Muszę przyznać, że smartfony marki Honor od zawsze mają „pod górkę” i pewnie domyślacie się dlaczego. Wszystko przez to, że mają premierę zaraz po pokazaniu flagowych modeli od Huawei, a zainteresowane osoby pokładają w nich spore nadzieje, jednocześnie zadając sobie dwa najważniejsze pytania. W przypadku najnowszego modelu, czyli Honor 10 jst to przede wszystkim – „Czy dużo zmieniło się względem poprzednika?” i „Kupić czy lepiej dołożyć do Huawei P20?”. Mam nadzieję, że w mojej opinii na temat najnowszego Honora rozwieję trochę wątpliwości. 

Bardzo dobrze wspominam Honora 7, bo był to jeden z pierwszych smartfonów, które ściągnąłem na własną rękę z Chin żeby tylko go przetestować. Nadal uważam, że kilku rozwiązań brakuje mi z niego w dzisiejszych smartfonach, a od jego premiery minęły już prawie trzy lata. Jeżeli miałbym odwrócić sytuację to największy „meh” wywołał u mnie Honor 9 i jeszcze przed tym jak trafił do mnie tytułowy model wiedziałem, że nie będzie miał trudnego zadania by być lepszym.

Od razu napiszę, że nie trafił do mnie najładniejszy model jaki jest dostępny w sprzedaży. Oczywiście, ile osób tyle opinii, ale według mnie najbardziej efektownie prezentuje się smartfon w kolorze Phantom Blue. W każdej wersji kolorystycznej obudowa z tyłu mieni się pod różnym kątem i w charakterystyczny sposób odbija światło, ale właśnie w wersji niebieskiej wygląda to najlepiej. Pod tym względem Honor 10 wygrywa z Huawei P20, o ile oczywiście głównym kryterium jest to, który smartfon bardziej przyciąga uwagę (purpurowo-zielony tył ma tylko P20 Pro). Nie jest jednak tak, że czarny Honor 10 jest brzydki i w ogóle nie warto się nim interesować. Jest może trochę nudniejszy, ale docenią go przede wszystkim ci, którzy szukają bardziej stonowanego designu z lekką szczyptą „czegoś” ciekawego, innego.

Do wykonania Honora 10 nie można mieć zastrzeżeń. Mimo tego, że z przodu jak i z tyłu jest szkło to smartfon wydaje się być solidny i dobrze zbudowany. Tył ładnie zachodzi na boki przez co trzymając smartfon nie czujemy ostrych krawędzi ramki, bo po prostu takich tam nie ma. Od zawsze zwracam na ten aspekt uwagę i teraz jeszcze bardziej się to uaktywniło. Równolegle z Honorem 10 testowałem też najnowszego Zenfona 5 od Asusa i tam krawędzie były ostrzejsze i znacznie bardziej wyczuwalne. Honor 10 jest na pewno jednym z lżejszych flagowców 2018 roku, bo waży raptem 153 gramy, ale nie można go też nazwać „patelnią”, mimo tego, że ekran ma 5,84 cala. Tutaj widać zasługę wydłużonych proporcji ekranu i notcha (w końcu się na coś przydał).

Ale smartfon ma dwie rzeczy, do których muszę się przyczepić. Jedna z nich to trochę wystający aparat, choć trzeba przyznać, że w czarnej wersji jakoś mocno nie rzuca się w oczy. Ale wystaję i mimo tego, że tak jest teraz w niemal każdym smartfonie, wspomnieć trzeba. Druga kwestia jest ważniejsza i na pewno bardziej irytująca. Smartfon jest cholernie śliski! Wystarczy minimalnie pochylona powierzchnia, by sam zaczął się przesuwać, a położenie go na nodze, wyjęcie z kieszeni spodni czy niewłaściwe złapanie czasami powoduje, że serce szybciej bije. Ale, jak to się mówi, coś za coś i wygląda na to, że Huawei to wie, bo w zestawie z telefonem mamy proste, przezroczyste etui. Pomimo tego, że gdzieś u Chińczyków dorwiemy takie coś za mniej niż dolara to niesamowicie się przydaje, jest prawie idealnie dopasowane do smatfonu i sprawia, że trzymamy go pewniej. Poza tym, zrównuje się z aparatem, więc to też plus. A skoro już o zabezpieczeniach mowa, to na ekranie znajdziemy fabrycznie naklejoną folię ochronną.

Zdaje się, że Honor 10 wszystko ma na miejscu. Na spodzie USB typu C z głośnikiem i mini jackiem (tak, nie zrezygnowano z niego, a w P20 jacka nie znajdziemy), przycisk zasilania i te od głośności na prawej krawędzi, a na lewej, w górnej części szufladka na karty SIM. Tutaj trzeba zaznaczyć, że tylko na dwie karty SIM w standardzie nano, bo do smartfonu nie jesteśmy w stanie włożyć karty pamięci. Ja wolałbym mieć taką możliwość, a jeśli miałbym już iść na kompromis to musiałbym mieć dużo pamięci wewnętrznej. Przykładowo tak jak w testowanym egzemplarzu – 128 GB. Truskawką na torcie jest z pewnością port podczerwieni, który zamienia smartfon w uniwersalny pilot. W Huawei P20 takiego czegoś nie uświadczymy.

Patrząc na Honora 10 nie trudno dostrzec, że moda na notch’a go nie ominęła

Ekran ma wcięcie u góry, ale pomimo tego, że jestem tego wielkim przeciwnikiem, to notch w tym smartfonie jakoś mocno mi nie przeszkadzał. Przede wszystkim nie wygląda tak, jakby był tam wciśnięty na siłę (jak w większości smartfonów, które chcą wyglądać jak iPhone X), a miejsce w wycięciu jest dobrze zagospodarowane przez głośnik, kamerę i czujniki. Dobrze wygląda to też od strony oprogramowania i moim skromnym zdaniem, znacznie lepiej to ogarnęli niż w takim Zenfonie 5. Mimo podobnej rozdzielczości, elementy na skrawkach ekranu po obu stronach wycięcia są mniejsze, a co za tym idzie, mieści się ich tam więcej. Nawet jeśli dostaniemy powiadomienia z kilku aplikacji to ikony powinny się zmieścić w pasku.

Honor 10 nie ma rekordowo smukłych ramek wokół ekranu, ale sam ekran jest ładnie zaokrąglony na rogach przez co całościowo prezentuje się naprawdę dobrze. W tym przypadku nie chodzi o to by być „naj”, chodzi raczej o to, by było praktycznie i wygodnie. Według mnie, udało się to osiągnąć. Od strony technicznej mamy do czynienia z matrycą IPS, choć czasami miałem wrażenie, że jest to AMOLED, szczególnie patrząc na czerwony kolor i maksymalną czy minimalną jasność. Poważnie, wyświetlacz był czytelny, a w nocy nie raził po oczach (może nie był aż tak wygaszony jak w Samsungach, ale było bardzo blisko). Dobrze reagował na dotyk, ale miałem wrażenie, że folia ochronna lekko stopowała palec przez co nie poruszał się on z taką swobodą. Najbardziej wpieniało mnie jednak to, że wokół folii zbierało się mnóstwo kurzu, który ciężko było usunąć.

W ustawieniach znajdziemy sporo opcji dotyczących ekranu, ale ja skupię się na tych, które są według mnie najważniejsze. Dla mnie najistotniejsze było to, że mogłem dopasować rozmieszczenie ikon na ekranie głównym, by wszystkie aplikacje były od razu na pulpitach lub schowane w szufladzie (z przyzwyczajenia wybrałem to pierwsze) czy programowe ukrycie wcięcia w ekranie, co wyglądało najlepiej ze wszystkich smartfonów z notchem, które testowałem. Nie zabrakło też funkcji obsługi jedną ręką, podziału ekranu na dwie części czy zmiany wielkości wyświetlanych elementów takich jak tekst i obrazy.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie. Wyświetlacz
  2. Aparat i AI. Działanie, funkcje i obsługa
  3. Bateria. Podsumowanie, Plusy i minusy