Dobrze jest, kiedy podchodzi się do recenzowania produktu bez jakichkolwiek poglądów na jego temat. O istnieniu firmy produkującej Dynamite 7.1 wiedziałem z opowieści jednego znajomego, który rozważał zakup klawiatury gamingowej, bo podobał mu się design. Jednym słowem – recenzja na ślepo. 

Jak się zabierałem za testowanie sprzętu takiego Roccata na przykład, to byłem przekonany, że mogę spodziewać się konkretnej jakości, bo firma znana i lubiana. W tym wypadku byłem jak absolwent podstawówkowego nauczania indywidualnego, który musi iść do publicznego gimnazjum, w dodatku w niezbyt koszernej dzielnicy wielkiego miasta. Nie miałem bladego pojęcia czego się spodziewać. A efekty testów są bardzo interesujące.

Opakowanie i zawartość

Panie i Panowie z marketingu Ravcore mają u mnie „dużezimne” za dwie rzeczy. Po pierwsze, z tego co się zorientowałem, to trzymają się jednego sposobu pakowania swoich produktów. Bardzo prosto, elegancko, bez ekscesów. Pierwszy rzut oka na opakowanie i grafikę na nim i od razu wiadomo do kogo skierowany jest produkt. Uzbrojeni po zęby wojacy, Hummer z bardzo ciężkim kaemem na dachu, a nad nimi dwa śliczne myśliwce. Jeden wygląda na stylizowany McDonnel Douglas F-15 a drugi na „zwykłego” General Dynamics F-16 Fighting Falcon. Specjalistą nie jestem, ale obrazek z opakowania prezentuje się bardzo dobrze, będąc przy tym tak pacyfistyczny jak pierwsze kilka poziomów stareńkiego Dooma.

Na odwrocie krótkie przestawienie samego produktu, informacje o tym, że jednak system 7.1 posiada, krótka notka o kontrolerze no i oczywiste bicie piany o tym, jakie to słuchawki nie są rewelacyjne. Wewnątrz pudełka, prócz samych słuchawek znajduje się wkładka tekturowa z numerem seryjnym (który przyda się później) oraz to, za co marketing Ravcore ma u mnie drugie „dużezimne”, za to, że wiedzą jaki gadżet przyda się dorosłemu graczowi. W środku znajduje się brandowany otwieracz do butelek, wykonany na tyle fajnie i porządnie, że żadna… yyy… oranżada mu się nie oprze. A, jest jeszcze naklejka.

Wygląd i wykonanie

Słuchawki są ładne. Tak będzie najprościej. Nie ma niespodzianki co do tego jak wyglądają, bo na zdjęciu, całkiem przyzwoitej rozdzielczości, znajduje się wszystko, czego możemy chcieć. Zaczniemy zatem od góry.

Pałąk, na którym trzyma się cała konstrukcja, to dwa aluminiowe pręto-płaskowniki. Nie sprawia to na pierwszy rzut oka przesadnie solidnego wrażenia, ale wystarczy wziąć całość w łapkę, żeby zobaczyć, że nie mamy do czynienia z chińskim plastikiem. Rozmiar uniwersalny, dzięki zastosowaniu mechanizmu, który spotyka się niemal wszędzie, czyli skórzano-tkaninowo-dobrze udającego paska, który trzyma wszystko bardzo stabilnie nawet na niekoniecznie dużej głowie.

Przewody między „nausznikami” są bardzo sprytnie schowane i raczej nie będzie możliwości, żeby przypadkiem coś urwać. Bierzemy oczywiście pod uwagę jednostki wybitne, które sobie z tym poradzą, ale przy klasycznym stosowaniu tym bym się raczej nie przejmował. Same nauszniki, dostatecznie duże, by każdego rozmiaru małżowinę pomieścić, wyścielone miękką tkaniną, z czerwonymi wstawkami ze skaju. Wygląda to od strony ucha bardzo pozytywnie. Zewnętrzna strona, co widać na zdjęciach, bardzo ładnie podświetlona, zamaskowana perforowaną blachą i domknięta plastikiem symulującym szczotkowane aluminium. Nie zabrakło też logo producenta.

W lewej słuchawce mikrofon, z działaniem którego nie miałem absolutnie żadnych problemów, a testowany był bardzo mocno i intensywnie. Dla recenzji poświęciłem się do tego stopnia, że grałem w CS:GO po kilka godzin bez przerwy, ale jak pisać, to po dokładnym sprawdzeniu. Nie dość, że mikrofon zacny, to jeszcze na sztywnym chowanym pałąku, który można regulować jak tylko się chce, a na dodatek jeszcze świeci. Żyć nie umierać. Co prawda do nagrywania nowego hiciora na Eurowizję bym go nie użył, ale do komunikacji jak znalazł. Bez szumów, zgrzytów, bez łapania dźwięku ze słuchawki. Bardzo na plus.

Przewód dostatecznie długi, żeby sięgnąć gdzie tylko chcemy, bo ma aż 2,2 metra, choć raczej nie polecam dopinania z tyłu pecetowej obudowy, z bardzo ciekawie wyglądającym pilotem. Rzecz jasna opleciony i zakończony solidnym wtykiem USB. Kontroler również jest podświetlony i tutaj mam w zasadzie jedno zastrzeżenie. Dzięki klawiszom na nim możemy kolejno, wytłumić dźwięk, włączyć lub wyłączyć mikrofon, podświetlenie i funkcje specjalne, o których poniżej. Mikrofon oznaczony jest dodatkowo zieloną diodą, która w momencie, gdy się świeci daje nam znać, że komunikacja działa. Problem polega na tym, że kiedy podświetlenie, działające niezwykle sprawnie jest uruchomione – nie widać zielonej diody. Niby bzdura, ale jednak przeszkadza.

Funkcje dodatkowe i oprogramowanie

Najważniejszą funkcją dodatkową jest wibracja. Tak, dobrze przeczytaliście. Słuchawki się trzęsą jak podniecony alkoholik w chwili, gdy gdy je… khem, jest uderzenie basu. Dzięki temu, kiedy z nich korzystamy zostajemy niejako oszukani, że bas jest mocniejszy, niż w rzeczywistości jest. Fajne to, szczególnie na początku, kiedy tylko weźmiemy je do ręki, a muzyka już gra. Ciężko opisać słowami wrażenie, jakie mi towarzyszyło w czasie testów, ale skutecznie poprawia humor, kiedy słuchawki łomocą, a jednocześnie nie uszkadzamy sobie nadmiernie słuchu. Funkcję wibracji możemy w każdej chwili wyłączyć klawiszem na kontrolerze, w końcu nie każdy lubi jak mu plomby w zębach dzwonią.

Dodatkiem do całości jest oprogramowanie, którego niestety nie dołączono do zestawu. Chwili poszukiwań w sieci pozwoliła je znaleźć, ale nie mogę, mimo najszczerszych chęci powiedzieć za wiele dobrego na jego temat. Prawda, że pozwala na ustawienie sobie profili, takich jak na przykład tryb kinowy, który zmienia nam equalizer na tyle, że ogląda się film lepiej, ale poza takimi jak ta funkcjami za wiele nie daje. Do tego dokopanie się do niego w sieci, w mojej opinii wymaga kilku kliknięć za dużo, ale to już mniej istotne.

ravcore-dynamite-xear-audio-center

Oprogramowanie Xear Audio Center można pobrać z oficjalnej strony producenta słuchawek.

Na początku pisałem o ulotce. Na niej znajduje się numer seryjny naszego produktu, który po wklepaniu go w rejestracji na stronie daje nam rok gwarancji Door-To-Door. Niby mała rzecz, ale jednak cieszy. Ravcore w tym wypadku mocno punktuje, bo w przypadku słuchawek – a przerobiłem ich trochę – nie spotyka się za często takiego podejścia do klienta.

Jak to w ogóle działa?

Całość testowana tak jak zwykle. Na tej samej, niespełna godzinnej, playliście na Spotify, której zawartość była opublikowana w recenzji Brainwavz Omega. Jak tam wspominałem piosenki zostały dobrane tak, by sprawdzić możliwości słuchawek, a jednocześnie pozwolić na delikatne wyluzowanie się, a może nawet trochę śmiechu. Jest nadzwyczaj poprawnie. Nie są to słuchawki dla melomanów, więc nie spodziewajmy się po nich tego, do czego nie zostały stworzone. Wielokrotnie w sieci spotkałem się z opiniami, że o wiele tańsze urządzenia pozwalają na połechtanie się po wewnętrznym audiofilu, ale porównanie słuchawek do grania, wyposażonych w dźwięk przestrzenny i „mózgotrzepny” wibrator do Sudio Regent, które testowaliśmy ostatnio jest co najmniej niesprawiedliwe. To jak mieć pretensje do chomika, że słabo wzwyż skacze.

  • Charlie Para del Riego – The Total Biscuit Ballad
  • FitnessGlo – Time Bomb
  • The Lonely Island – Motherlover
  • Darren Korb – A Proper Story
  • Metalocalypse: Deathklok – Murmaider
  • Adhesive Wombat – 8 Bit Adventure
  • Wintergatan – Marble Machine
  • Corky and the Juice Pigs – Eskimo
  • Andy McKee – Rylynn
  • Rednex – Cotton Eye Joe
  • Miracle of Sound – Commander Shepard
  • Vulvectomy – Brutal Rectal Impalement
  • Gopnik McBlyat – Snakes in Tracksuits
  • The Warp Zone – Batman
  • Epic Rap Battles of History – Nikola Tesla vs Thomas Edison
  • Stephen Lynch – Little Tiny Moustache
  • Prototyperaptor – Bring back the funk

Jeśli chodzi o granie, to na temat dźwięku przestrzennego się mogę tutaj wywnętrzać jeszcze przez dobre 3 strony, ale nie o to chodzi. Jest rewelacyjnie. Standardowy CS:GO, Elite Dangerous i kilkanaście tytułów z mojej biblioteki Steam potrafiły nie raz mnie uśmiechnąć. Co prawda zagłębienie się w czeluściach gry Subnautica sprawiło, że zastanawiałem się nad założeniem kolejnego pampersa dla dorosłych, ale to akurat świadczy tylko i wyłącznie na ich korzyść.

Trzeba też zaznaczyć, że to nie są słuchawki dla tych, którzy chcą założyć je na łebek, podpiąć do smartfona i wejść dziarskim krokiem do autobusu. Słuchawki mimo sporym nauszników słabo wytłumiają, więc prędzej Cię wykopią z tego autobusu niż dojedziesz z nimi do kolejnego przystanku. Sprzęt co nieco też waży i energiczne ruszanie głową (choć to rzecz jasna zależy od wielkości owej głowy) może powodować, że z niej spadną. To przede wszystkim słuchawki dla graczy, którzy używają je podczas domowego lub turniejowego grania, dla tych, których interesuje tylko to, co dzieje się w grze, a nie wszystko poza słuchawkami.

Podsumowanie

Czy warto? Tak. Myślę, że nawet bardzo, ale z zastrzeżeniami. Nie są to słuchawki dla każdego. Wspomiani wyżej audiofile odbiją się od nich jak natrętny fan od stanowczo za dużego ochroniarza, ale dla osób, które chcą pograć, dobrze się przy tym bawić a i przy okazji nieco inaczej wyglądać, będzie to produkt naprawdę wart polecenia. Mnie mieli kupionego na wibrujących basach i otwieraczu. Polecam!

Plusy:

plus-iconBardzo fajnie udają, że „tupie”
plus-iconTryb dźwięku 7.1 naprawdę da się poczuć
plus-iconPorządne wykonanie
plus-iconŁadne, slicznie podświetlone
plus-iconDługi na 2,2 m przewód w oplocie
plus-iconGwarancja Door-To-Door po rejestracji
plus-iconOtwieracz do pi… butelek!
plus-iconFunkcjonalny pilot na kablu

Minusy:

minus-iconNa pewno nie dla melomanów
minus-iconPrzy włączonym podświetleniu nie widać sygnalizacji mikrofonu na pilocie
minus-iconOprogramowanie poniżej krytyki