Znowu przyszedł czas, by sprawdzić czy #XiaomiLepsze. Tym razem nie jest to smartfon, hulajnoga, lampka na biurko czy urządzenie do gotowania ryżu. Nie jest to też Xiaomi Mi TV Box, choć ostatnio bardzo mocno zastanawiałem się czy takie coś sobie dokupić. Tym razem jest jest to telewizor od Xiaomi, który zaskakująco szybko się u mnie pojawił. Dokładnie jest to model Xiaomi Mi TV 4A z 43-calowym ekranem.

Z jednej strony test takiego urządzenia jest ciekawy, ale z drugiej strony, trochę też nietypowy. Ciekawy, bo telewizor ma całkiem spore możliwości i nie kosztuje tyle, by jakoś tragicznie nadszarpnąć domowy budżet (w końcu to Xiaomi), a nietypowy ze względu na to, że jeszcze nigdy w Galaktyczny Headquarters nie pojawił się żaden testowy telewizor. Są specjalistycznie serwisy zajmujące się telewizorami i ja wcale nie zamierzam im „przeszkadzać”, dlatego też w przyszła recenzja będzie bardziej moimi subiektywnymi odczuciami niż tekstem, gdzie znajdziecie samą specyfikację, technicznie zagadnienia i testy z wykorzystaniem różnych mierników. Choć osobiście uważam, że bardziej wartościowe są właśnie te pierwsze teksty niż testy, które od góry do dołu lecą jakimś szablonem.

Nie będę wdawał się w szczegóły, ale napiszę co nieco o tym, co rzuciło mi się już w oczy po około dwóch dniach używania. Przede wszystkim Xiaomi Mi TV 4A jest w stylu… Xiaomi, co znaczy, że jest bardzo dobrze wykonany (obudowa i nóżki są z tworzywa sztucznego), ma bardzo smukłą ramkę wokół ekranu, działa w oparciu o system Android TV 6.0.1 i można go oczywiście sterować za pomocą smartfonu przez Wi-Fi (chyba, że smartfon ma wbudowany IR). Prostotę i minimalizm widać głównie po pilocie, który jak wspomniałem we vlogu, jest prosty do bólu. Ma kilka najważniejszych przycisków i jest niemal identyczny jak ten od Xiaomi Mi TV Box z 4K, z tą różnicą, że pilot od przystawki ma jeszcze przycisk do obsługi głosowej. Telewizor ma 43-calową matrycę w rozdzielczości Full HD, ale jeszcze nie udało mi się sprawdzić od jakiego jest producenta – bo jak można przeczytać na stronie produktowej, matryca może być od Samsunga, LG lub AOU.

Musicie pamiętać, że telewizor jest z systemem w wersji chińskiej, gdzie domyślnie jest ustawiony też chiński język. W tych wszystkich „domkach i krzaczkach” ciężko jest się połapać, ale na szczęście można zmienić język na angielski, instalując jedną małą aplikację z pliku apk z pendrive’a. Jest sporo poradników w internecie jak to zrobić i ja też planuję zrobić swój, by zainteresowanym ułatwić sprawę zmiany języka. Nie będzie to jednak pełne „zangielszczenie” systemu, a tylko ustawień i kilku elementów interfejsu – na głównym pulpicie propozycje filmów z chińskim Tomem Cruisem nadal będą z krzaczkami.

Nie znajdziemy też sklepu Play i usług od Google, a ja za żadne skarby nie byłem w stanie ich zainstalować, choć próbowałem cały wieczór. To nie do końca mi pasuje, ale liczę jednak na to, że w najbliższych tygodniach pojawi się oprogramowanie dedykowane na rynek europejski. W końcu Xiaomi ma w planach sprzedaż telewizorów na rynku międzynarodowym. U mnie póki co Xiaomi Mi TV 4A będzie działał głównie jako większy ekran dla Nintendo Switch. Trochę szkoda, że matryca jest półmatowa, a podczas włączania telewizora… pojawiają się reklamy. Poważnie, coś jak na YouTubie przed filmem. Jest informacja, że przygotowywany jest pulpit i chyba, żeby nam „umilić” czekanie, leci jakiś kilkunastosekundowy materiał.

Ja sztukę do testów dostałem ze sklepu GearBest za co serdeczna piątka, ale jeśli też się nad takim zastanawiacie, to aktualne ceny telewizorów możecie znaleźć tutaj: Xiaomi Mi TV 4A (32″) lub Xiaomi Mi TV 4A (43″).

Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące tego telewizora, zostawcie je w komentarzach.