Recenzja ładowarek BlitzWolf BW-S6 i BW-S11. Co dwie dziurki to nie jedna…

Jestem w stanie się założyć, że przynajmniej raz mieliście taką sytuację, w której musieliście naładować dwa urządzenia w tym samym czasie. Nieważne czy były to dwa smartfony, smartfon i tablet czy tak jak w moim przypadku, smartfon i zegarek. Teoretycznie potrzebujemy do tego dwóch ładowarek, które dobrze by było żebyśmy mieli zawsze gdzieś pod ręką. Ale są też takie ładowarki, które mają więcej niż jedno wyjście do ładowania i ratują sytuację. Oto BlitzWolf BW-S6 i BlitzWolf BW-S11. Właśnie takie ładowarki przez ostatnie dni mogłem testować i sprawdzić jak sobie radzą w praktyce. 

Standardowo, trochę o wyglądzie, chociaż niektórzy mogą od razu napisać – jaka ładowarka jest, każdy widzi. Okazuje się jednak, że w porównaniu do tych standardowych adapterów jest trochę zmian. Obydwie ładowarki BlitzWolf są do siebie bardzo podobne, ale są też zauważalnie większe od takiego klasycznego adaptera, który znajdziemy w zestawie ze smartfonem. Mają ten sam rozmiar, ten sam kształt i założę się też o cztery paczki ryżu, że taką samą wagę, chociaż akurat tego nie sprawdzałem. Jedyne informacje jakie znalazłem to te na pudełku, które wskazują na około 150 gramów. Dobrze, że ładowarki dotarły do mnie dwóch kolorach, bo łatwiej będzie zapamiętać, która jest która. Czarna ładowarka to model BW-S6 z obsługą technologii Quick Charge 3.0, a biała to model BW-S11 gdzie jedno z wyjść to USB typu C i oprócz Quick Charge 3.0 obsługuje też funkcję Power Delivery.

Ładowarki są wykonane z tworzywa sztucznego i na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie solidnych produktów. Nic tu nie trzeszczy, nie śmierdzi, a trzymając je w ręce mamy pewność, że nie są to jakieś badziewia z bazaru, które spalą nam telefon, a przy okazji pół mieszkania. Jedyne do czego można się przyczepić to błyszcząca powierzchnia, która po chwili zamienia się w policyjną kartotekę i rysuje się od samego patrzenia. Ja po kilku dniach miałem już widoczne rysy i jak zwykle, nie wiedziałem skąd się tam wzięły. I tutaj za bardzo tego nie rozumiem. Skoro mamy do czynienia z ładowarką, którą będziemy używać niemal codziennie, często ze sobą gdzieś tam zabierać i raczej nie zwracać uwagi na na nią tak bardzo jak na smartfona, to lepiej pasowałoby matowe, bardziej praktyczne wykończenie. Dlatego też, jeżeli zdecydujecie się na zakup to lepiej jest wybrać białą wersję, na której ewidentnie widać mniej zarysowań. Trzeba pamiętać, że w dwóch kolorach jest dostępna ładowarka BlitzWolf BW-S6, a BlitzWolf BW-S11 jest tylko w kolorze białym.

Ładowarki mają aż osiem technologii, które czuwają nad bezpieczeństwem nie tylko naszym, ale też naszego urządzenia. To zasługa technologii, którą BlitzWolf określa jako Power 3S. Nie wdając się w szczegóły, bo ze mnie elektryk jak z malucha limuzyna, adaptery mają zabezpieczenia między innymi przed przegrzaniem, przepięciami w sieci, przeciążeniami czy spadkami napięcia, więc krótko mówiąc, możemy spać spokojnie.

Ładowarka sama „dogada się” z urządzeniem i dobierze odpowiednie parametry ładowania

Przechodzimy do ładowania. Obydwie ładowarki mogą dostarczyć maksymalnie 30 W, ale tutaj trzeba zaznaczyć, że jest to sumaryczna wartość dla dwóch portów USB. To na górze, nazwijmy je tym słabszym, daje moc 12 W przy maksymalnym natężeniu 2,4 A a to niżej (zaznaczone kolorem pomarańczowym w modelu BW-S6) dostarczy maksymalnie 18 W. Przy tym mocniejszym wyjściu mamy podanych trochę więcej cyferek i zakresów, ale nie martwcie się, ładowarka jest na tyle sprytna, że dogada się z układem ładowania w telefonie i sama ustawi odpowiednie parametry prądu. A przynajmniej powinna, w teorii. Tak to prezentuje się w liczbach:

BlitzWolf BW-S6

  • Port 2,4 A: 5.0 V ⎓ 2,4 A
  • Port QC 3.0: 3.6-6,5 V ⎓ 2,4 A / 6.5-9 V ⎓ 2 A / 9-12 V ⎓ 1,5 A

BlitzWolf BW-S11

  • Port 2,4 A: 5.0 V ⎓ 2,4 A
  • Port QC 3.0: 5 V ⎓ 3 A / 9 V ⎓ 2 A / 12 V ⎓ 1,5 A

Zacznijmy od tego, że Quick Charge 3.0 jest kompatybilne w dół, więc urządzenia wspierające wersję 2.0 też będą się szybko ładowały, oczywiście na tyle, na ile pozwala dana technologia. Ładowarki BlitzWolf mają obsługiwać większość technologii szybkiego ładowania, jak chociażby Fast Charge i Super Charge od Huawei’a, adaptacyjne ładowanie od Samsunga czy szybsze ładowanie od Apple (2,4 A). Super, ale lepiej na tym polu wypada USB-C Power Delivery, które jak tylko się ustandaryzuje, to wszystkie inne technologie szybkiego ładowania odejdą w niepamięć. Pewnie już by tak się stało gdyby nie fakt, że każdy większy producent chce się pochwalić czymś swoim. Super, Fast, Quick, Hiper, Ultra, Dash i tak dalej. Robi się zamieszanie, a Power Delivery może to uprościć. Jedna technologia, jeden kabelek USB Type C i tyle. Pokrótce, Power Delivery jest w stanie uciągnąć nawet 100 W (do 20 V ⎓ 5 A), dlatego coraz częściej wykorzystuje się USB Type C jako złącze do ładowania w laptopach (np. MacBookach czy MateBookach).

Do moich krótkich testów użyłem BlackBerry KEYone z Quick Charge 3.0 i Honora 10 z Super Chargem, ale wcześniej sprawdziłem też starszego Huawei P9 z Quick Charge, o czym później. O ile ten pierwszy dogaduje się z ładowarką bez problemu, tak Honor 10 jest już bardziej kapryśny. Sprawa wyglądała tak. Po podłączeniu Honora 10 do ładowarki od BlitzWolf, niezależenie czy do USB z Quick Chargem czy tego zwykłego 2,4 A, miernik pokazywał prąd o napięciu 5 V i natężeniu 2 A. Po podłączeniu do fabrycznej ładowarki z Super Chargem, miernik zaczął trochę wariować, tak jakby nie mógł dobrać odpowiedniego napięcia i natężenia. Rzeczywiście na początku na ekranie Honora 10 pojawiła się informacja o szybkim ładowaniu, ale po chwili, samo przełączyło się na normalne ładowanie z prądem o natężeniu niewiele wyższym niż 1 A.

Wyglądało to dziwnie, ale po przeanalizowaniu wszystkiego doszedłem do wniosku, że wina leży po stronie mojego miernika. Jak dogrzebałem się do jego specyfikacji to okazało się, że obsługuje prąd o natężeniu do 3,5 A. Na przyszłość trzeba będzie kupić coś lepszego. Jak wiadomo, technologia Super Charge działa tak, że w początkowej fazie ładowania obniża delikatnie napięcie (do ok. 4,5 V) podnosząc jednocześnie natężenie prądu nawet do prawie 5 A. Wtedy „pompuje” prąd dużo szybciej, a smartfon po pół godzinie pod ładowarką ma prawie 50%.

Wracając do Huawei P9, którego z powodzeniem używa moja żona, tutaj BlitzWolf BW-S6 działał bez zarzutu. Huawei P9 był jednym z pierwszych smartfonów gdzie Chińczycy wrzucili szybsze ładowanie (szybsze od 5 V ⎓ 1 A) i tę technologię określili jako Quick Charge. Polegało to na tym, że ładowarka mogła dać nawet 18 W i polegało to na dynamicznym dostosowaniu napięcia 5 V lub 9 V przy natężeniu na poziomie 2 A.

Jeżeli chodzi o temperaturę to tutaj nie zauważyłem żadnych anomalii. Temperatura ładowarki podczas pracy dochodziła do 40-44 stopni, co jest optymalną wartością, biorąc pod uwagę, że przykładowo, smartfon z uruchomioną nawigacją w samochodzie w upalny dzień potrafi taką granicę przekroczyć. Podobna temperatura była przy wyjściu Quick Charge 3.0 (trzecie zdjęcie). Ładowarki nie wydawały żadnych niepokojących dźwięków, co często dzieje się w jakichś noname’owych sztukach.

Ładowarką z Power Delivery bez problemu naładujemy też konsolę Nintendo Switch, iPada Pro, MacBooka czy inne urządzenia, które potrzebują trochę więcej prądu. Jedyne o czym musimy pamiętać to dokupienie przewodu, który po obu stronach będzie miał USB typu C. No właśnie i jeszcze słówko odnośnie tego przewodu. Według mnie powinien być taki w zestawie z każdą ładowarką, nawet jeśli taki zestaw kosztowałby kilka dolarów więcej. Byłbym skłonny dopłacić, bo wiem za co płacę. Tak nawiasem, jeżeli ktoś szuka porządnego przewody USB typu C to BlitzWolf też ma taki w ofercie. Nazywa się BlitzWolf BW-TC8 i przeważnie kosztuje niecałe 10 dolarów.

BlitzWolf BW-S6 i BW-S11 – czy warto kupić? 

Odpowiadam, po jednej – Tak! Słowem podsumowania, takie ładowarki okazują się cholernie przydatne jeśli rzeczywiście mamy trochę więcej elektroniki w użyciu. Ktoś wpadł na fajny pomysł. Ja wychodzę z założenia, że lepiej jest mieć jedną, mocną i nadal poręczną ładowarkę z dwoma czy nawet trzema wyjściami niż kilka kilka ładowarek osobno. Raz, że zajmują mniej miejsca, a dwa, są znacznie wygodniejsze do przenoszenia. Pamiętam sytuacje na wyjazdach na targi, gdzie trzeba było wziąć kilka ładowarek żeby w jednej chwili naładować cały „ekwipunek”. Przeważnie były to 3-4 smartfony, smartwatch czy jakaś inna opaska, a do tego czasami jeszcze kilka innych dupereli, niekoniecznie tylko swoich. A jak wiadomo, w hotelu zazwyczaj okazuje się, że listwa zasilająca została jednak w domu, a do dyspozycji jest tylko jedno gniazdo, przeważnie zajęte przez lampkę nocną.

Według mnie warto się w takie akcesoria wyposażyć, tym bardziej, że wcale nie kosztuję dużo. Co prawda mnie ładowarki udostępnił producent, ale jak sprawdzałem to można je kupić na Amazonie czy chińskim Banggood. Jeśli chodzi o ceny to model BW-S6 zamyka się w przedziale 11,99 – 13,99 dolarów, a BW-S11 spokojnie kupimy za maks. 14,99 „zielonych”.

Jak już wspomniałem wyżej czy w recenzji wideo, mnie najbardziej przeszkadzają dwie rzeczy. Pierwsza to błyszcząca, „fortepianowa” obudowa, która bardzo szybko zbiera różne zarysowania i zabrudzenia. Druga to ten nieszczęsny przewód, który powinien być w zestawie, szczególnie w przypadku modelu BW-S11. Wiadomo, przewód można dokupić osobno, ale fajnie wyglądałby jakiś ciekawy bundle.

Słowa kluczowe

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl