Coś myślę, że mimo wyodrębnienia marki Redmi od Xiaomi to i tak wszyscy będą kojarzyć ją do końca z Xiaomi. Będzie trochę tak jak z Honorem i Huawei. Ale wiecie co? Nie jest to już takie istotne jeśli widzi się takie smartfony jak Redmi Note 7. Pierwszy smartfon od nie-Xiaomi właśnie się pojawił i patrząc trzeźwo, nie tylko może się spodobać, ale ma szansę na swoisty rekord.

Redmi Note 7 to smartfon, który poniekąd w nowoczesny sposób łączy to co kiedyś było główną siłą serii Redmi z nową-starą, ale już odrębną marką. Zapewne pamiętacie jakie zamieszkanie na polskim rynku spowodował Redmi 3S, któremu Xiaomi po części zawdzięcza to, gdzie teraz się znajduje. Nowy Redmi też jest budżetowcem i choć podchodzę do niego jeszcze nieco sceptycznie to wiem, że wprowadził budżetowe smartfony o poziom wyżej.

Są budżetowce i jest Redmi Note 7. Tak to widzę.

Smartfon wygląda jakby ściągnął po trochu od każdego modelu z 2018 roku. Mamy gradientową obudowę i to nawet w dwóch ciekawych odcieniach, mamy ekran z drobnym wycięciem na górze (gdzie jest aparat 13 Mpix), proporcje 19,5:9 czy podwójny aparat z tyłu w takim samym miejscu jak chociażby iPhone X. Trochę z tego, trochę z tamtego i wyszło to, co widzicie na zdjęciach. Czy się podoba? To kwestia gustu, ale niewątpliwie trzeba przyznać, że na pewno przyciąga wzrok, szczególnie wzrok pań tą fioletowo-niebieską lub różową obudową.

Redmi Note 7
Redmi Note 7 / fot. Mi

Paniom może się jednak nie spodobać ekran, bo przekątna sięga aż 6,3 cala, a co za tym idzie – nawet biorąc pod uwagę, to że ekran zajmuje niemal cały przód urządzenia – smartfon będzie należał do tych większych.

Ciągle zagadką jest aparat. W oczy od razu wchodzi 48-megapikselowy aparat z tyłu, o czym Xiaomi nie omieszkało wspomnieć przy okazji zapowiedzi. Wiadomo, cyferki robią robotę i słupki sprzedaży. Prawdopodobnie smartfon korzysta z tego samego sensora co droższy Honor View 20, z przysłoną f/1.8 i możliwością zrobienia, teoretycznie czterokrotnie lepszego zdjęcia, ale w 12 megapikselach (pokrótce, 4 pobliskie piksele łączą się w jeden). Jest też 5-megapikselowy aparat wspomagający, który między innymi będzie odpowiedzialny za rozmycie tła. Ale, dopóki nie pstryknę kilku zdjęć to nie uwierzę.

Redmi Note 7
Redmi Note 7 / fot. Mi

Czy temu smartfonowi niczego nie brakuje? No nie do końca tak jest. Jest USB Type C, jest czytnik biometryczny z tyłu, a do tego AI Face Unlock do odblokowania ekranu twarzą, Gorilla Glass 5 na ekranie, a do tego nawet port podczerwieni, który dziwnym sposobem zanika w smartfonach. Sercem jest Snapdragon 660, więc krótko mówiąc, ujdzie, a do tego sporawa bateria 4000 mAh, która od zawsze była charakterystycznym elementem serii. Dobrze wygląda też wsparcie dla Quick Charge 4.0. Gdyby tylko to nieszczęsne NFC. Nie ma. Może Chińczycy go nie używają, bo mają wszędzie te swoje kody QR, ale w Polsce czy innych europejskich krajach takie rozwiązanie byłoby pomocne.

Na te ceny, które się pojawiły, nie ma co się napalać.

Oprócz 48 megapikseli duże poruszenie wywołały bardzo niskie ceny. Jak zwykle to bywa, ilość wydanych „zielonych” będzie zależna od pamięci w jaką zostanie wyposażony Redmi Note 7. I tak, za 150 dolarów mamy dostać 3 GB RAM i 32 GB pamięci wewnętrznej. Bzdura! Może W Chinach tak będzie, ale gdy smartfon trafi do szerszej sprzedaży, zakładam, że za podstawową wersję na pewno będzie trzeba wyłożyć minimum 200 dolców. Najlepsza wersja będzie mogła pochwalić się 6 GB RAM i 64 GB pamięci wbudowanej.

Redmi Note 7
Redmi Note 7 / fot. Mi

Ustawiacie się w kolejce? Jeśli tak to sprzedaż ma ruszyć 15 stycznia w Chinach, a pewnie kilka tygodni później będzie go można wyrwać na Geareście czy w innym chińskim sklepie. Czy są plany wprowadzenia go do Polski? Pewnie ktoś tam intensywnie myśli, ale póki co, szczegółów brak.