blackberry-keyone-black-edition-recenzja

Recenzja BlackBerry KEYone Black Edition – drugiego takiego smartfona nie znajdziecie

BlackBerry KEYone mocno zadomowił się w mojej głowie już wtedy, kiedy jeszcze mówiono o nim Mercury. Wtedy też wiedziałem, że muszę go jak najszybciej przetestować, bo idealnie wpasował się w kategorię urządzeń, które można określić jednym słowem – nietypowe. Pierwszy raz mogłem go zobaczyć na MWC 2017 i okazał się na tyle ciekawy, że w jednym z tekstów nazwałem go najciekawszym smartfonem całych targów. Kilka miesięcy później pojawiła się czarna wersja tego smartfonu i taka też trafiła na galaktyczne biurko. Przetestowałem go solidnie i choć idealny nie jest, to czuję, że zostanie ze mną na dłużej. Oto recenzja BlackBerry KEYone Black Edition.

Od zawsze miałem słabość do smartfonów z fizyczną klawiaturą. Może to chęć posiadania czegoś odmiennego, może sprawdzenia czegoś nietypowego, nie wiem, ale tak już po prostu było. Może wzięło się to z tego, że ostatnim moim telefonem przed smartfonową erą była Nokia E71 i to w czasach, gdy wszyscy podniecali się iPhonem 4, a na rynku debiutował pierwszy Samsung Galaxy S. Patrząc jednak dwa, może trzy lata wstecz i ograniczając się tylko do Jeżynki, bardzo dobrze wspominam chwile spędzone z BlackBerry Passport. Miał klawiaturę QWERTY, kwadratowy ekran i zapewniał niesamowitą produktywność, ale na dłuższą metę jednak się nie sprawdził, bo brakowało mu kilku zasadniczych rzeczy z Androida. Potem pojawił się PRIV, który co prawda miał już Androida, ale przez swoją konstrukcję, w moich oczach stał się nieprzemyślanym modelem. BlackBerry szukał, szukał i chyba w końcu znalazł, bo pokazał KEYone, na którego patrzę trochę tak, jak na bardzo dobrą ewolucję dwóch poprzednich smartfonów w jednym.

BlackBerry KEYone – łapiesz go do ręki i od razu czujesz tą solidność

BlackBerry KEYone mimo tego, że ma sporo cech wspólnych z innymi smartfonami, to tak naprawdę jest smartfonem zgoła odmiennym i przez to niejako też unikatowym. Można oczywiście doszukać się drobnego podobieństwa do pozostałych smartfonów na rynku, ale jeśli już, to trochę na siłę – choćby górna, charakterystycznie zaokrąglona krawędź, która może przywodzić na myśl Xperie od Sony. Wystarczy jednak na niego spojrzeć, by przekonać się, że po prostu drugiego takiego smartfonu nie znajdziemy. Obudowa jest wykonana bardzo solidnie, jest zwarta i pewna, a trzymając ten smartfon w dłoni wiemy, że mamy do czynienia z czymś naprawdę dobrym. Urządzenie waży wcale nie mało, bo 180 gramów, ale wcale to nie przeszkadza, bo KEYone jest wręcz idealnie wyważony. Tutaj nie ma żadnych niedociągnięć, wszystko jest spasowane idealnie, nic się nie ugina, zero kompromisów, a ja nie pamiętam kiedy ostatnio miałem w rękach tak dobrze wykonany smartfon.

Ma asymetryczną budowę, co widać przede wszystkim wtedy, gdy spojrzymy na niego od przodu i od razu zauważymy, że rogi na dole są zaokrąglone, w przeciwieństwie do tych na górze. Wiele takich a nie innych zabiegów w designie BlackBerry KEYone ma związek z umieszczeniem w nim fizycznej klawiatury QWERTY (o której szczegółowo rozpisałem się trochę niżej), ale tutaj akurat taka dolna krawędź sprawia, że smartfon bardzo wygodnie leży w dłoni. Wygodnie, ale też cholernie pewnie, a to głównie przez obudowę z tyłu, która została pokryta gumowanym tworzywem. Ani razu nie miałem sytuacji, by telefon wysunął mi się ręki czy sam zsunął się z jakiejś lekko nachylonej powierzchni, choć w przypadku tej drugiej sytuacji, smartfon miałby jeszcze lepszą „przyczepność”, gdyby aparat był schowany w obudowie. Do pełni szczęścia brakuje w sumie tylko wodoodpornej konstrukcji, co w przypadku takiego modelu byłoby nawet wskazane.

Wystający aparat to jedna rzecz, która denerwuje mnie w tym smartfonie, a do kompletu wszystkich minusów związanych z wyglądem i wykonaniem brakuje jeszcze dwóch. Tylną obudowę nie łatwo jest zarysować (a wiem, co mówię, bo KEYone’a używam już dwa miesiące i to bez żadnego etui), ale za to z trudem przychodzi pozbycie się wszelkim tłustych plam, które bardzo szybko pojawiają się na gumowej powierzchni. Zaskoczyło mnie też to, jak łatwo i szybko porysowało się tworzywo w miejscu diody doświetlającej, mimo tego, że znajduje się na równi z obudową (i niżej niż aparat). Dobrze chociaż, że obiektyw aparatu jest cały i mam pewność, że przynajmniej on jest zakryty szkłem odpornym na zarysowania.

Smartfon nawet pod względem rozmieszczenia przycisków i innych elementów na obudowie jest trochę nietypowy. Zacznę od tego, że większość osób mylnie spogląda na prawą krawędź w poszukiwaniu przycisku zasilania, a tak naprawdę włącznik znajduje się po lewej stronie, więc to już wymaga od nas pewnego przyzwyczajenia. Przycisk tuż pod klawiszami głośności to tak zwany Convenience Key, którego na początku wręcz wielbiłem za to, że w ogóle jest (bo dobrze wspominałem taki przycisk z Honora 7), ale później okazał się bardzo problematyczny i z „wygodą” miał niewiele wspólnego. Dlaczego? Zacznę od tego, że przycisk reaguje tylko wtedy, gdy mamy włączony ekran i możemy do niego przypisać maksymalnie trzy ulubione skróty – może to być nie tylko uruchomienie wybranej aplikacji czy funkcji z systemu (np. latarki, danych dotyczących baterii itp.), ale nawet wywołanie konkretnej opcji z zainstalowanej aplikacji (np. stworzenie nowego tweeta czy doładowanie karty w Revolucie). Brzmi genialnie i baza skrótów jest spora, ale problem polegał na tym, że skróty częściej włączały się same i to w najmniej odpowiednich momentach, a już w ogóle zwariować można było w sytuacji, gdy smartfon lądował w uchwycie samochodowym. Co więcej, gdy do przycisku nie był dopisany żaden skrót, za każdym naciśnięciem pojawiała się plansza informacyjna, że może warto coś jednak dodać i co najgorsze, za nic w świecie nie można tego całkowicie wyłączyć. Znacznie wygodniej byłoby, gdyby klawisz reagował na krótkie, długie i dwukrotne przyciśnięcie i wtedy włączał odpowiednio przypisane skróty.

Na prawym boku jest jeszcze szufladka na kartę SIM w standardzie micro i kartę pamięci microSD. USB typu C jest w standardowym miejscu, czyli pomiędzy szczelinami głównego głośnika i mikrofonu, czego nie można powiedzieć o złączu mini jack 3,5 mm, które sprytnie wpasowano w rogu na górze.

Wyświetlacz

Każdy kto nie miał tego smartfonu w rękach, ale widział w specyfikacji informację o przekątnej ekranu, od razu mówił, że ekran jest za mały. I coś mogło w tym być, bo 4,5-calowy wyświetlacz od razu kojarzy nam się ze starszymi albo bardzo kompaktowymi smartfonami i wygląda dziwnie w czasach, gdy w większości smartfonów ekran prawie wylewa się z przedniego panelu przez bardzo niewielkie ramki. Tutaj z wiadomych względów wyświetlacz zajmuje niecałe 56%, ale swoje robią też proporcje 3:2 przez co w rzeczywistości panel wygląda na większy niż wskazywałyby na to cyferki w danych technicznych.

Do wyświetlacza nie mam żadnych większych zastrzeżeń, no może poza jednym – zbyt wysoką jasnością minimalną, choć to akurat wynika bezpośrednio z typu matrycy, która ten parametr zawsze ma mniej korzystny w porównaniu do choćby AMOLED’ów. Utrudnia to trochę korzystanie ze smartfonu wieczorem (np. przed spaniem), ale tragedii nie ma. Poza tym, ekran nie wyróżnia się niczym szczególnym i można napisać, że jest po prostu dobry. Kolory są odpowiednie, kąty widzenia również, tak samo jak reakcja na dotyk. Wyświetlacz jest też bardzo szczegółowy, bo przez połączenie małej przekątnej i niestandardowej rozdzielczości, którą ja nazywam „uciętym” Full HD (1620 x 1080 pikseli) udało się uzyskać aż 433 ppi. Ochronę ekranu stanowi tutaj Gorilla Glass 4, więc nie musimy się obawiać, że powierzchnia jakoś się porysuje. Jak już wspomniałem wyżej, używam smartfonu bez żadnego zabezpieczenia, bez folii na ekranie i nie widzę żadnych zarysowań. Podoba mi się też to, że szkło na dłuższych bokach jest zaoblone i płynnie przechodzą w kierunku krawędzi, co sprawia, że łatwiej jest wysunąć np. Kartę Produktywności. Zastanawiam się jakby ten smartfon wyglądał, gdyby jeszcze trochę wydłużyć ekran i przerzucić do niego przyciski systemowe z możliwością ich ukrycia.

W ustawieniach klasycznie, jak to w czystym Androidzie bywa, choć znajdziemy tam dwie, może trzy funkcje, których nie widziałem w innych smartfonach i które są bardziej związane ogólnie z interfejsem niż bezpośrednio z samym ekranem. Pierwsze to stan baterii na krawędzi ekranu, który pokazuje się po prawej stronie, gdy podłączymy smartfon do ładowarki (na całe szczęście, można to wyłączyć). Możemy tam też włączyć bądź wyłączyć tryb uśpienia ekranu, gdy pojawi się jakieś powiadomienie, co wygląda trochę tak jak budżetowa wersja funkcji typu Always On Display. Jest też możliwość dostosowania wyglądu ostatnio uruchamianych aplikacji, które mogą pokazywać się w formie Wizytownika, Kafelków i Cegiełek – mnie mocno przypadła do gustu to ostatnie ustawienie, trochę przypominające menu z Windows Phone.

No i najważniejsze – jest też opcja dwukrotnego puknięcia w ekran, by ten się wybudził lub przygasił. Wielu użytkownikom tego brakuje w smarfonach, choć w KEYone przydaje się tylko w sytuacji, gdy próbujemy obsługiwać smartfon jedną ręką i nie mamy ustawionej blokady za pomocą palca. Bo przeciwnym razie, raczej nie jest to potrzebne.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie. Convenience Key. Wyświetlacz
  2. Android. Działanie, oprogramowanie. Klawiatura QWERTY
  3. Aparat. Bateria. Podsumowanie, Plusy i minusy

Słowa kluczowe

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Biznes-Host

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl