EMUI mogłoby wyglądać lepiej…

Kwestię oprogramowania trzeba podzielić na dwie części – tą dotyczącą szybkości działania i tą dotyczącą wyglądu, co rozumiem przez dostosowanie nakładki pod wydłużone proporcje ekranu. I tutaj krótko mówiąc, jest różnie, tak pół na pół. Smartfon działa błyskawicznie, reaguje na polecenia tak szybko, że przez chwilę zastanawiałem się czy w rękach nie trzymam jakiegoś OnePlus’a z OxygenOS, animacje są szalenie płynne i tak samo ma się sprawa z uruchamianiem czy przełączaniem aplikacji. Pyk i jest, nie trzeba na nic czekać, nie ma nawet chwili zająknięcia. Podobnie z instalacją aplikacji, na nic nie trzeba dłużej czekać, klikamy, pobieramy i jest. Huawei Mate 10 Pro działa na pewno szybciej niż taki Huawei P10, a skoro tak, to nie trudno wywnioskować  to, co zaraz napiszę. Szybszego Huawei’a obecnie nie ma i zapewne do czasu premiery Huawei P11 to się nie zmieni.

Nieco gorzej wygląda sprawa jeśli spojrzymy na to, jak wygląda cała nakładka. Tutaj muszę stwierdzić, że firmie nie do końca udało się ją dostosować do wyższych proporcji i ja mam wrażenie, że cały interfejs jest tak jakby „rozciągnięty”, dopasowany do ekranu niż przebudowany pod kątem 18:9. Nie wygląda to jakoś super źle i pewnie sporo osób tego nawet nie zauważy, jeśli nie miało w rękach kilku smartfonów Huawei pod rząd czy chociażby jakiegoś ze zmienionymi proporcjami. Według mnie trochę lepiej na tym polu poradził sobie Samsung ze swoim Galaxy Note 8, ale to już tak nawiasem. Nie zmienia to jednak faktu, że na takim ekranie zobaczymy więcej, więcej opcji na raz, więcej przeglądając strony internetowej czy więcej aplikacji. Jestem mega zwolennikiem takiego rozwiązania i wiem, że to tylko kwestia czasu i aktualizacji, by zniwelować to, o czym napisałem chwilę temu.

Ogromna pochwała za to, że Huawei pokazał Mate 10 Pro z Androidem 8.0 Oreo, gdzie inni producenci jeszcze nawet nie przekazali informacji, kiedy można spodziewać się aktualizacji. Dostajemy zatem wszystko nowości jakie wnosi Oreo (między innymi bardzo przydatna opcja „obraz w obrazie”), ale też wszystkie zalety huawejowej nakładki EMUI, również w wersji 8.0. Huawei Mate 10 Pro ma masę przydatnych funkcji, które w większości można znaleźć też w innych smartfonach tego producenta. Ja najczęściej korzystałem z trybu ochrony wzroku, który ogranicza niekorzystne działanie światła niebieskiego (bardzo przydatne w nocy) i gestu knykciem w formie „pukania” w ekran, żeby zrobić screena. Szkoda, że nie udało mi się sprawdzić funkcji Projekcji, gdzie Mate’a możemy podłączyć do monitora i za pomocą myszy i klawiatury korzystać tak, jakby był to komputer. Według mnie odpowiedni adapter powinien być w zestawie, choćby tym testowym podesłanym do dziennikarzy.

Aparat – krótko mówią, jest lepiej, ale nie najlepiej

Przyznam, że tego elementu byłem najbardziej ciekawy, bo Huawei wiele obiecywał. Krótko – nie zawiodłem się, ale też nie było jakiegoś wybuchu euforii, gdy tylko zrobiłem kilka zdjęć. Aparat w Huawei Mate 10 Pro został konkretnie poprawiony i na papierze wygląda wręcz rewelacyjnie, szczególnie dzięki rekordowej przysłonie f/1.6, optycznej stabilizacji obrazu i „inteligentnemu” dodatkowemu procesorowi, który ma sprawiać, że każde zdjęcie będzie świetne. No właśnie nie, ja kompletnie nie odczułem tego czy jakaś „inteligentna” maszyna pomagała mi przy zdjęciach i pewnie, gdyby nie było żadnego AI, zdjęcia wychodziły by podobne. Dlatego jest to dla mnie bardziej chwyt marketingowy niż coś co można zaobserwować w codziennym użytkowaniu.

Co do jakości zdjęć, można być z nich zadowolonym, w dobrych warunkach są odpowiednio szczegółowe i mają poprawne kolory, ale prawdziwe możliwości Huawei Mate 10 Pro pokazuje dopiero w nocy i w swoim świetnym Trybie nocnym. Wymagany jest do tego statyw, bo zdjęcie jest naświetlane czasami przez kilkanaście sekund, ale dla efektu warto jest taki ze sobą zabrać, choćby malutki, jakiś kieszonkowy. Zdjęcia wyglądają bajecznie i ogólnie można je polubić przede wszystkim za to, że naprawdę sporo na nich widać, ale czasami efekt jest za bardzo wyśrubowany, bo zdjęcia są takie jakby „mydlane”, trochę za mgłą, na czym cierpi najbardziej odwzorowanie kolorów – kolejka, którą widzicie ma bardziej czerwone koła niż pomarańczowe.

Mate 10 Pro jest w stanie zarejestrować filmy w 4K przy 30 klatkach na sekundę (do tej pory do 60 klatek dobił tylko iPhone 8 i iPhone X), ale według mnie nie jest to mocna strona smartfonu. W tej kwestii Chińczycy muszą jeszcze trochę się nauczyć, bo nagrania z testowanego modelu, a z takiego Galaxy S8 dzieli przepaść. Są ciemniejsze, mało szczegółowe i bez stabilizacji.

Kirin, nowy Kirin…

Od jakiegoś czasu przestałem zwracać uwagę na procesory w smartfonach, a to wszystko dlatego, że nawet taki Snapdragon z serii 6 jest w stanie sprostać wszystkim zadaniom, które wykonuję na telefonie. Dlatego nie robią na mnie wrażenia cyferki jakie uzyskuje najnowszy Kirin 970. Ważne jest dla mnie to, że smartfon działa oszałamiająco szybko, co nie jest zasługą tylko procesora, ale też Androida, nakładki EMUI (o czym wspomniałem wyżej) i szybkiej pamięci wewnętrznej. Z tym ostatnim, po wpadce przy Huawei P10, chyba już jest dobrze, a wszelkie testy wskazują, że w środku siedzą kości UFS 2.1, o ile mnie pamięć nie myli, najszybsza pamięć montowana w smartfonach. Przestrzeni jest naprawdę sporo, bo aż 128 GB, ale mimo wszystko, mnie brakuje trochę slotu na kartę pamięci. Tak, do Mate’a 10 Pro nie wsadzimy żadnego nośnika z danymi, co jest trochę niepokojące, bo znam kilka osób, które swoje dane trzymają na karcie i przerzucają przy zmianie telefonu.

Nie zauważyłem żadnych problemów w kwestii łączności, co oznacza, że nie było problemów LTE (zasięg był zawsze, rozmówca dobrze słyszalny), działaniem Bluetooth (smartfon łączyłem z transmiterem Roidmi 2S, przesyłałem pliki na PC i Surface’a, łączyłem ze słuchawką) czy GPS, którego używałem praktycznie codziennie przy Yanosiku i czasami z mapami od Google. Głośnik czasami jest jeden, a czasami dwa. Wiem, że śmiesznie to brzmi, ale główny głośnik jest ulokowany na dolnej krawędzi i działa, gdy trzymamy telefon w pionie. Jakość dźwięku jest w porządku, choć niczym szczególnym mnie nie „tąpnęło”. Jeżeli jednak przekręcimy smartfon do poziomu to tak jakby uaktywnia się głośnik nad ekranem i wtedy uzyskujemy dźwięk stereo. Nic nowego, bo było już w takim Huawei P9 Plus, ale w sumie przydatne, np. podczas oglądania czegoś na YouTubie. Trzeba jednak zaznaczyć, że ten drugi głośnik, nazwijmy go pomocniczy, gra wyraźnie ciszej.

O baterię jestem spokojny

Seria Mate zawsze szczyciła się długim czasem pracy z daleka od ładowarki i tym razem jest podobnie. Huawei Mate 10 Pro ma w obudowie akumulator 4000 mAh i jest w stanie wytrzymać dłużej na jednym ładowaniu niż niejeden ubiegłoroczny flagowiec. W ogóle nie martwiłem się o to, czy bateria wystarczy do końca dnia, nawet jak praca „paliła” mi się w rękach i używałem telefonu do kilku rzeczy na raz. Spokojnie wieczorem miałem jeszcze 30-40 procent i smartfon ładowałem dopiero w ciągu następnego dnia.

Na plus oczywiście USB Type C z ultra-szybkim ładowaniem, gdzie połowa baterii wskoczy już po około pół godziny. Telefon podczas ładowania jest ciepły, ale na pewno nie aż tak jak smartfony z Quick Charge 3.0. Naprawdę, testuję jeszcze BlackBerry KEYone i chwilami jest gorący.

Jaki jest Huawei Mate 10 Pro, czyli podsumowanie

Testy Huawei Mate 10 Pro wspominam bardzo miło i trzeba przyznać, że z tym modelem polubiłem się jak z mało którym tego producenta. Miałem poprzednie Mate’y w rękach i z tego korzystało mi się najprzyjemniej, pewnie dlatego, że wprowadzono ten patent z proporcjami, przez co udało się wsadzić duży ekran w sporo mniejszą obudowę niż w takim Huawei Mate 9 (którego też dobrze wspominam). Na tę chwilę mogę śmiało stwierdzić, że to najlepszy smartfon od Huawei, doskonale wykonany, piekielnie szybki i ze świetnym ekranem Full View. Moja końcowa ocena byłaby pewnie jeszcze wyższa, gdyby nie wykastrowano go z tego, co jeszcze powszechnie się używa, czyli gniazdo mini jack 3,5 mm i slot na kartę pamięci (które są w Huawei Mate 10) i w końcu zbliżyłby się do konkurencji biorąc pod uwagę także jakość wideo (bo ze zdjęciami jest już znacznie lepiej). Nie czuję też tej całej „inteligentnej maszyny”, która być może okaże się bardziej „widoczna” dopiero w następcy.

Plusy:

plus-iconNowoczesna, solidna i „odchudzona” (względem poprzednika) obudowa
plus-iconGenialny wyświetlacz, pod każdym względem
plus-iconBłyskawicznie działający interfejs, szybka reakcja, płynne animacje
plus-iconAndroid 8.0 Oreo od razu z pudełka
plus-iconNajszybszy czytnik linii papilarnych z jakim miałem do czynienia
plus-iconSpore zmiany w aparacie, który stał się jeszcze lepszy 
plus-iconDługi czas pracy na baterii i szybkie ładowanie
plus-iconEtui ochronne w zestawie i fabryczna folia na ekranie
plus-iconOchrona odporna na kurz i zachlapania (IP67)

Minusy:

minus-iconBrak mini jack 3,5 mm
minus-iconBrak slotu na kartę pamięci microSD
minus-iconNieodczuwalna „sztuczna inteligencja”
minus-iconNiezadowalająca jakość filmów 
minus-iconWystające obiektywy aparatu

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie, czytnik linii papilarnych, wyświetlacz
  2. Działanie, oprogramowanie. Aparat, bateria. Podsumowanie