Ekran

W czasach, gdzie smartfony stają się coraz większe, a takim standardem dla ekranu stało się teraz 5,5 cala, Wiko postanowiło trochę przystopować, bo smartfon Wiko Ufeel ma mniejszy, 5-calowy ekran. I dobrze, bo smartfon całkiem nieźle się trzyma i zaryzykuję nawet stwierdzenie, że da się w niektórych sytuacjach obsługiwać go jedną ręką (na co wpływ ma też zakrzywione szkło na krawędziach). Francuzi postawili też na optymalną rozdzielczość HD, co z kolei przekłada się na zagęszczenie pikseli blisko 300 ppi i nie jest zaskoczeniem w tej półce cenowej. Zaskoczeniem z kolei byłoby Full HD. HD wystarczy, choć bystre oko lub ktoś z zegarmistrzowską smykałką dopatrzy się nierówności, co poniekąd jest też winą ikon i podpisów pod nimi (o czym później). Ekran zajmuje nieco ponad 67% powierzchni na przednim panelu, co jest wynikiem mocno przeciętnym. Jest lepiej niż chociażby w iPhonie 6, ale niski współczynnik po pierwsze jest spowodowany fizycznym przyciskiem pod ekranem, a po drugie, nieco zmarnowaną powierzchnią nad ekranem.

Według producenta maksymalna jasność ekranu wynosi 420 nitów i choć nie byłem w stanie tego potwierdzić żadnym miernikiem, to potwierdziłem używając smartfonu w całkiem słoneczny dzień, podczas wypadku do Krynicy. Mogłem śmiało przeczytać to co znajdowało się na ekranie, ale czasami przydała się druga ręka, by zrobić cień. W drugą stronę – podczas używania smartfonu w nocy – jasność minimalna mogłaby być jeszze niższa. Do działania automatycznej regulacji podświetlenia nie mam zastrzeżeń. Myślałem przez chwilę, że technologia CABC to tylko marketing, ale rzeczywiście ekran dobrze reaguje na dotyk, palec płynnie się po nim przemieszcza i nie było tak, by nie zareagował na jakieś polecenie.

Nie sądziłem, że w ustawieniach ekranu znajdę więcej opcji niż to, co zawsze dostajemy „w standardzie”. Znalazłem tam przede wszystkim opcję Mira Vision, która sama, w czasie rzeczywistym reguluje parametry ekranu, by obraz był jak najwyższej jakości, ale w razie czego, możemy też sami wybrać ustawienia w trybie ręcznym. Jest tam też opcja do zmiany ułożenia przycisków ekranowych – wstecz możemy być po lewej lub prawej stronie.

Oprogramowanie i funkcje

Fajnie, że Wiko się postarało i w Wiko Ufeel możemy korzystać z jednej z nowszych wersji Androida – 6.0 Marshmallow. Czy jest jakaś nakładka? Trudno stwierdzić, ale raczej nie, no chyba, że zaliczymy do tego inne ikony i pionową listę z aplikacjami, ale podzieloną alfabetycznie (swoją drogą, jak ktoś ma dużo aplikacji to jest więcej przewijania). Wiko raczej skupiło się na tym, by dodać kilka przydatnych funkcji aniżeli mocno ingerować w wygląd systemu. I może niech tak zostanie, bo patrząc na domyślne ikony nasuwa mi się jedna myśl – zainwestujcie proszę w lepszego grafika. Sorry, ale muszę to napisać, ikony aplikacji są po prostu brzydkie, może i proste, ale zbyt kolorowe, wyglądające trochę tak, jakby zatrzymały się kilka lat temu albo pochodziły z Nokii za czasów symbiana. Co więcej, w połączeniu z pstrokatą tapetą, całość traci na czytelności. Warto więc pomyśleć o jakimś alternatywnym launcherze.

System działa zadowalająco płynnie, czasami tylko zdarzy mu się złapać małą czkawkę, ale miałem kilka sytuacji, w których niektóre funkcje i aplikacje przestały pracować, tak nagle. Na ekranie pojawiała się wtedy informacja, że dana aplikacja została zatrzymana. Szkoda, bo z jednej strony jest odpowiednio płynnie, ale pojawiają się problemy ze stabilnością. Niewątpliwie nad oprogramowaniem francuski producent musi jeszcze popracować, tym bardziej, że w kilku miejscach trafiłem na błędy w tłumaczeniu niektórych funkcji. Nie ma tego dużo jak chociażby w niektórych chińskich smartfonach z językiem polskim, ale jednak. Jeśli na poważnie Wiko chce myśleć o polskim rynku (a zdaje się, że tak jest), to oprogramowanie musi być dopracowane. Tutaj mam do tego wątpliwości, no chyba, że przytrafiło się to tylko mojej testowej sztuce (ale ustawienia fabryczne nie pomogły).

Funkcje, rozwiązania i aplikacje zauważone w systemie:

  • W systemie można zmienić kolejność przycisków dotykowych.
  • Możemy zrobić długi (ciągły) zrzut ekranu, np. obejmując całą listę z ustawieniami na jednej grafice.
  • Jest osobne miejsce z aplikacjami (drawer) i wyszukiwarka do ich szybszego odnalezienia.
  • Po rozwinięciu paska systemowego mamy dostęp do kont użytkowników.
  • Podwójnym dotknięciem ekranu można włączyć/wyłączyć ekran, gdy telefon jest uśpiony.
  • Można ustawić harmonogram wyłączania i wyłączania smartfonu.
  • Smart Action, czyli różne działania związane z funkcjami i zachowaniem telefonu. Przykładowo, wyciszanie dzwonka lub budzika, gdy obrócimy telefon, automatyczne odbieranie połączenia i wyłączanie ekranu, gdy przyłożymy telefon do ucha czy automatyczne wykonanie połączenia do osoby, z którą np. wymieniamy wiadomości SMS. 
  • Gesty – rysowanie wzorów (najczęściej litery) na wygaszonym ekranie, które uruchamiają przypisane funkcje czy aplikacje. 
  • W systemie fabrycznie zainstalowano aplikację Clean Master

Aparat

Przeglądając zdjęcia na ekranie Wiko Ufeel trochę kręciłem nosem i myślałem, że będzie gorzej jak zgram je na komputer, ale jak się okazało, nie było tak źle. Można uznać, że zastosowanie 13-megapikselowego sensora IMX258 od Sony w smartfonie za około 800 złotych było dobrym posunięciem, bo ten sam sensor trafił też do droższej Xperii XA czy nawet niedawno zaprezentowanego Xiaomi Mi 5s Plus, który ma dwa obiektywy. Ze zdjęć każdy kto zdecydował się na Wiko Ufeel powinien być zadowolony, szczególnie tych w dobrych warunkach oświetleniowych. Wiadomo, że wraz z mniejszą ilością światła (wieczorem czy po zmroku) zdjęcia tracą na jakości, pojawia się ziarnistość i spada ilość szczegółów i tak też jest w przypadku Ufeel, ale nie mogę napisać, że jest totalnie źle. Spójrzcie chociażby na poniższe zdjęcia ulicy (2) i piwowaru w Toruniu (3). Testowałem podobnie wycenione, a nawet trochę droższe smartfony, które w takich warunkach poradziłyby sobie gorzej.

Aparat nie radzi sobie ze zdjęciami z bliska, bo nie jest w stanie wyostrzyć i trochę „zwariował”, gdy robiłem zdjęcie zamku w Kwidzynie (to drugie powyżej), przekłamując nieco kolory. Uwierzcie mi, w rzeczywistości zamek nie jest taki pomarańczowy 🙂

Bardzo spodobał mi się interfejs aparatu, bo jest prosty i w miarę intuicyjny. Mamy duże, czytelne przyciski w tych miejscach, w których być powinny, trochę ustawień i trybów (m. in. Panorama, HDR, Nocny czy PIP), ale mnie najbardziej rozłożył na łopatki tryb manualny, którego kompletnie się nie spodziewałem w tym smartfonie. A jednak jest. Parametry w trybie ręcznym wyświetlają się na półksiężycach, więc możemy je szybko przestawiać kciukiem, gdy trzymamy smartfon poziomo. Możemy ustawić tam między innymi balans bieli, ISO czy ekspozycję.

O filmach krótko, bo zdaje się, że to najsłabsza rzecz w tym aparacie. Owszem, mamy tutaj Full HD, mamy 30 klatek na sekundę, dobre odwzorowanie barw, ale nie za bardzo rozumiem, czemu szybkość danych wynosi tylko 10 MB/s. Odbija się to na szczegółowości nagrania, co zresztą możecie zobaczyć późnej.

 


SPIS TREŚCI:

  1. OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ ZESTAWU | SPECYFIKACJA | WYGLĄD I WYKONANIE
  2. EKRAN | OPROGRAMOWANIE I FUNKCJE | APARAT
  3. WYDAJNOŚĆ I MULTIMEDIA | Czytnik biometryczny | BATERIA
  4. PODSUMOWANIE | PLUSY I MINUSY