Mówili: „Nigdy nie zrozumiesz i nie poczujesz pełnej płynności Androida na innym urządzeniu niż z rodziny Nexus”. Mówili: „Bez nakładki producenta Android to zupełnie inny system, lekki, piękny i pełen możliwości. Mówili: „Raz dostąpisz zaszczytu posiadania Nexusa, nigdy nie wrócisz do poprzedniego smartfona”. W dużej większości mieli rację. Tak właśnie zacząłem swoją przygodę z Nexusem 6. Przypomnę tylko, że ostatnio dostałem również do testów Moto 360, która wydaje się być idealnym kompanem dla tego smartfona. Seria Nexus, to najlepsze co mogło przydarzyć się Motoroli.

Nie będę zmyślał, że mogę porównać Nexusa 6 z poprzednikami tej linii. Owszem, dotykałem każdego, ale z żadnym nie spędziłem więcej niż 2-3 dni. Nexus 6 to pierwszy „czysty” Android, z którym przyszło mi obcować nieco dłużej. Dzisiaj chciałbym wam zaprezentować moje pierwsze wrażenia związane z tym urządzeniem. Jeśli jesteście zainteresowanie pudełkiem i co było w środku zapraszam do filmu powyżej.

Nexus 6 jest ogromny. Prawie 6 cali, które może przerazić, ale nie mnie. Użytkownicy serii Note od koreańskiego producenta nie będą czuli się, że mają ze sobą tarczę do obrony pomimo tego, że Motorola jest większa zarówno od Galaxy Note 4 jak i Galaxy Note Edge. To urządzenie dobrze leży w dłoni i to zapewne za sprawą nieco wyprofilowanego tyłu. Zaokrąglenie poprawia chwyt, a sam smartfon jest świetnie wyważony. Nie zsuwa się, nie wypada, uwierzcie, że nie ma tragedii, mimo tak dużego rozmiaru.

W dotychczasowych Nexusach coś zawsze było nie tak. A to słaby aparat, a to bateria jakby nie taka, a tu mam wrażenie, że wnioski zostały wyciągnięte i stworzyli produkt bliski ideałowi. Nie ma co urywać, że w moim przypadku kilka rzeczy odpowiada mi zawsze na starcie. Ukochany AMOLED, który najlepiej współpracuje z moimi oczami oraz funkcje i rozwiązania z Touchwiza. To drugie to pewno bardziej przyzwyczajenie, ale mimo wszystko tak jest. Brak takich rozwiązań jak możliwość korzystania z kilku aplikacji naraz, podtrzymywania podświetlenia ekranu jak na niego patrzymy czy wibracja nieodebranych powiadomień kiedy podniesiemy urządzenie boli. Z drugiej jednak strony Nexus 6 celowo zmusza nas do poszukiwania alternatyw w Sklepie Play. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo przemyślano to rozwiązanie. Sam system w wersji Lollipop 5.0.1 jest piękny. W każdym calu. Podobają mi się wszystkie rozwiązania poczynając od kolorystyki, przez grafiki do powiadomień czy galerii. Oczywiście widzę braki w pasku powiadomień, które z radością można spotkać nie tylko w Samsungu, w HTC czy Sony, ale Sklep Play na mnie czeka.

Warto odnotować, że Nexus 6 robi wreszcie bardzo fajne zdjęcia. Powiem więcej, te zdjęcia z 13 Mpix matrycy są spokojnie na poziomie Galaxy Note 4. Cieszy fakt, że wbudowany HDR pozwala na wykonanie ostrych i pełnych szczegółów zdjęć przy słabym oświetleniu. Podwójna lampa LED również daje radę. Jedynym aspektem, którego nie udało mi się jeszcze w pełni przetestować to bateria. Niewymienne 3220 mAh zapowiada się bardzo dobrze, ale z wynikami jeszcze poczekajmy. Do świetnej specyfikacji (Snapdragon 805 2,7 GHz, Adreno 420, 3 GB pamięci RAM) brakuje slotu na karty pamięci. 32 GB to sporo, ale przyzwyczajony do wędrówki ze wszystkimi swoimi zdjęciami na microSD 64 GB czułem rozczarowanie.

Najlepsze zostawię na koniec. 5,96-calowy ekran o rozdzielczości 2560 na 1440 pikseli (493 ppi) wykonany w technologii AMOLED wygląda bajecznie. Bardzo dobre kąty z niską degradacją kolorów, świetna jasność i żywy obraz. Zabieram się za poszukiwanie wszystkich niezbędnych dla mnie zamienników aplikacji, które na co dzień mi towarzyszą. Wrócę do was z pełną i obszerną recenzją. Lizak dla wszystkich!