliskiego marketu po bułki na śniadanie. A zasada jest taka – im więcej samochodów na ulicach tym większe korki, szczególnie dużych miastach, gdzie co chwilę coś remontują (tak jak ostatnio w Kielcach, gdzie zwęzili jedną ulicę, a pół miasta stoi). A co gdyby taki samochód zamienić na coś innego, mniejszego i bardziej zwinnego? Jest takie urządzenie jak Ninebot miniPRO od firmy Segway, które właśnie przetestowałem. 

Jak można sklasyfikować Ninebota? Podobnie jak tak zwane hoverboard’y, deski czy hulajnogi elektryczne, Ninebot miniPRO to nic innego jak elektryczny, osobisty transporter. Urządzenie ma silnik elektryczny (w tym przypadku akurat dwa po 400W w każdym kole), dwa duże koła, platformę pomiędzy kołami i drążek pośrodku, za którego pomocą możemy skręcać podczas jazdy. Konstrukcja kompletnie inna od coraz popularniejszych hulajnóg, ale tak naprawdę trudno jest ją sklasyfikować. Niech zatem zostanie segway’em, ale takim bardziej kompaktowym, bo bez uchwytu i „kierownicy” z przodu jak to przeważnie bywa jeżeli pomyślimy sobie o takim czymś jak „segway”.

Ale od początku. Przyjrzyjmy się na szybko wykonaniu i budowie. Tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń, bo miniPRO jest doskonale wykonany, świetnie spasowany, nie ma mowy o jakichkolwiek niedoróbkach, a połączenie czarnego i czerwonego koloru wygląda najlepiej. Po prostu czujemy, że to dopracowany sprzęt z najwyższej półki i to przy pierwszym kontakcie. Myślę, że producent spokojnie śmiało mógłby krzyknąć więcej niż aktualnie ten pojazd jest warty. Platforma została wyłożona miękkim, antypoślizgowym materiałem przez co buty nie mają prawa się przesuwać. Długo zastanawiałem się z jakiego tworzywa wykonane są nadkola i obudowa między kołami, ale w końcu doszedłem do wniosku, że musi to być tworzywo sztuczne, dobrej jakości. Aluminiowy jest na pewno drążek, co od razu czuć przy pierwszym dotknięciu. Dodatkowo jest regulowany, więc jego wysokość można dostosować niemal pod każdą osobę. Uchwyty na samej górze są podobnie wykonane co platforma – miękkie i zapobiegające się ślizganiu (np. kolan, gdybyśmy jeździli w krótkich spodniach).

Ninebot miniPRO by Segway / fot. galaktyczny

Segway nie ma jako takiej amortyzacji, ale ma duże, pompowane koła, więc nie straszne są mu lekkie przeszkody czy nierówności na drodze. Możemy swobodnie jeździć po chodniku, podjeżdżać pod niewielkie krawężniki (np. takie łagodniejsze przy przejściu dla pieszych) czy przejeżdżać przez niskie progi zwalniające. Większych krawężników i wertepów czy jazdy „outdoorowej” raczej bym unikał, bo możemy skończyć na ziemi z nogami do góry i kilkoma zębami mniej. Koła pompujemy za pomocą specjalnej przelotki (jest w zestawie) i w zasadzie możemy to zrobić zwykłą pompką do roweru.

Jak możecie zauważyć na poniższym zdjęciu, z przodu umieszczono spory, wyraźny i pięciostopniowy wskaźnik baterii. On pokazuje jaki jest stan rozładowania akumulatora w środku i nie wdając się w szczegóły, załóżmy, że jedna kreska to około 20 procent. Nie zauważyłem jakichś anomalii, choć przyznam się szczerze, że unikałem sytuacji, w której akumulator rozładowałby się do zera. Powyżej widać wskaźnik Bluetooth, który mruga jeśli nie połączy się segway’a ze smartfonem. Podobnie zachowuje się wskaźnik od baterii, gdy pokazuje, że akumulator jest w pełni naładowany i można odłączyć urządzenie od ładowarki. To okrągłe coś wyżej, co wygląda trochę jak przycisk home w iPhonie to nic innego jak włącznik. Gdy go przyciśniemy segway włącza się i sam się stabilizuje.

Ninebot miniPRO by Segway – wskaźnik naładowania i koło / fot. galaktyczny

Podczas pierwszego uruchomienia musimy pobrać dedykowaną aplikację na smartfon i przejść krótki samouczek, który krok po kroku pokaże nam jak się przygotować do jazdy, jak się poruszać i na co zwrócić uwagę, by jazda była bezpieczna. Składa się z dwóch części i jak zawsze odrzucam wszystkie instrukcje na bok, tak w tym przypadku warto poświęcić kilka minut i zapoznać się ze wszystkim. Wiadomo, nie można używać sprzętu niezgodnie z przeznaczeniem, nie można jeździć w dwie osoby i takie tam. Ochraniacze na kolana, łokcie i przedramiona są wręcz obowiązkowe, podobnie jak  kask na głowę, no chyba, że wszelkie urazy bierzecie na klatę tak jak ja i jeździcie bez niczego (znaczy się, ubranie miałem). Wiadomo, że producent nie odpowiada za jakiekolwiek nieprzyjemności, dlatego trzeba odpowiednio zadbać o bezpieczeństwo swoje jak i innych. Mnie na szczęście nic złego się nie stało i muszę się pochwalić, jeszcze ani razu się nie wyrżnąłem :)

Czy łatwo jest nauczyć się jeździć na Ninebot miniPRO?

Przyznam, że kiedy wyjąłem go z pudełka i złożyłem w całość – trzeba przykręcić wspornik i wyregulować jego wysokość – to popatrzyłem na niego z wymowną miną mówiąc pod nosem, że nigdy na to nie wsiądę. Tak było, poważnie. Kiedy coś ma dwa koła to człowiek sobie myśli, że tak szybko jak na to wejdzie to równie szybko z tego zleci. Coś jakby pierwsza jazda na monocyklu albo rowerze bez bocznych kółek za czasów dzieciaka. Ale tak naprawdę nie było tak źle jak na początku sobie wyobrażałem. Wystarczyła lekka asekuracja ze strony biurka i kolegi, by po jakichś 7 minutach śmigać prawie jak zawodowiec.

Aby wejść na pojazd wystarczy stanąć najpierw jedną nogą, a gdy usłyszymy dźwięk (krótkie piknięcie), dostawić drugą nogę. Ja na początku stawiałem lewą nogę ze względu na to, że jestem lewonożny i było mi po prostu wygodniej, ale tak naprawdę nie ma reguły – może to być lewa lub prawa noga, grunt żeby nie wskakiwać dwiema nogami na raz. Jeżeli zrobimy to na spokojnie to bez problemu złapiemy równowagę, w czym pomaga nam też sam segway utrzymując swoją pozycję. Aby pojechać do przodu lub do tyłu wystarczy pochylić się w odpowiednią stronę, pamiętając o tym, by zachować wyprostowaną postawę. Nie można być zgarbionym ani przykucniętym. Skręcamy używając kolan i drążka pomiędzy nimi, więc tutaj bardzo istotną kwestią jest wyregulowanie wysokości drążka tak, by wewnętrzna strona kolan opierała się gładko na „poduszkach”. Jeśli kiedykolwiek jeździliście na nartach to od razu załapiecie o co chodzi ze skręcaniem. Tutaj jest podobnie – trzeba przechylać/zgiąć kolana w lewo lub prawo.

Ninebot miniPRO by Segway / fot. galaktyczny

Segwayem możemy też sterować za pomocą aplikacji, która wyświetla wirtualny wielokierunkowy kontroler. Nie wygląda to może tak i nie jest wygodne jak podobne rozwiązania np. z mobilnych gier wyścigowych, ale i tak frajda jest niezła, bo czujemy się trochę tak, jakbyśmy kierowali małym robotem. Szkoda, że nie ma jeszcze wbudowanej kamerki, bo mielibyśmy mały, szpiegowski łazik. Główny ekran to miejsce gdzie zobaczymy między innymi okrągły prędkościomierz i informację o długości trasy jaką możemy przejechać, ale wystarczy tylko przesunąć w lewo, by wyświetlić więcej szczegółów. Są tam takie dane jak chociażby przejechany dystans, średnia prędkość, aktualny czas przejażdżki czy temperatura urządzenia.

Aplikacja jest rozbudowana, ale ja skupię się tylko na najważniejszych jej funkcjach. Pomijam całą społecznościową otoczkę, bo według mnie jest to niepotrzebne. Część z nich widzicie już powyżej, ale warto wspomnieć też o opcji, która pozwala włączyć bądź wyłączyć ogranicznik prędkości. Przydaje się to w sytuacji, gdy pojazdu używamy do nauki, bo wtedy nie jest ono takie zrywne i nie osiąga tak wysokich prędkości jak bez ogranicznika. W aplikacji można też personalizować oświetlenie segway’a. Można włączyć i wyłączyć światła z przodu i te od hamowania, ale najciekawsze jest to możemy wybrać tryb działania oświetlenia, gdy urządzenie jest włączone, ale stoi w miejscu. Może to być „oddychanie”, „fala” czy „alarm” w maksymalnie czterech kolorach. Kojarzycie diody pod maską z serialu Nieustraszony? Da się zrobić podobny efekt.

Przed osiągnięciem pierwszego kilometra mamy ograniczoną prędkość do 10 km/h ze względów bezpieczeństwa i tego, by łatwiej nauczyć się jeździć. Dopiero później odblokowujemy pełną moc, która zwiększa się niemal dwukrotnie – do 18 km/h. I tutaj mam pewne spostrzeżenie, bo wiem, że Ninebot mógłby jechać szybciej, ale ze względu… jakże by inaczej, bezpieczeństwa nie jest to możliwe. Urządzenie sygnalizuje osiągnięcie maksymalnej prędkości kilkoma piknięciami i samo delikatnie zwalnia odchylając się do tyłu, co automatycznie wywołuje podobną reakcję u nas – musimy skorygować pozycję i też odchylić się w tył, by nie stracić równowagi. Segway ma wbudowane oświetlenie, wliczając w to nawet kierunkowskazy, więc bez problemu możemy poruszać się też w nocy. Producent deklaruje zasięg na poziomie 25 kilometrów, ale mnie nie udało się jeszcze przekroczyć dwudziestki na jednym ładowaniu, choć i tak można to uznać za dobry wynik. A skoro już o ładowaniu mowa, akumulator ładujemy czymś co wygląda jak zasilacz od naprawdę gamingowego laptopa. Zasilacz podłączamy do gniazda z przodu urządzenia (poniżej wskaźnika baterii), które znajduje się pod klapką i dodatkowo jest zabezpieczone gumową nakładką przez wilgocią.

Podsumowując…

Segway zrobił naprawdę świetną robotę, bo Ninebot miniPRO to jeden z lepszych pojazdów do szybkiego przemieszczania się na krótkich dystansach i właśnie to jest jego największą przewagą nad samochodami. W mieście sprawdza się rewelacyjnie, bo gdy inni tracą czas stojąc w korkach, my sprytnie jedziemy do celu zatrzymując się czasami tylko na światłach. Mimo tego, że można nazwać go dwuśladem to raczej nie można poruszać się nim po drodze, ale idealnie sprawdza się na ścieżkach rowerowych. Trzeba poświęcić trochę czasu na naukę, ale po chwili będziemy chcieli jeździć tylko na nim, o ile pogodzimy się z tym, że waży prawie 13 kilogramów i ciężko będzie go zabrać pod pachą jeśli nagle się rozładuje.

Ninebot miniPRO to z pewnością jedno z najlepszych urządzeń, które dane mi było testować w tym roku. Człowiek czuje się trochę tak jakby przeniósł się w czasie o kilka lat do przodu. Jadąc nie sposób nie zwrócić na siebie uwagę przechodniów, a miałem też takie sytuacje, gdy ludzie pytali co to jest za urządzenie, gdy czekałem na zielone światło. Ja bawiłem się świetnie i jestem niemal pewien, że za pięć, może dziesięć lat większość osób będzie śmigać po mieście na takich elektrycznych gadżetach, bo paradoksalnie będzie to znacznie szybszy środek przemieszczania niż samochody.

Ninebot miniPRO kosztuje obecnie około 2500 złotych co jest jednocześnie wysoką, ale też niską ceną. Wysoką, bo jakby nie patrzeć nie każdy na taki gadżet może sobie pozwolić, ale niską, gdy porównany cenę do innych pojazdów elektrycznych, które potrafią kosztować dwa, trzy razy więcej.

Plusy:

plus-iconŚwietna jakość wykonania i nowoczesny wygląd
plus-iconDuże, pompowane koła, które skutecznie niwelują nierówności
plus-iconRegulowany wspornik 
plus-iconRozbudowana aplikacja Ninebot
plus-iconZwrotny i szybki
plus-iconWirtualny kontroler i sterowanie ze smartfona
plus-iconParadoksalnie łatwy do nauki
plus-iconTransporter elektryczny, który nie zajmuje nam rąk podczas jazdy

Minusy:

minus-iconPrędkość maksymalna ograniczona do 18 km/h
minus-iconSamoczynne hamowanie
minus-iconWysoka cena (ale niższa niż niektóre inne elektryczne pojazdy)
minus-iconWskaźnik baterii, który ciężko zauważyć podczas jazdy
minus-iconNieporęczny podczas przenoszenia ze względu na wagę

 

Słowa kluczowe

Biznes-Host

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl