Muszę się wam do czegoś przyznać. Ze smartfonami Asusa nigdy nie miałem po drodze. Może przez to nie zawsze traktowałem je poważnie i po prostu ciężko byłoby mi się do nich przekonać. Założeniem Tajwańczyków było stworzenie smartfona tańszego, ale oferującego podobną (czy nawet taką samą) jakość wykonania i komfort używania, co bardziej znana, droższa konkurencja. Najbardziej zapadł mi w pamięci Zenfone 3, który był bardzo udanym modelem, a Czwórkę to ledwo co kojarzę. W tym roku przyszedł czas, by sprawdzić co potrafi Asus Zenfone 5. I co tu dużo mówić – jest dobrze, ale spodziewałem się po nim znacznie, znacznie więcej.

Asus Zenfone 5 dotarł do mnie na testy niemal w tym samym czasie, co Honor 10. Pozwoliło mi to na porównanie ich pod niemal każdym względem. Obydwa modele w pewnym sensie ze sobą konkurują, choć tego drugiego pozycjonuje się nieco wyżej (także ze względu na cenę). Ale mogę się założyć, że znajdzie się kilka osób, które porównują ze sobą obydwa smartfony i mocno wahają się co wybrać. Tutaj napiszę Wam jakie są moje wrażenia z testowania najnowszego Zenka, ale jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o nowym Honorze, to jego recenzję przeczytacie tutaj.

Biorąc do ręki czy nawet tylko patrząc na najnowszego Zenfona od razu przychodzi na myśl tylko jeden smartfon – iPhone X. Widać skąd producent czerpał inspirację, ale po czasie okazuje się, że nie tylko on, bo obecnie jest kilkadziesiąt modeli, które w mniej lub bardziej udolny sposób zaadoptowali wcięcie u góry w ekranie i tak zwaną „bródkę” na dole. Asus zrobił to na czwórkę z plusem, bo miejsce notcha ładnie zagospodarował i nie wciskał na siłę czytnika czy swojego logo w pasku na dole (który swoją drogą jest sporo większy niż ten w jubileuszowym iPhonie). Ekran ma ładnie i mocno zaokrąglone rogi i ogólnie w dłuższej perspektywie czasu można się do wyglądu przedniego panelu przyzwyczaić.

Asus Zenfone 5

Zenfone 5 jest wykonany solidnie i standardowo. Oznacza to, że mamy tutaj dwie tafle szkła połączone aluminiową ramką, czyli to co w ostatnich latach można było spotkać w niemal każdym smartfonie. Do spasowania elementów nie można mieć zastrzeżeń, cała konstrukcja daje wrażenie wytrzymałości, nic się nie ugina, a sam smartfon jest dobrze wyważony. Trzeba też wspomnieć, że zarówno z przodu jak i z tyłu mamy tutaj szkło Gorilla Glass 3, które osobiście uważam za najbardziej odporne na zarysowania.

Szkło na ekranie dodatkowo jest ładnie zaoblone na krawędziach, ale co z tego jak całość psują ostre krawędzi ramki. Jest to bardzo nieprzyjemne uczucie, a w połączeniu z bardzo śliską obudową z tyłu sprawia, że trzeba uważać i dwa razy sprawdzać gdzie odkłada się telefon. Ja byłem trochę w szoku jak Zenek zjechał nawet ze swojego pudełka, mimo tego, że leżało na prostym biurku. Na szczęście w zestawie dodali proste, silikonowe etui, z którego cieszę się podwójnie – nie dość, że jest dokładnie dopasowane i zabezpiecza obudowę przed paluchami i zarysowaniami, to jeszcze znacznie poprawia komfort chwytu.

Asus Zenfone 5

Przyciski są cienkie, ale na ich pracę nie można narzekać, po lewej stronie znajdziemy miejsce na karty (dwie nanoSIM lub jedna nanoSIM i karta pamięci), a od spodu USB typu C i mini jacka. Znowu muszę napisać, że standard (choć coraz rzadziej widzi się jacka w topowych smartfonach) i naprawdę miłym dodatkiem były chociażby port podczerwieni, którego jeszcze w Zenfonach nie było. Na plus z kolei dwa mikrofony, gdzie jeden redukuje szumy z otoczenia.

Wyświetlacz – kto wie czy nie kluczowy element wizualny nowego Zenfona?

Gdybym jednak miał zebrać wszystkie plusy i minusy samego ekranu to chyba byłoby po równo. Oznacza to, że w mojej opinii ten ekran ani nie jest jakiś wybitnie dobry, ale nie jest też taki, którego przez notcha trzeba całkowicie pominąć. Mamy tutaj przekątną 6,2 cala i gdyby ktoś jeszcze spojrzał na specyfikację jakieś 2-3 lata temu to zaśmiałby się i powiedział, że małym tabletem nie jest zainteresowany. Ale to właśnie zasługa nowych proporcji 19:9 i wspomnianego notcha pozwoliła wcisnąć aż tak duży wyświetlacz w obudowę smartfona, który bez nowego trendu miałby normalnie około 5,5 cala.

Asus Zenfone 5

Ekran to Super IPS+, który wyjątkowo dobrze świeci i jak na ten typ matrycy ma bardzo nasycone barwy (co w razie czego można zmienić w ustawieniach). Mnie z kolei spodobało się najbardziej to, że Asus zastosował tutaj naprawdę dobrą warstwę „przeciw-paluchową”, która utrzymywała ekran w czystości, ale sprawiała też, że palec jakoś łagodniej jeździł po szle. Fajne wrażenie, którego na pewno by nie było, gdyby na ekranie znalazła się jakaś fabryczna folia. Trzeba jednak wspomnieć, że jasność ekranu często przeszkadzała w nocy, bo była zbyt duża, ale sytuację ratowała trochę obecność filtra światła niebieskiego z opcjami regulacji.

Nieszczęśliwe wcięcie w ekranie można wyłączyć i tutaj trzeba głośno krzyknąć – „Viva la Aktualizacje!”. Opcja od początku była dostępna, ale tak naprawdę dopiero po drugiej aktualizacji wyglądało to tak jak powinno. W pierwszej wersji wyłączenie powodowało po prostu odcięcie notcha (ten robił się czarny, a ikony białe) na równo przez co ekran wyglądał tak, że na górze miał proste rogi, a na dole zaokrąglone. Teraz jest lepiej, bo po aktualizacji rogi ekranu na górze lekko się zaokrągliły, ale nadal nie aż tak jak te na dole. Zdaje sobie sprawę z tego, że niektórych może to nie interesować, ale zapewne znajdzie się kilka osób, które chcą wiedzieć jak została rozwiązania sprawa z wcięciem w ekranie. Idealnie pokazują to dwa poniższe zdjęcia:

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie. Wyświetlacz
  2. Czy Zenfone 5 „umie” w zdjęcia?
  3. Działanie, funkcje. Bateria. Podsumowanie, Plusy i minusy