A mówili, że wczoraj był tak zwany Blue Monday, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. Ale jak się okazało nie dla mnie, a zresztą kto by w takie rzeczy wierzył. No bo jak do takiego dnia podchodzić pesymistycznie, skoro w moje ręce wpadło najbardziej innowacyjne urządzenie ostatnich miesięcy, a może i nawet całego 2016 roku? Tak, mówię o Lenovo Yoga Book, która trafiła do mnie w celu bliższego poznania. 

I muszę przyznać, że już ją lubię, choć początki wcale nie były łatwe i w ogóle na to nie wskazywały. Mało spędziłem z nią czasu na IFA 2016 gdzie została oficjalnia pokazana i wcale nie dłużej na wydarzeniu Lenovo Roadshow 2016, które miało miejsce w Warszawie. W sumie nie wiem czemu, ale może powodem był fakt, że bardzo duże piszę na laptopie i ciężko jest się przestawić i przyzwyczaić do dotykowej klawiatury Halo Keyboard. Ale w końcu będę miał ją przez trochę więcej czasu i sam jestem ciekawy czy coś w kwestii pisania się zmieni. Zupełnie inaczej jest jednak z trybem tabletu graficznego – wyłączają się klawisze, a cała powierzchnia działa jak „kartka” dla rysika. Jak nigdy nie rysowałem tak od razu po uruchomieniu spędziłem kilkadziesiąt minut w szkicowniku, czego efektem jest (jeszcze nie skończona) grafika, którą widzicie wyżej. Co prawda jest przeszkicowana, ale doceniam możliwości gładzika i precyzję dołączonego do zestawu rysika Real Pen.

Na ostateczną ocenę jeszcze przyjdzie czas, ale w Lenovo Yoga Book podoba mi się jeszcze świetny, wyraźny ekran, niezwykle niska waga jak na urządzenie 2w1 (niecałe 700 gramów) i fakt, że jest też wersja z Windowsem 10 Pro i wbudowanym modemem LTE. Dla przypomnienia, jest jeszcze nieco tańsza wersja, również z LTE, ale już z systemem Android 6.0 Marshmallow. Które bym wybrał? Jasne, że to z Windowsem, jeśli Yoga Book ma być wszechstronnym urządzeniem do pracy. Zastanawia mnie deklarowany czas pracy na baterii (13 godzin), ale będę zadowolony jeśli sprzęt wytrzyma taki typowy „roboczodzień”, przez jakieś 8-9 godzin.

  •  Intel Atom x5-Z8550 (4 rdzenie, do 2,4 GHz)
  • Intel HD Graphics 400
  • 4 GB pamięci RAM (DDR3)
  • 64 GB pamięci wewnętrznej
  • Slot na kartę pamięci microSD
  • 10,1-calowy wyświetlacz IPS o rozdzielczości 1920 x 1200 pikseli
  • Windows 10 Pro (64-bit)
  • Aparat 8 Mpix z tyłu i 2 Mpix z przodu
  • Wi-Fi w standardzie ac, Bluetooth, GPS
  • Wbudowany modem 4G LTE (nanoSIM)
  • microUSB, microHDMI, mini jack 3,5 mm
  • Głośniki stereo Dolby Audio Premium
  • Bateria Li-Po o pojemności 8500 mAh
  • 256,5 x 171 x 9,6 mm
  • 685 g

Do mnie trafiła wersja w czarnym kolorze, czyli ta działająca pod kontrolą systemu Windows 10 Pro. W skład zestawu wchodzi jeszcze wspomniany rysik Real Pen z trzema dodatkowymi wkładami z atramentem (rysik może działać jak długopis, wystarczy położyć kartę i pisać), a także modułowa ładowarka z przewodem microUSB. Lenovo Yoga Book, którą testuję kosztuje jakieś 3199 złotych, ale w razie czego aktualną cenę możecie znaleźć poniżej. Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące tego sprzętu to śmiało, standardowo zostawcie w komentarzach.

Aktualne ceny:
Lenovo Yoga Book z Androidem  |  Lenovo Yoga Book z Windowsem