Z każdą nową technologią jest tak, że najpierw musi przejść przez etap prototypowania i łatania błędów wieku dziecięcego. Następnie biorą się za nią dizajnerzy, których zadaniem jest opracowanie intuicyjnego interfejsu i pociągającego wyglądu. Dopiero kiedy skończą, nowalijka jest gotowa do wypuszczenia na rynek. W teorii. Oto test bezprzewodowych słuchawek Meizu POP.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o telefonach z dotykowym ekranem wiedziałem, że muszę to mieć. Uskładałem trochę grosza i po taniości kupiłem używane PDA. Z początku frajdy było co niemiara, ale im dalej w las tym więcej drzew. Zaczęły pojawiać się ograniczenia, błędy, sterowanie wcale nie było takie wygodne. Technologia nie została jeszcze wystarczająco dopracowana, kupiłem produkt przedwcześnie i taki był rezultat.

Piszę o tym, gdyż chcę nawiązać do bezprzewodowych słuchawek AirPods. Te maleństwa bardzo mnie zauroczyły i od kiedy je ujrzałem wiedziałem, że pewnego dnia nabędę coś w tym stylu. Tylko może nie oryginały od Apple, bo aż takim Rockefellerem nie jestem, aby lekką ręką wyrzucić dwieście dolców za dokanałówki. Pomyślałem sobie jednak, że za połowę tej kwoty dałbym się już skusić.

Pozostało uzbroić się w cierpliwość. Czekałem blisko dwa lata aż w końcu pojawił się model bliski mojemu sercu i kieszeni – Meizu POP.

Na papierze zgadzało się absolutnie wszystko – budząca zaufanie marka (a za taką Meizu uchodzi w Chinach), świetny wygląd, ładowanie bezprzewodowe, uczciwa bateria. Nie zabrakło też wodoszczelności, czy raczej odporności na zachlapania. No i oczywiście cena nieprzekraczająca jednego Franklina (499 juanów czyli około 270 złotych). Zbliżające się urodziny również były doskonałym pretekstem, aby zażyczyć sobie owe pchełki w ramach prezentu.

Już wkrótce miałem się przekonać – czy to już? Czy czekałem wystarczająco długo?

Dwa tygodnie później…

Zanim wydam werdykt skazujący ten sprzęt na popularność tudzież wieczne zapomnienie, wymieńmy pokrótce wszystkie elementy składowe. Czego wymaga się od tego typu sprzętu?

  1. Solidnej konstrukcji i ładnego wyglądu
  2. Komfortu noszenia i wygodnego sterowania
  3. Poprawnej jakości dźwięku
  4. Długodystansowej baterii
  5. Stabilnego połączenia

Kolejność powyższych punktów jest tutaj wyjątkowo nieprzypadkowa, a jej przyczyny dowiecie się już z następnych akapitów tej recenzji. Zanim jednak zaczniemy pozwólcie mi przypomnieć specyfikację zestawu:

  • Bluetooth 4.2
  • częstotliwość: 20 Hz – 20 kHz
  • moc: 5 mW
  • impedancja: 16Ω
  • głośność słuchawek: 101 dB/1 kHz
  • czułość mikrofonu: -38 dB/1 kHz
  • bateria: 85 mAh (3 godziny muzyki, słuchawka), 700 mAh (pudełko)
  • bateria/ładowanie: 1,5 godziny (słuchawki), 2,5 godziny (pudełko)
  • waga: 5,6 g (słuchawka), 48 g (pudełko)
  • wodoszczelność IPX5

Co prawda nie będę się rozpisywał nad walorami estetycznymi kartonowego opakowania (choć wygląda wyjątkowo porządnie), ale już to co znajdziemy w środku zasługuje na uznanie.

Jeśli tak jak ja nie mogliście nasycić się grafikami promocyjnymi to wiedzcie, że na żywo sprzęt prezentuje się równie okazale.

Jest plastik i jest Plastik. Słuchawki od Meizu oraz chroniąca je „szkatułka” wykonane są z tego drugiego. To jak leży w dłoni, faktura powierzchni, brak jakichkolwiek luzów, kolorystyka i wykończenie budzi uznanie. Nic nie nosi choćby najlżejszych śladów tandety.

Bardzo do gustu przypadł mi również magnes utrzymujący słuchawki wewnątrz pudełka. Jest mocny – nic nie wypada nawet po odwróceniu do góry nogami. Jest również wyjątkowo precyzyjny. Oznacza to, że nasze małe pizdryki możemy zapakować po ciemku, bezwzrokowo. I nawet wtedy mamy pewność, że wskoczą do domku tak jak trzeba. Ergo – brak problemów z ładowaniem.

Co do samych pchełek to ich dizajn stoi na równie wysokim poziomie. Są naprawdę malutkie, obłe i przyjemnie siedzą w uszach. A przy okazji nie narobią właścicielowi obciachu. Na siłę mógłbym się niby przyczepić do tego, że mamy tu do czynienia ze śliskim, połyskliwym tworzywem. Oznacza to, że pojawienie się zarysowań jest tylko kwestią czasu. Jasna kolorystyka powinna jednak to dobrze zamaskować.

Podsumowawszy wrażenia organoleptyczne i używając szkolnej skali ocen, daje nam to mocną piątkę.

Zanim zdecydowałem się na zakup całkowicie bezprzewodowych „grajków” sporo myślałem, czy to faktycznie będzie się trzymać ucha. Takie AirPodsy wyglądają jakby najlżejszy zefirek potrafił je wywiać z małżowin użytkownika. To nie tylko szansa na potencjalną stratę gadżetu, ale przede wszystkim ciągłe uczucie dyskomfortu towarzyszące wszelkim gwałtownym ruchom. Nie wiem jak wy, ale ja nie tego oczekuję po sprzęcie kupionym do zabawy na zewnątrz, w tym biegania.

Na szczęście moje obawy zostały szybko rozwiane przez pierwszych recenzentów POP’sów, co też skłoniło mnie do zakupu.

I faktycznie – maluchy siedzą w uszach jak przyklejone. Żeby nie było – nie wchodzą „na wcisk”, tylko po prostu dobrze się mieszczą w małżowinie. Można biegać, ćwiczyć, a nawet uprawiać lekkie sporty – z mojej strony było świetnie. Wiadomo jednak, że każdy ma nieco inną budowę ciała, dlatego na chwilę oddam głos mojej żonie abyście mogli poznać opinię zawodniczki wagi piórkowej:

To chyba nie jest dla kobiet… Niby teraz pewnie siedzą w uchu, ale mocno wystają i bałabym się w tym wykonywać jakichś gwałtownych ruchów. Mogą wypaść w każdym momencie. Do tego trochę rozpychają się w środku i pewnie po dłuższym czasie stałoby się to bardzo niewygodne.

Dodam jeszcze, że w zestawie mamy trzy różne pary silikonowych „główek”, tak aby każdy mógł znaleźć pasujący rozmiar. Na domiar tego producent dołożył jeszcze dwie pary wykonanych z tego samego materiału gumek – te nakładamy na pchełki, aby jeszcze lepiej siedziały w uszach. Mnie po takim zabiegu już zaczęło to cisnąć, więc sobie darowałem i używam POP’sów „na golasa”.

Odnośnie sterowania, jak na dość ograniczoną powierzchnię, rozwiązano to wyjątkowo zacnie. Każda ze słuchawek ma swój panel dotykowy, który w różny sposób reaguje na poszczególne dotknięcia. Jest to łatwe do zapamiętania, niemalże intuicyjne, o czym wspominałem już w pierwszych wrażeniach. A działa to tak:

  • dotknięcie prawej zatrzymuje/wznawia odtwarzanie,
  • podwójne dotknięcie w prawą to kolejny utwór, w lewą – poprzedni,
  • przytrzymanie palca na prawej robi głośniej, na lewej – ciszej,
  • kiedy ktoś do nas dzwoni wystarczy dotknąć dowolną słuchawkę, aby odebrać połączenie lub przytrzymać, aby odrzucić,
  • potrójne pacnięcie w którąkolwiek wyzwala asystenta głosowego (od Meizu, dostępny tylko na ich telefonach).

Biorąc wszystkie za i przeciw – mocno osobista ocena cztery plus. Jako właściciel potężnych małżowin nie mam urządzeniu nic do zarzucenia. Zaznaczam jednak, że ktoś nie tak hojnie obdarzony przez matkę naturę może mieć podstawy do narzekań.

Nie daję piątki, gdyż powierzchnia dotykowa czasem nie łapie tego, że jej dotknęliśmy. Albo zamiast podwójnego rozpoznaje pojedynczy. Należy być bardzo precyzyjnym i uczciwie przyłożyć palec. Chociaż może dzięki temu nie mamy przypadkowych tapnięć, które mogłyby się zdarzyć gdybyśmy tylko musnęli panel drapiąc się po uchu. Tak czy inaczej – wygodniej się tego rozwiązać chyba nie dało, zabrakło jedynie nieco lepszej kalibracji.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, konstrukcja, wykonanie. Wygoda użytkowania
  2. Jak grają Meizu POP? Porównanie z Xiaomi Mi Sports i Brainwavz Delta
  3. Bateria, Połączenie. Podsumowanie.