Nabu to najwyższy model opaski Razera – smartband łączy w sobie funkcje fitness ze smart-zegarkiem, gdyż ma wyświetlacz z powiadomieniami. Co otrzymamy w zamian za około 490 złotych? Fit-opaska od gamingowej marki? Początkowo mnie to dziwiło, dopóki nie zacząłem dużo pracować przed ekranem komputera, a wolne chwile spędzać w grach. Szybko okazało się, że potrzeba mi więcej ruchu – wtedy Nabu lub Nabu X w portfolio producenta nagle zyskały sens. Testowany model kusi tekstowymi powiadomieniami – Nabu jest pomiędzy smartwatchem, a podstawową smartopaską, także cenowo.

Specyfikacja Razer Nabu:

  • wyświetlacz OLED 128×16 pikseli
  • akcelerometr trójosiowy
  • wbudowana wibracja
  • odporność na deszcz, pot i zachlapania
  • kompatybilna z Android (od 4.3 w górę) oraz iOS (od 8 w górę)
  • Bluetooth 4.0
  • dwa rozmiary: small-medium oraz medium-large

Wyposażenie

Na spodzie opakowania znajduje się plastikowa wkładka z oznaczeniem rozmiaru i nacięciem o rozmiarze odpowiadającemu opasce – przed zakupem można sprawdzić czy opaska będzie pasować. Podobny wzór można pobrać ze strony Razera i wydrukować, żeby dobrać odpowiedni rozmiar opaski zamawiając przez Internet. Bardzo dobry pomysł.

Opaska znajduje się w pudełku z otwieraną pokrywą, ustabilizowana na foremce wyłożonej materiałem, niczym biżuteria. Ze spodu wysuwa się pudełko z akcesoriami, w nim jest mniejsza klamra do opaski, naklejka oraz przewód do ładowania – ma 30 cm, jest elastyczny i zakończony specjalnym wtykiem z klipsem.

Konstrukcja

Opaska to nie do końca dobre określenie dla Razer Nabu, nie jest to silikonowy paseczek, a raczej bransoleta. Urządzenie zostało wykonane z gładkich i mocno ogumowanych tworzyw sztucznych (częściowo elastycznych) oraz metalu. Elementy gumowane są matowo czarne z gęstymi żłobieniami, natomiast zieleń Razera jest od wewnątrz na tworzywach sztucznych.

Jednoliniowy wyświetlacz OLED został schowany za lekko połyskującą szybką – jego rozdzielczość to 128×16 pikseli, czcionki są białe. Na krawędzi pod nim znalazł się płaski, lekko wydłużony przycisk z wyraźnym klikiem. Klamra jest metalowa – ma magnetyczny zaczep, a na niej zostało wygrawerowane logo producenta.

Od wewnątrz znajdują się dwie, gładkie nakładki z plastiku w kolorze producenta. Gniazda ładowania znalazły się z drugiej strony wyświetlacza, to dwa wgłębienia z wcięciami do wpięcia przewodu – trzyma się on za pomocą blokady, a nie magnesów.

Wykonanie Nabu jest bardzo dobre. Ogumowanie grube, przyjemne w dotyku i mocne. Tworzywa nie budzą wątpliwości, są także odpowiednio obrobione. Wyświetlacz znajduje się za szybką odporną na zarysowania, a klamra to solidne aluminium, sztywne i masywne. Opaska wygląda także bardzo ciekawie i nadal uniwersalnie – jaskrawiej zieleni prawie nie widać, Nabu będzie pasować raczej dla każdego.

Ergonomia i użytkowanie

Wizualnie jest dosyć uniwersalnie, ale rozmiarowo może być różnie. Testuję opaskę w rozmiarze średnio-dużym, mam raczej typowy, męski rozmiar nadgarstka, a opaska jest właściwie akurat. W zestawie jest druga klamra, ale mniejsza – przyda się jeśli opaska będzie zbyt luźna. Wydrukowanie wzoru przed zakupem i sprawdzanie rozmiaru to więc konieczność.

Urządzenie wygląda estetycznie, ale trzeba o nie dbać. Matowa powłoka jest mocna, to solidne zabezpieczenie konstrukcji, ale niestety łatwo zbiera wszelkiego rodzaju zabrudzenia – kurz, paprochy, a widać na niej także pot. Natomiast łatwo ją wyczyścić – wystarczy przetrzeć zwilżoną szmatką. Lepiej urządzenia nie myć – jest odporne na zachlapania, ale nie wodoodporne. Producent nie zaleca brać prysznicu z Razer Nabu.

To też cięższe i szersze urządzenie, Razer Nabu czuć na nadgarstku, trzeba się początkowo przyzwyczaić – jak wspominałem to raczej bransoleta, niż opaska, co tyczy się także ergonomii. Materiały są jednak przyjemne w dotyku, nie irytują, nie drażnią skóry. Opaska może być noszona na prawym lub lewym nadgarstku, co wymaga małej konfiguracji w aplikacji. Domyślnie wyświetlacz nosi się od wewnętrznej strony nadgarska, a pod nim wypada przycisk. Nie zdarzyło mi się przypadkowe wciśnięcie, mimo że klawisz odstaje.

Nie zdarzyło mi się przez przypadek rozpiąć klamrę – trzyma się na bolec i magnetycznie. Nawet nosząc bluzę i kurtkę, nie było z tym problemów. Warto brać na poważnie konfigurację noszenia opaski nie tylko ze względu na pozycję przycisku. Jeśli zakładałem Nabu odwrotnie, np. na prawą zamiast lewej ręki, to już łatwiej można było ją przez przypadek wypiąć.

Na pochwałę zasługuje bardzo dobry system wibracji – można dostosować jego intensywność, a właściwie długość. Jest mocny, zwarty – bez problemu wyczuwalny. Sprawdza się bardzo dobrze także jako budzik. Czujnik ruchu również spisuje się wzorowo – okręcenie nadgarstka włącza wyświetlacz, zegarek lub podgląd powiadomień. Nie trzeba wykonywać zamaszystych ruchów, czynność jest naturalna. Wyświetlacz jest jasny i czytelny, mimo wyraźnie widocznych pikseli wygląda estetycznie.

Przez okres testów opaska okazała się być komfortową, szybko do niej się przyzwyczaiłem. Przeszkadzała mi tylko w jednym przypadku, na ironię podczas korzystania z komputera. Oczywiście nie jest wtedy potrzebna.

Funkcje

Przycisk przełącza poszczególne ekrany opaski, które można dostosować, lub kolejne powiadomienia. Domyślnie pierwszy jest zegarek, następnie krokomierz. Kolejno opaska wyświetla przebyty dystans, spalone kalorie, czas aktywności, ewentualnie stoper oraz sterowanie muzyką. Pierwsze dwie opcje są na stałe, kolejne można wyłączać. Towarzyszą im proste animacje, przyjemne dla oka, ale także praktyczne – krokomierz rysuje linię, drogę symbolicznego ludzika, której długość odpowiada wyznaczonej liczbie kroków do osiągnięcia. Świetne! Bardzo dobrze sprawdzają się powiadomienia – można dostosować prędkość przewijania, ekran podaje tytuły wiadomości, większe fragmenty odpowiedzi z czatów, alarmy. Dzięki opasce dużo rzadziej sięgałem do kieszeni po smartfona.

Zaskoczył mnie brak pulsometru – w opasce tej klasy to pożądana funkcja. Zawiodłem się też analizą snu. Niestety opaska co noc rejestrowała mój sen tylko w okolicach północy, przez resztę nocy sen określany był jako niespokojny, ale zazwyczaj nie był w ogóle rejestrowany. Nie jestem chyba wilkołakiem, więc obstawiam jakieś usypianie sygnału Bluetooth albo błędy w oprogramowaniu – rezultaty były takie same z OnePlus Two, Sony Xperia Z5 Premium lub Samsung A5 2016.

Oprogramowanie

Do opaski Razer Nabu dedykowane jest oprogramowanie o takiej samej nazwie. Aplikacja działa stabilnie, ale czasami synchronizacja trwa dosyć długo i trzeba operację ponawiać. W niej dokonuje się pierwszego parowania i synchronizacji danych, a także aktualizacji oprogramowania. Na głównym ekranie wyświetla połączoną opaskę oraz statystyki sportowe i snu. Każda ma odnośnik do wykresów, dzieli rezultaty na tygodnie, ale pozwala podglądnąć szczegółowo każdy dzień. Od lewej strony rozwija się belkę nawigacyjną, która daje dostęp do konfiguracji celów – dziennej liczbie kroków, dystansu, spalonych kalorii i czasu aktywności w minutach, a także do konfiguracji urządzenia.

Tutaj sprawa się trochę komplikuje – trzeba spędzić kilka chwil na ustawienia ekranu, wibracji pod swoje preferencje, a także połączenie z innymi aplikacjami, na przykład Google Fit. Niestety w ekranie ustawień znalazły się opcje, które powinny być gdzieś na wierzchu, czyli ustawienia cichych alarmów, wyłączenie powiadomień. Niestety to ważne opcje, a dostęp do nich jest utrudniony. Opaska potrafi w nocy zawibrować, mimo wyciszonego telefonu – więc przynajmniej jej usypianie (Do Not Disturb) powinno być dostępne na głównym ekranie.

Czas pracy i ładowanie

Producent obiecuje do 6 dni pracy – jest to możliwe, przy mniej intensywnym poziomie jasności i wibracji. Z dużą ilością powiadomień i średnimi lub wysokimi parametrami opaska Razer Nabu wytrzymywała u mnie około 5 dni.

Do tego Nabu ładuje się błyskawicznie. Przed wyjście wystarczyło kilkanaście minut, by uratować rozładowaną baterię. Przy wyzerowanej baterii wystarczy 15 minut z portu USB 3.0, by poziom baterii wskoczył na 50%. Pełne naładowanie z USB będzie wymagać jednak 2 godzin.

Złącze przewodu do ładowania trzeba wpiąć w odpowiedniej pozycji, trzyma pewnie wpięte w dwóch punktach – łatwo je wypiąć, a przez przypadek się to nie zdarzy. Opaskę można śmiało podładować także gdzieś w plecaku z podłączonym bankiem energii.

Podsumowanie

Razer Nabu to specyficzny produkt – niejako pomost pomiędzy opaską a smartwatchem. Nie każdy potrzebuje wielkiego zegarka, ja sam wolę proste powiadomienia i czytelny cyfrowy zegarek na opasce Nabu. Opaska jest też tańsza od smart-zegarka, działa kilkukrotnie dłużej na baterii, a do tego jest trwalsza i mniejsza. Wszystko zależy od preferencji i stylu, ale dla mnie to ciekawsze rozwiązanie niż dedykowany inteligentny zegarek.

Niestety nie jest idealnie – zabrakło pulsometru, a analiza snu może nie działać poprawnie. Szkoda, że aplikacja nie została lepiej przemyślana – brakuje ważnych funkcji gdzieś na głównym ekranie.

Razer Nabu to dosyć drogie urządzenie, jak na funkcje, które posiada. Cenę tłumaczy jednak praktyczny wyświetlacz. Mimo, że w tańszych opaskach znajdzie się też pulsometr, to powiadomienia diodą lub wibracją nie mogą się równać z wyświetlaczem OLED.

Plusy:

plus-iconBardzo dobre wykonanie i ciekawy wygląd
plus-iconTrwała konstrukcja
plus-iconŁatwa w konserwacji
plus-iconWygodna i prosta w obsłudze
plus-iconSilna wibracja (dobra także jako budzik)
plus-iconCzytelny wyświetlacz z powiadomieniami
plus-iconNiezłe oprogramowanie, sporo funkcji
plus-iconBardzo dobra alternatywa dla smartwatcha
plus-iconKompatybilna z Google Fit

Minusy:

minus-iconBrak pulsometru
minus-iconProblemy z analizą snu
minus-iconPraktyczne funkcje schowane w menu ustawień aplikacji
minus-iconWersja większa może być zbyt mała dla dużych nadgarstków