To co widać i to co słychać

Ekran o proporcjach dwa do jednego (lub też 18:9, jak kto woli) to nowe możliwości, ale i problemy, których wcześniej nie zaznaliśmy. Po pierwsze musimy mieć na uwadze, że nie wszystkie aplikacje dostosowane są do rozciągniętego wyświetlacza i czasami przywitani zostaniemy czarnym paskiem u dołu. Na szczęście MIUI dobrze radzi sobie z optymalizacją takich aplikacji, wystarczy dodać je do listy w menu ustawień pełnoekranowych. Pewnych rzeczy jednak tak łatwo nie ominiemy.

Tak jak widać na poniższym obrazku – film Full HD odtwarzany za pomocą programu MX Player niespecjalnie ma ochotę korzystać z potencjału wyświetlacza i zachowuje się jakby ekran miał nie 6, ale 5,6 cala. Oczywiście nie jest tak zawsze, bo zależy to od odtwarzanego materiału, ale warto mieć na uwadze, że często zysk nie jest tak duży jak by się chciało.

Pan Klawiter z dwoma paskami. Byłby trzeci i masz – reklama adidasów!

Podobnie ma się sprawa jeśli chodzi o gry – takie np. Injustice: Gods Among Us nawet po wybraniu optymalizacji w MIUI wyświetla centymetrowy biały pasek po prawej. Bardzo to nie przeszkadza, a gra, mimo złożonej grafiki działa płynnie. Za to Kingdom: New Lands (polecam!) robi genialny użytek z szerokiego wyświetlacza i pokazuje więcej niż na standardowych ekranach, co ułatwia nieco rozgrywkę pozwalając szybciej wykryć niebezpieczeństwo.

Z ciekawości sprawdziłem na dosłownie chwilę Planescape: Torment EE chcąc przekonać się, czy taki ekran nadawałby się już do jakiejś „poważnej” gry i przyznam, że jest dobrze. Co prawda – jako kontroler lepiej sprawdzi się stylus, ale jeśli mowa o rozmiarach to nie ma problemu ani z samą grą, ani z grafiką.

Jak to mówią Anglicy – „in a nutshell” (czyli „w skrócie”) – ja osobiście jestem zwolennikiem 18:9, choć jeszcze nie w takiej formie jaką tutaj widzimy, gdzie wciąż spore ramki niepotrzebnie wydłużają telefon. Marzy mi się całkowicie bezramkowy pięciocalowiec w takich proporcjach – byłby to znakomity kompromis pomiędzy wygodą użytkowania, a funkcjonalnością.

I jeszcze parę słów o dźwięku. Jako materiał testowy użyłem kilku piosenek ściągniętych przez Spotify w maksymalnej dostępnej jakości. Jako, że po bluetooth i kablu nie odczułem absolutnie żadnej różnicy, zatem rozpiszę się tylko o wbudowanych „piszczałkach”. Do testu mini jack’a oraz USB typu C (z przejściówką) użyłem słuchawek Brainwavz Delta (recenzję możecie przeczytać tutaj) gwarantujących przyzwoitą jakość w iście nieprzyzwoitej cenie i było bardzo porządnie na obu modelach – czułem dobrze cały zakres tonalny, a wokal był czysty i zrozumiały. Dodam też, że dźwięk testowałem bez modyfikacji Dolby Atmos poprawiającej maksymalną głośność i ogólne wrażenia z odsłuchu, chociaż można ją bez problemu doinstalować na obu urządzeniach (Redmi Note 5 i Mi 6).

W aucie – Sokół i Pono: wokal
Paradise – Within Temptation: wysokie tony
Bonkers – Dizzee Rascal i Armand Van Helden: niskie tony

Powiedzmy sobie szczerze – głośnik w telefonie służy do wideokonferencji oraz okazjonalnego oglądania filmów z YouTube w łóżku, gdyż uważam, że tylko do tego się nadaje. Ani przygoda z Mi 6, ani zabawa z testowanym tutaj modelem nie zmieniła mojego zdania, bo może i słoń nadepnął mi na ucho, ale jeszcze nie jest tak źle abym polecał komukolwiek słuchanie muzyki z telefonicznego głośnika (w dodatku mono). Owszem, głośność stoi na przyzwoitym poziomie, szczególnie w mieszkaniu, które robi za pudełko rezonansowe – Redmi Note 5 jest ciut głośniejszy. Owszem, nie ma trzasków, pierdów, przebić czy przesterów, a wokal jest zrozumiały. Ale ani sopran nie powoduje pożądanego efektu gęsiej skórki, ani bas nie burczy w brzuchu jak po tygodniu głodówki. Posłuchać sobie piosenki można, tylko po co? Siadaj, dostateczny.

Aparat w Redmi Note 5 – jak sobie radzi?

I przechodzimy do zdjęć, czyli do tego co większość domorosłych fotografów (którzy myślą, że ekspozycja to jest wtedy, kiedy robisz to ze swoją byłą) lubi najbardziej. Jeśli jednak nie chce ci się czytać dalej to wiedz, że jest spoko. Używając szkolnej skali ocen dałbym Redmi Note 5 cztery z minusem, bo choć na pełną czwórę nie zasługuje, to podoba mi się, że Xiaomi się stara i z roku na rok widać coraz większe postępy. Na zachętę, bo jest zdolny, ale leniwy.

Rozmawiając o aparatach nie ma co strzępić sobie pióra na suchym tekście, przejdźmy zatem do obrazków:

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-02

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-01

Efekt HDR wyszedł poprawnie, ale jednak bardziej podoba mi się na Xiaomi Mi 6 – więcej detali na drzewach oraz większa rozpiętość kolorów.

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-04

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-03

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-06

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-05

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-10

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-09

Zaskoczenie – efekt bokeh wyszedł lepiej na Redmi Note 5! Z tej samej odległości pokazuje więcej, a do tego lepiej złapało ostrość.

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-08

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-07

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-11

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-12

Punkt dla Redmi Note 5 – potrafi złapać ostrość z mniejszej odległości.

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-13

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-14

Tu z kolei, punkt dla Xiaomi Mi 6 – więcej detali i lepsze kolory.

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-15

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-16

Xiaomi Mi 6 pokazał mnie bardziej naturalnie i zachował więcej szczegółów tła.

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-17

xiaomi-redmi-note-5-recenzja-aparat-18

Tu bezapelacyjne zwycięstwo Redmi Note 5 – algorytmy pokazały klasę, a przecież ma jeszcze do dyspozycji przednią diodę doświetlającą!

Powiem tak od serca, że jestem mega zaskoczony. Spodziewałem się, że kamerka z telefonu za 600 złotych (w Xiaomi Polsce Redmi Note 5 zaczyna się od 899 złotych) nie będzie miała żadnego startu do tego za ponad dwa razy tyle, a tu się okazało, że nawiązała walkę jak równy z równym! Byłem pewny, że wynik będzie czystą formalnością, a tu klops, bo mam problem z wyłonieniem zwycięzcy.

Za Redmi Note 5 przemawia świetna przednia kamera dająca radę nawet w ciemnościach, lepsze łapanie ostrości i szerszy kąt w głównym aparacie. Z kolei Xiaomi Mi 6 bardziej realistycznie oddaje kolory i pokazuje więcej detali, również w nocy, a ponadto posiada bogatszy tryb manualny. Ciężki orzech do zgryzienia, dlatego decyzję pozostawię Wam.

Co do filmów to z początku miałem nawet taki pomysł, aby nagrać jakiś vlog z Chin w stylu Weroniki Truszczyńskiej i wrzucić to na YouTube, ale kiedy już nagrałem materiał to okazał się tak suchy i bez ikry, że byłoby mi wstyd jakby to ktoś jeszcze zobaczył. Jak się okazuje blogowanie i vlogowanie to dwa różne światy, a ja tracę całą pewność siebie i urok osobisty tuż po naciśnięciu przycisku nagrywania. Pozostaniemy zatem przy suchym tekście, a tych którym to nie wystarczy odsyłam do lepszych od siebie.

Krótko i na temat: Jak nie widać różnicy to po co przepłacać?. Poważnie, z ręką na sercu, jestem minutę po obejrzeniu materiałów z obu telefonów, w tej samej rozdzielczości i ciężko mi natrafić na znaczące różnice. Na korzyść Xiaomi Mi 6 działa nieco bardziej odszumiony dźwięk, co jednak wcale nie oznacza, żeby Xiaomi Redmi Note 5 był w tej kwestii jakiś niewyraźny. Niestety minus wędruje do Note’a za względu na „pierdzący” odgłos podczas przybliżania obrazu, chociaż mam nadzieję, że to tylko efekt folii ochronnej. Co interesujące – wydaje się jakby stabilizacja nagrania lepiej działała w Redmi, nawet mimo tego, że ten telefon – w przeciwieństwie do Mi 6 – nie ma optycznej stabilizacji (pozostaje tylko elektroniczna). Wszystko inne – łapanie ostrości, reakcje na zmiany natężenia światła, odwzorowanie kolorów i szczegółowość stoi na bliźniaczym poziomie – zaznaczam, że wystarczającym, aby bawić się w amatorskie nagrywanie i vlogi na YouTube, nie będzie się czego wstydzić.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie, działanie. Wyświetlacz
  2. MIUI, funkcje, wydajność. Różnice w wersjach softu
  3. Aparat, filmy, dźwięk. Porównanie foto z Xiaomi Mi 6
  4. Bateria, krótkie testy. Podsumowanie