Trąbili o tym od miesięcy, zdjęć pojawiło się więcej niż mam w albumie z dzieciństwa, a na kilka dni przed oficjalną konferencją było wiadomo wszystko o ich specyfikacji. Tak, dwa nowe smartfony od Google takie wiecie, podobno najprawdziwsze, czyli Pixel i Pixel XL już są i zaskoczyły mnie tak bardzo jak to, że w zimę na pewno będzie śnieg. Czy są rewolucją? A w życiu. Czy będą w Polsce? Nie, skądże. Czy warto się nimi zainteresować? Tak, ale tylko przez chwilę.

Konferencji Google nie ogladam, bo zazwyczaj jest nudna jak dwudniowe, otwarte, koncernowe piwo. Nie ma na nich nic ciekawego, a jednym z najczęściej powtarzanych słów jest „soon” (to chyba taki odpowiednik „Amazing” od Apple). Na konferencji Google pokazało między innymi nowego Chromecasta, który wspiera 4K, możliwości Google Assistant, ale gwoździem programu był smartfon, a w zasadzie to dwa – Pixel i Pixel XL. No i znowu nasuwa się myśl, co ci producenci z tymi dwoma wersjami? Jeden co ma wszystko i jeszcze drugi, cojest większy i ma trochę lepiej pod obudową. A nie można by skupić się tylko na jednym, tak na poważnie?

Google Pixel - kolory / fot. Google
Google Pixel – kolory / fot. Google

 

Co ja sądzę o nowych smartfonie „Made by Google”? Mam bardzo mieszane odczucia. Google usilnie chciało nas przekonać, że stworzyło smartfon na nowo, a tak najnormalniej w świecie nie jest. Co gorsze, udzieliło im się trochę od Apple, co widać dosłownie w każdym elemencie, od wyglądu samego urządzenia po sposób jego prezentacji. Jeszcze tylko brakowało tego, by ten cały Rick Osterloh wszedł na scenę w dżinsach i czarnym golfie. Pixele to kolejne smartfony z mocną, topową specyfikacją i nic więcej. Nie twierdzę, że są złe, bo tak nie jest, ale jednak brakuje mi w nich czegoś. Smartfon wygląda bardzo minimalistycznie i czysto, ale dla mnie to trochę zlepek tego co już widzieliśmy, trochę iPhone’a, trochę Honora 8 i jeszcze pewnie ze dwa modele by się znalazły. Brakuje tylko okrągłego przycisku Home, no bo po coś w końcu to miejsce pod ekranem zostało, no nie? A i jeszcze ta obudowa z tyłu, jak to się mówi, albo rybka albo pipka. Dla mnie wygląda to dziwnie, ale też trochę intrygująco. Czekam aż będę sam mógł sprawdzić, jak rzeczywiście całość leży w dłoni.

Google Pixel / fot. Google
Google Pixel / fot. Google

 

Patrząc na specyfikację, Google po prostu zebrało wszystko do kupy, wszystko co obecnie można było znaleźć najnowsze i najlepsze. Jest Snapdragon 821, 4 GB szybkiej pamięci RAM, nawet 128 GB pamięci na dane, szybki czytnik linii papilarnych, USB Type C czy 12,3-megapikselowy aparat, który według DxOMark podobno jest obecnie najlepszy. No ciekawe, ciekawe i obowiązkowo do sprawdzenia. No dobra, tylko kto wymyślił tę cenę? Nie ma nic wspólnego z Nexusami (a tak w ogóle, podobno to koniec ery Nexusów), bo około 1000 euro za najbogatszą wersję to, żeby nie używać słów powszechnie uznanych za obraźliwe, jakieś nieporozumienie i kiepski żart (a przecież do 1 kwietnia daleko). 649 dolarów za podstawowy wariant też nie wygląda miło.

Pixel to po prostu kolejny mocny smartfon na rynku, zapakowany po brzegi usługami od Google. Google próbuje trochę naśladować konkurenta z Cupertino i biorąc pod uwagę fakt, że w Pixelach brakuje slotu na kartę pamięci, to idzie im to wyśmienicie. Smartfon wcale mnie nie zachwycił, choć nie ukrywam, że właśnie z tego powodu bym go przetestował, by przekonać się czy coś się zmieni.

źródło: Google