Pewnie większość z Was zdaje sobie sprawę z tego, że zanim smartfon trafi do sprzedaży przechodzi przez poszczególne etapy swojego istnienia. Od projektu, przez modele, które są zapakowane w plastikowe pudełka, wersje przedprodukcyjne, aż do testówek. I tak finalny produkt, który możemy kupić w sklepie znacznie różni się od tego, co widzimy na początku. Chciałbym Wam dzisiaj przedstawić mój punkt widzenia na te modele przez pryzmat Samsunga oraz LG.

Dobrze wiecie, że swego czasu miałem okazję testować zarówno przedprodukcyjny model Samsunga Galaxy S5, Galaxy Alpha oraz Galaxy Note 4. We wszystkich przypadkach urządzenia wyglądały prawie identycznie lub były wiernymi odpowiednikami oficjalnych wersji. Gdzie więc leży problem i różnice, które są dla mnie tak istotne? Oprogramowanie. To od niego najwięcej zależy i sami dobrze to wiecie. Czasami aktualizacja o wadze 50 MB potrafi niesamowicie usprawnić lub całkowicie popsuć produkt, nie mówiąc o tych paczkach, które zajmują znacznie więcej. Jeśli uda mi się dostać taki model, który pochodzi z wczesnej produkcji i nie jest przeznaczony do sprzedaży w większości przypadków staram się nie robić testów syntetycznych, ani testów baterii. Przekonałem się nie raz, że wyników tych w żaden sposób nie da się porównać do finalnych produktów, które później kupuje w sklepie. Smartfony nie są wyjątkiem. Samsung zaprezentował jakiś czas temu nowy aparat NX 1. Znajomy, który miał okazję bawić się nim na Photokinie 2014 został poinformowany, że jest to model przedprodukcyjny i faktycznie w pewnych momentach urządzenie odmawiało posłuszeństwa, co jest całkowicie normalne.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Musicie zdawać sobie sprawę, że modele które oglądacie na wystawach w sklepach również nie są finalnymi produktami, które wyjęto z nowiutkich pudełek. LDU, czyli Live Demo Unit to modele, które nie mają finalnego oprogramowania, a dodatkowo dograno do nich specjalne „tryby sprzedażowe” które nieustannie wyświetlają pokaz slajdów czy film na ekranie urządzenia. Pozbawiono te urządzenia moduły GSM i w oficjalny sposób nie idzie ich zaktualizować. Wspominam o tym wszystkich w kontekście recenzji wideo oraz tej pisemnej na łamach galaktyczny.pl.

Jak bardzo produkt finalny może różnić się od „testówki”? Wychodzi na to, że bardzo. Mój G3 nie działa ultrapłynnie oraz nie robi niesamowitych zdjęć. Co najmniej 3 osoby, które na co dzień korzystają z LG G3 przekonywały mnie, że ich sprzedażowe sztuki nie mają problemów jakie posiada mój. Okazuje się, że oprogramowanie które posiada w swojej sztuce nie jest najnowsze i nie mówię tu nawet o kwestii posiadania Androida 5.0, ale nawet wersja 4.4.2 nie była tą samą, którą posiadali inni użytkownicy. Zastanawia mnie fakt, czy kiedyś Wy mieliście takie przygody i rzeczywiście zauważyliście, że produkt który widzieliście w sklepie działał inaczej niż model, który został później przez Was kupiony. Naturalnie dla osób, które recenzują urządzenia najlepiej jest kiedy otrzymujemy wersje sprzedażowe owych urządzeń, bo wtedy jesteśmy w stanie ocenić produkt, który Wy możecie kupić w sklepie.