Jak to się mówi lepiej późno niż później albo wcale. Jeśli zaglądaliście ostatnio na mojego Twittera lub czytaliście ostatnie wpisy, to na pewno zauważyliście, że na moim nadgarstku pijawił się nowy smartwatch – Huawei Watch, który zastąpił Samsunga Gear S2 Classic. Pisałem już o tym przy okazji tego porównania. A skoro Huawei Watch zagościł u mnie na dłużej to nic nie stoi na przeszkodzie, by go przetestować.

Nie wiem jak Wy, ale dla mnie Huawei Watch to bez dwóch zdań najładniejszy smartwatch dostępny na rynku, nadal.  Mimo tego, że pojawił się prawie półtora roku temu to wciąż wzbudza spore zainteresowanie, tym bardziej, że dzięki platformie Android Wear jest ciągle aktualizowany i jest pewne, że dostanie też nową wersję Android Wear 2.0. Razem z LG Watch Urbane 2 był na grafikach podczas konferencji Google, a na stronie Androida jest już testowa wersja oprogramowania. Smartwatch sam w sobie jest bardzo elegancki, ale to już wiemy od jego światowej premiery i działa z większością smartfonów opartych na Androidzie. Ja akurat wybrałem wersję ze stalową, srebrną kopertą i skórzanym paskiem, którą można nazwać też tą najtańszą.

Świetnie wygląda ekran, który ma dużą rozdzielczość i pokryty jest szafirowym szkłem. Cholernie przydatne są też gesty, gdzie niektóre akcje możemy wykonać zwyczajnie przekręcając nadgarstek, ale prawdziwym kill ficzerem jest obsługa głosowa w języku polskim. Zegarek nie jest wolny od wad, bo zbyt wolno reaguje podświetlenie ekranu i czasami włącza się wtedy kiedy nie chcemy (np. podczas jazdy samochodem) czy nie można ustawić intensywności wibracji bez dodatkowej aplikacji.

Wiem, że trochę recenzji się już pojawiło, ale i tak czekam na Wasze pytania dotyczące Huawei Watch. Mam też nadzieję, że szybko pojawi się oficjalny Android Wear 2.0, bo wtedy testowało by się dużo przyjemniej.