Huawei nie ma ostatnio najlepszej passy w Polsce. Polski rząd oskarżył jednego z dyrektorów marki o szpiegostwo na rzecz Chin. Został on zatrzymany przez ABW wraz z jednym, byłym już agentem służb specjalnych, współpracującym z jednym z pomarańczowych operatorów na polskim rynku. Niezależnie od wyniku śledztwa i postawionych zarzutów, w całej tej sytuacji zauważam jedną, wielką grę polityczną, w której jesteśmy pionkiem, a USA rzuca kostką. Huawei broni się przed zarzutami, jednocześnie starając się chronić swoje dobre imię. W wyniku tego, chiński producent posuwa się do coraz śmielszych kroków. 

Na zorganizowanej ostatnio w Warszawie konferencji pojawili się przedstawiciele marki z innych europejskich oddziałów, między innymi Holandii. Obecny był Jaap Meijer, który odpowiada za cyberbezpieczeństwo w Huawei. Dla transparentności i zwiększenia zaufania do rozwiązań oferowanych przez Huawei, zaproponował on ciekawą propozycję, skierowaną w stronę polskich rządzących.

Mowa o ujawnieniu kodów źródłowych systemów informatyczno-telekomunikacyjnych, wykorzystywanych przez Huawei. Dzięki wglądowi w programistyczne linie, można byłoby od początku do końca rozwiać wątpliwości co do często pojawiającego się ostatnio pytania, odnośnie domniemanego szpiegowania użytkowników korzystających z urządzeń chińskiej firmy.

Japonia zezwala na hakerstwo, by zwiększyć bezpieczeństwo własnych obywateli

Nie wiadomo jednak czy przedstawiciele polskiego rządu zamierzają skorzystać z propozycji – nawet jeśli, to przejrzenie kodów od początku do końca wymaga nie tylko wykwalifikowanych specjalistów z zakresu IT, ale również bardzo dużej ilości czasu na przeprowadzenie dokładnej analizy. Warto dodać, że nawet po jej dokonaniu, nie można być w 100% pewnym co do rezultatu bez sprawdzenia sprzętu pod kątem umieszczonych sprzętowych „backdoorów”, np. w procesorze. To dosyć popularna taktyka do uzyskania dostępu do wrażliwych danych, o wiele cięższa do wykrycia aniżeli sprawdzenie oprogramowania.