Niezależenie od tego, czy jesteście zakochani w urządzeniach od Apple czy jednak omijacie je szerokim łukiem i zamiast nadgryzionych jabłek preferujecie bardziej słodycze czy być może jeżynki, to musicie się ze mną zgodzić, że premiera nowych iPhone’ów zawsze wzbudza ogromne zainteresowanie. Tym razem były trzy – dwa iPhone’y 8 i ten jeden, jubileuszowy iPhone X (Ten, Dziesięć, nie „iks”). Czy jest świetnym smartfonem? Na pewno tak. Czy jest on rewolucyjny? Z pewnością nie.

Bardzo szanuję Apple jako firmę, za to jak powstała, jak była zarządzana i jak z pasji dwóch gości pracujących w małym garażu przeobraziła się w jedną z najbardziej rozpoznawalnych firm na świecie. Ale tutaj trzeba rozdzielić Apple w rękach Jobsa i Apple po jego śmierci, teraz, bo według mnie, patrząc na przestrzeni ostatnich lat, to dwie różne oblicza tej firmy. Prawda jest taka, że iPhone X wyglądałby i działałby zupełnie inaczej gdyby było w nim choć trochę tego co siedziało w głowie Jobsa, gdy projektowali pierwszego iPhone’a. Wtedy z pewnością nie byłoby tak mocno podzielonych opinii tylko zachwyt, że Apple udało się znowu odmienić oblicze i cały rynek smartfonów. Owszem, Steve był biznesmenem czy mówiąc inaczej „miał łeb”, ale był też wizjonerem, osobą, dla której perfekcja i każdy szczegół był tak ważny jak oddychanie. Może iPhone X byłby inny, może bardziej rewolucyjny, ale na pewno działaby perfekcyjnie i byłby na tyle dopracowany, żeby na oficjalnej konferencji nie było żadnego fackupu, tak jak miało to miejsce z Face ID.

Apple iPhone X / fot. Apple

Nowy iPhone X może jest przełomowym smartfonem, ale po tym co zobaczyłem uważam, że tylko dla samego Apple. Bo spójrzmy na to od tej strony. Ekran, który pokrywa niemal cały przód i ma charakterystyczne wycięcie u góry na czujniki i kamerę? To już było i to stosunkowo nie dawno, choćby w takim Essential Phone. HDR10? No przecież, bo to teraz jest na czasie, ale było już w kilku ostatnich flagowcach. Szklana obudowa z tyłu i bezprzewodowe ładowanie? Owszem, było i to kilka lat temu już za czasów Samsunga Galaxy S6. Idziemy dalej. Ekran OLED? Nie kojarzę, który smartfon był pierwszym z tego typu ekranem, ale od razu gdy słyszę OLED to na myśl przychodzą mi takie urządzenia jak Lumia 925, Lumia 930 czy nawet niezbyt znany tablet Dell Venue 8 7000, a te informacje sięgają nawet końcówki 2013 roku. Taka wyliczanka nie świadczy o tym, że iPhone X jest złym smartfonem, a ja zakopałbym go dwa metry pod ziemią i zapomniał. Świadczy o tym, że Apple wsadziło znane, można nawet stwierdzić, że obecnie najlepsze pomysły do jednego urządzenia. Z chęcią bym go przetestował, choćby nawet ze względu na sam ekran, bo mimo wszystko łatwiej będzie załatwić nowego iPhone’a niż takiego Essential Phone’a do testów.

Apple iPhone X i Tim Cook / fot. Apple

iPhone X jest rewolucyjnym smartfonem dla Apple, a to wszystko przez zmiany w designie i obsłudze jakie w nim wprowadzono. I tego najbardziej się obawiam, jednocześnie uświadamiając sobie premierę bardziej klasycznego iPhone’a 8 i iPhone’a 8 Plus. Mam wrażenie, że „Dziesiątką” zainteresują się tylko ci najbardziej nadziani fani marki (przypomnę, że wersja z 64 GB kosztuje 999 dolarów lub prawie 4800 złotych), ale też Ci, którzy chcą sprawdzić coś nowego, coś czego w smartfonach Apple jeszcze nie było, tym samym bijąc się ze wszystkimi przyzwyczajeniami z ostatnich kilku generacji. Mam tu na myśli przede wszystkim przycisk Home i wbudowany w nim czytnik linii papilarnych z Touch ID, który zadebiutował w iPhonie 5S. Teraz iPhone X nie ma ani jednego ani drugiego, przerzucając się na Face ID, czyli możliwość zablokowania smartfona za pomocą twarzy użytkownika. To mocna zmiana do której nie wszyscy mogą być przekonani, bo może i technologia sama w sobie wygląda bardziej imponująco, ale jednak przegrywa ze znanym, lubianym i szybszym czytnikiem biometrycznym. Ja twierdzę, że można było to zrobić lepiej, tak by był wilk syty i owca cała. Wystarczyło umieścić czytnik linii papilarnych w dodatkowym przycisku na krawędzi, tak jak zrobiło to Sony w ostatnich Xperiach.

Nowy iPhone to też kilka zmian w samej obsłudze iOS’a. Wynika to z wyrzucenia przycisku Home, ale też ekranu o innych proporcjach i sposobie wyświetlania treści oraz interfejsu. Jestem pewien, że wiele osób będzie na początku z przyzwyczajenia dotykało kciukiem dolnej części ekranu, aby odblokować urządzenie, ale w iPhonie X trzeba po prostu zmienić pewne nawyki. Skoro wcześniej zamieniono komendę „Slide to unlock” na czytnik w Home to może tym razem z kolejną zmianą też się uda. Jak zwykle Apple zrobiło to dobrze, ale od strony oprogramowania, które od zawsze było proste i przede wszystkim intuicyjne. Teraz żeby dostać się do aplikacji wystarczy przesunąć palcem od dolnej krawędzi, a w celu wywołania menedżera aplikacji wystarczy zrobić to samo z jednoczesnym przytrzymaniem palca na ekranie. Inaczej uruchamiany też centrum zarządzania (czyli coś jak belki powiadomień), bo wysuwamy je z prawego, górnego rogu.

Apple iPhone X – wodoodporność / fot. Apple

Może spodziewałem się czegoś więcej, może miałem zbyt wysokie oczekiwania przed premierą, ale prawda jest taka, że czekałem na urządzenie, o którym będzie mówić się przez najbliższą dekadę (tak jak wspomina się teraz o iPhonie z 2007 roku i wcale nie dlatego, że był tym pierwszym), a nie tylko przez kilka dni po premierze. Nowego iPhone’a X lubię głownie za świetny ekran i pomysł jak to ogarnąć od strony obsługi, ale jest kilka rzeczy, za które projektanci dostaliby ode mnie bana. Mowa przede wszystkim o usunięciu czytnika linii papilarnych, który został zastąpiony technologią Face ID (jak się okazuje jeszcze niedopracowaną) czy cenie, która w najwyższej wersji z 256 GB pamięci wewnętrznej sięga prawie 6 tysięcy złotych. Coś mi się wydaje, że nawet jeśli miałbym gdzieś odłożoną taką sumkę na luźne wydatki, to rozsądek wziąłby górę. Do tego dochodzi jeszcze aparat, który nie dość, że mocno wystaje (choć inni sobie już z tym poradzili) to jeszcze został przekręcony o 90 stopni co wygląda po prostu niezbyt dobrze.

A Wy co myślicie o nowym iPhonie X? Jedziecie do Drezna żeby wystać się w kolejce po swojego, czekacie na jego premierę w Polsce czy może ustawiacie status na #nikogo?