Aparat

Od kiedy matryce w smartfonach zaczęły dorównywać kompaktom z niższej półki, to aparat jest moją ulubioną rzeczą w każdym telefonie. Doceniam go praktycznie codziennie, bo zamiast nosić ogromnej i nieporęcznej lustrzanki z gripem, po prostu wyjmuje telefon z kieszeni i w sekundę mogę uchwycić interesującą mnie chwilę. Strasznie ciekaw byłem możliwości nowego iPhone’a, bo Apple zapowiedziało szereg zmian w optyce i nowy procesor obrazu, dodatkowo zwiększając wielkość matrycy o 4 megapiksele. To dobrze, bo od modelu 5S można było dostrzec małą stagnację w rozwoju technologii kamery iSight, a materiały na YouTube sugerowały znaczną poprawę jakości. Wszelkie zmiany wolę jednak stwierdzić organoleptycznie, dlatego też odłączyłem telefon od ładowarki, wyszedłem na dwór i szczerze… trochę się zawiodłem.

Zdjęcia dzienne mają świetną rozpiętość tonalną i idealnie nadają się do dalszej obróbki, kolory są bardzo naturalne, a 12-megapikselowa matryca daje całkiem szczegółowe zdjęcia. Do tego, aparat w iPhonie ma jedną, bardzo ważną zaletę – świetny automatyczny dobór czasu migawki. Aparat w Xperii Z3 rejestrował zdjęcie godzinę, w Galaxy S5 trwało to parę minut, a w iPhonie od zawsze ta czynność wykonywana była błyskawicznie. I nie chodzi o to, że w innych aparatach najkrótszy czas migawki to parę sekund. Po prostu oprogramowanie aparatu jest tak świetnie zrobione, iż szybkość robienia zdjęcia stawia nad innymi walorami, dobierając np. większe ISO. Ogólnie, przy dobrym świetle zdjęcia wydają się być bardzo dobre. Chyba, że do ręki weźmiemy flagowca Samsunga. Galaxy S6 edge ma znacznie lepsze kolory, większy kontrast i lepszą ostrość, ustępując jedynie szybkością migawki i pracą pod światło. Krajobrazy są po prostu przepiękne, choć w większej mierze to zasługa softu, który z automatu podciąga parę suwaków. Pochodną tego jest niestety balans bieli przesunięty bardzo mocno w ciepłą stronę, przez co zdjęcia mają żółtawą poświatę. Mimo tego, pod koniec dnia stwierdzam więc jednogłośnie, że Galaxy S6 edge ma małą przewagę nad nowym iPhone’em.

Trochę inaczej wygląda jednak sytuacja, kiedy zapada zmrok. W modelu 6s nie zmieniło się właściwie nic w kwestii przesłony, a przypomnieć warto, że jej wartość f2.2 towarzyszy nam już od „piątki”. Objawia się to mniej więcej tym, że zdjęcia przy słabym oświetleniu są dostatecznej jakości. Galaxy S6 edge oferuje natomiast szerszą przysłonę, dużo mniejsze szumy przy wyższych ISO, a do tego ma optyczną stabilizację obrazu – nocne zdjęcia są więc szczegółowe, ostre, jasne i do tego nieporuszone. W iPhonie, no cóż – przynajmniej są. Przedni aparat wygląda podobnie, choć tutaj jest trochę inna sytuacja. W iPhone 6S przednia 5-megapikselowa kamera nie odbiega jakościowo od tylnej, bo oferuje światło f2.2, co jest naprawdę świetne, ale za to edge od Samsunga oferuje wręcz ogromny kąt widzenia. Niestety, strasznie obrywa wtedy szczegółowość zdjęć i ich jakość. Na selfie obejmiemy co prawda większą ilość osób, ale ich twarze będą rozmazane i mało wyraźne. A no i kurde – kto wpadł na ten tryb upiększania twarzy i dlaczego tak ciężko to wyłączyć?

Rozkład sił zmienia się jednak w trybie wideo. Apple wykonało naprawdę duży krok naprzód i oferuję bardzo miły dla oka obraz. Przede wszystkim zwiększono bitrate i jakość samych filmów, ale dodano również długo oczekiwany tryb 4K i 720p w 240 kl./s (slow-motion). Co prawda nie popieram pogoni za rozdzielczością w kwestii normalnych zdjęć, ale przy kręceniu filmów, to naprawdę ma znacznie, bo materiał o większej ilości pikseli możemy skalować, jednocześnie zwiększając ilość detali i szybkość transmisji danych. Film nagrany iPhone’em (podobnie, jak zdjęcia) ma naturalne kolory, bez żadnego większego nasycenia i kontrastu, ale przy gorszych warunkach oświetleniowych widać duże szumy, przez co traci się na szczegółowości. Samsung z technologią UHD ma już duże doświadczenia i to widać. Nagranie z Galaxy S6 edge jest wyraźniejsze, bardziej kontrastowe, lepiej radzi sobie w gorszych warunkach, bardziej stabilne, a pole widzenia jest znacznie szersze, choć znowu widać ocieplenie wszystkich barw. Co do slow-motion, to tutaj jednak Apple jest bezkonkurencyjne. iPhone 6S nie tylko rejestruje dwa razy więcej klatek niż Samsung. On również rejestruje dwa razy więcej klatek, niż jedna z najlepszych sportowych kamerek, flagowy model GoPro, czyli Hero 4 Black! Niestety, co za tym idzie – rejestruje też mniejszą ilość światła, przez co ten tryb nadaje się praktycznie tylko do filmowania w dobrych warunkach. Niemniej i tak filmiki ze skaczącymi psami czy przekłuwaniem balona z wodą będą robić ogromne wrażenie!

W nowym iPhonie, górna belka aparatu została zaktualizowana jeszcze o jeden nowy tryb, o którym tak głośno było na konferencji – Live Photos. Włącza się go przez naciśnięcie bardzo charakterystycznej ikonki, a chodzi w nim mniej-więcej o to, że aparat rejestruje klatki 1 sekundę przed i 1 sekundę po naciśnięciu spustu migawki. Brzmi to dość dziwnie, ale efekt jest naprawdę bardzo przyjemny, zwłaszcza gdy focimy akurat jakąś dynamiczną akcję – bieg, jazdę na rowerze czy pokaz taneczny. Wychodzi nam wtedy coś na kształt GIFa, tyle że w lepszej jakości (obraz to cały czas pełne 12MP) i z dźwiękiem. Jednak żeby odtworzyć nasze Zdjęcie Live, potrzebny nam jest 3D Touch. Dopiero, gdy ekran iPhone’a wykryje mocniejsze naciśnięcie ekranu, obraz zamieni się w ruchomą scenkę. I to właśnie jest tego jedynym mankamentem, bo jeśli chcemy pochwalić się komukolwiek efektem naszej pracy i wyślemy Zdjęcie Live, to odbiorca zobaczy po prostu zwykłą, statyczną fotkę.

Live Photos w iPhone 6s / fot. galaktyczny.pl
Live Photos w iPhone 6s / fot. galaktyczny.pl

 

 

Na koniec jeszcze kilka ładnych zdjęć z samego iPhone’a 6s.

Wydajność

Jeśli orientujemy się choć trochę w świecie technologii, to patrząc na specyfikację nowego iPhone’a możemy się trochę przerazić. Dwurdzeniowy procesor i 2 GB RAM to przecież wyposażenie topowego smartfona z przełomu 2012 i 2013 roku, a nie coś, co może zachwycić, kiedy na rynku od dawna są już 8-rdzeniowe układy i ilość pamięci operacyjnej jak z komputera osobistego. Jeśli jednak trochę bardziej śledzimy te wszystkie nowinki, doskonale wiemy, że puste liczby to nie wszystko, a Apple przy projektowaniu swojego nowego układu potrafi zrobić magię. Najnowszy układ Apple A9 taktowany jest zegarem 1,85 GHz, ale do pomocy ma kolegę – koprocesor M9, który odpowiada za wykrywanie ruchu telefonu. Dzięki temu ogólną wydajnością dorównuje swojemu napakowanemu konkurentowi z ośmioma rdzeniami i 3GB RAM. Przynajmniej powinien.

No i faktyczne, nawet jeśli porównać tylko działanie systemu i podstawowych aplikacji, to iPhone 6S nie odbiega zbytnio od edge’a, a nawet powiem więcej – w większości jest nawet szybszy i lepiej sobie radzi przy np. przełączaniu aplikacji, choć to już jest w głównej mierze zasługa samej konstrukcji iOS. Co tu dużo mówić – przesuwanie, naciskanie i przechodzenie w każdym flagowcu obecnie jest tak samo szybkie, bo co jest w tym trudnego? Różnic nie widać też w aplikacjach i w grach, bo te już od dawna optymalizowane są w większości świetnie, choć czasami zdarzają się np. spadki klatek w GTA San Andreas na S6 edge. Konkluzja z tego jest prosta.

Przeciętny użytkownik nie zobaczy różnicy pomiędzy dwoma rdzeniami Apple a ośmioma Samsunga.

Takie wnioski można jednak wyciągnąć już po kilku minutach zabawy tymi telefonami w sklepie z elektroniką, a mi kazano podejść do tego jednak trochę bardziej „fachowo”. Odpalam więc Google Play i App Store i ściągam parę benchmarków, których nazwy udało mi się przypomnieć. Rozpoczynamy testowanie w moim galaktycznym laboratorium, poziom 1 – AnTuTu Benchmark. Galaxy S6 edge odnotował wynik o około 13% lepszy od iPhone’a, notując pod prawie każdym względem lepsze wyniki niż 6S. W Sunspiderze wynik był zgoła odmienny, choć wcale nie jest zaskoczeniem, że Safari osiągnęło rezultat dużo lepszy, niż fabryczna przeglądarka Samsunga. Nie inaczej było w przypadku najpopularniejszego pecetowego benchmarka – 3D Mark. W teście Ice Storm Unlimited, nowy flagowiec Apple zdobył wynik o prawie 30% wyższy, niż smartfon Samsunga. Biorąc pod uwagę procesory w obu telefonach, to Apple A9 jest po prostu zdumiewające. Z użyciem cztery razy mniejszej ilości rdzeni niż Exynos, układ od Apple zdobył o 16% większy wynik w teście wszystkich rdzeni i o prawie 3 razy większy rezultat dla pojedynczego rdzenia.

No dobrze, ale jeszcze raz powtarzam – to są tylko cyfry! W najbardziej miarodajnym i najlepszym teście, czyli we własnych odczuciach, oba telefony chodzą szybko, sprawnie i mają wydajność zbliżoną do laptopów sprzed 2-3 lat! Różni ich jednak bateria.

Bateria

W nowym iPhonie bateria została zmniejszona o 95 mAh (z 1810 do 1715 mAh) względem poprzedniej generacji i oferuje o blisko 1000 mAh mniejszą baterię, niż ta litowo-jonowa w Galaxy S6 edge (dla przypomnienia ma 2600 mAh). W praktyce nie da się zauważyć aż tak dużej różnicy, ale nie zmienia to faktu, że w grach, aplikacjach i na 3G, iPhone 6s zjada baterię jak szalony, przy czym odczyty z Galaxy S6 edge można uznać za całkiem przyzwoite. Mierzenie żywotności akumulatora przez jakieś pośrednie aplikacje wydaje mi się bezsensowne, więc przyjąłem prostą metodologię testową. Oba telefony używałem naprzemiennie, to znaczy jeden jednego dnia, drugi następnego itd. Jako punkty kontrolne wziąłem 6 dni tygodnia: poniedziałek, wtorek, środę, czwartek, piątek i następny poniedziałek, aby jak najlepiej oddać warunki używania tych telefonów. Mój dzień składa się ze szkoły od 8 d0 16, następnie parogodzinna aktywność na mieście i około 21-22 powrót do domu, więc z w miarę powtarzalną sekwencją, zmierzyłem rezultaty, wynik uśredniłem, zapisałem w postaci prostego wykresu i okazało się, że iPhone pomimo mniejszej baterii jednak wygrał.

iphone-6s-recenzja-bateria-wykres

Oczywiście każdy z tych telefonów, jeśli się chce, można wyzerować w trzy godziny włączając złożone benchmarki i bardziej wymagające gry, no ale nie o to tutaj chodzi. Ważna jest jednak dla mnie jedna rzecz, która nie jest praktycznie przez nikogo sprawdzana i podawana. Otóż, raczej zawsze jest tak, że gdy nasz telefon ma 100, 80 czy 40 procent baterii, to mało nas obchodzi ile jeszcze zostało do końca. Gorączka pojawia się wtedy, gdy na górnej belce pojawi się nam magiczne 15 czy 20%, a telefon poinformuje nas o wyczerpywaniu się akumulatora. Ile więc Samsung wytrzyma na końcówce, a ile iPhone? Nie zmieniając swoich nawyków, odpalam w obu telefonach 50% jasności ekranu, sieć 3G i zaczynam przeglądać Internet, odpowiadać na SMS’y i wysyłać Snapchaty – ogólnie normalnie używać telefon. No i wyniki są jakie są – nowy iPhone wytrzymał 1 godzinę i 26 minut zanim się wyłączył, a Samsung troszkę ponad dwie godziny. Warto też zaznaczyć, że koreański flagowiec dłużej ciągnie na ostatkach akumulatora, bo automatycznie załącza mu się oszczędny tryb baterii, spada jasność i ogólnie telefon traci trochę na swojej funkcjonalności. Jednak mimo wszystko, jeśli zostaniemy z taką sytuacją w ręku, to należy łapać się każdej deski ratunku.

 


SPIS TREŚCI:

  1. PIERWSZE WRAŻENIE | SPECYFIKACJA
  2. WYGLĄD I WYKONANIE | EKRAN
  3. APARAT | WYDAJNOŚĆ | BATERIA
  4. PODSUMOWANIE | PLUSY I MINUSY