Wychodzi na to, że Samsung, firma, której produkty lubię i szanuję, zachowuje się trochę jak cnotliwa panna. Z jednej strony kusi, bo ma dwa, śliczne, jędrne ekrany do pokazania, ale nie każdemu. O co tu chodzi?

O Samsungu Galaxy X trąbią wszyscy liczący się w branży, bo Samsung się wcale ze swoimi dwoma wspomnianymi wyżej atutami nie kryje. Znaczy, wiadomo, że je ma, bo nawet na CES 2018 prototyp wybrańcom pokazał. No właśnie. Dlaczego tylko wybrańcom?

Ja tam specjalistą od marketingu nie jestem, w żadnym zakresie, nie tylko w kwestii przedstawiania nowych technologii, ale moim zdaniem, to składany 7,3-calowy ekran w nowym Samsungu, to naprawdę mocny temat i ograniczanie dostępu do informacji nieco mi nie pasuje. Skoro macie działający, mniej albo bardziej prototyp, to dlaczego taka tajemnica? Cnotliwe panny wiedzą jak zachęcić potencjalnych chętnych do uderzania w konkury, ale czasem nadmiar tajemnicy może chętnych, no cóż – zniechęcić. Ciekaw jestem, co mogło się przyczynić do takiej decyzji.

Składany smartfon Samsunga – projekt / fot. LetsGoDigital

Po raz kolejny – Samsung trochę jest jak cnotliwa panna. Chciałaby, żeby zobaczyli, ale tylko ci, którzy są przez nią aprobowani. Co sprawiło, że Vipy są Vipami? Very bardzo ważny ludź może zobaczyć coś, czego nie może zobaczyć opinia publiczna i nie zobaczy, według doniesień do, co najmniej roku 2019. Ja wiem, że to może z daleka pachnieć zazdrością, zawiścią i całą gamą mniej lub bardziej nieprzyjemnych emocji, ale tak naprawdę, to trochę śmieszne. Żeby się z czasem nie okazało, że inny producent – a zdarzyło się tak nie raz i nie dwa razy – pokaże swoje jędrne atuty wcześniej i cały plan Samsunga szlag trafi. Pokazywała panna tym co jej się wydawało, a tu sąsiadka z osiedla obok już się dawno rozpanoszyła na wolnym tronie, a wszyscy adoratorzy jej cnót są gotowi bronić na ubitej ziemi.

Niech sobie Samsung robi co chce, ale skoro ma sprzęt, który się nadaje do pokazania, naszpikowany nową technologią po brzegi, to po jakiego grzyba kończy się to tym, ze tylko niektórzy mają dostęp do informacji? Najlepsze jest to, że wszyscy w około piszą, że coś było, bazując na domysłach osób, które podobno widzieli, że coś było, ale tak naprawdę nie wiadomo do końca co. Żeby nie skończyło się tym, że firma, skończy niczym dziewica przed murzynem. Okaże się, że jedyne co zostanie, to stęknąć z niemocy, bo rynek sobie, a cnotliwa panna się, najzwyczajniej w świecie – przeliczyła.

źródło zdjęcia głównego: Pixabay