Używałem BlackBerry KEYone, potem przesiadłem się na BlackBerry KEY2, a od jakiegoś czasu mam bliższy kontakt z KEY2 LE. O ile pierwsza zmiana była raczej oczywista, bo chodziło o zmianę na odświeżony, nowszy i pod pewnymi względami lepszy model, to przy wersji LE było już nieco inaczej. Na starcie smartfon był już niemal połowę tańszy i z założenia miał być smartfonem z QWERTY dla osób, które nie mogły sobie pozwolić na KEY2. Skoro używałem obydwu to postanowiłem zrobić recenzję dwa w jednym, gdzie obok mojej opinii o BlackBerry KEY2 LE pojawi się też porównanie z topowym wariantem.

Zanim jednak przejdę do głównej części, to jeszcze kilka słów o samej wersji smartfonu jaka trafiła do mnie na testy. Muszę o tym napisać, by wszystko było jasne. Przyznam szczerze, że chwilę mi zajęło zanim doszedłem o co tutaj chodzi i to w zasadzie tuż przed napisaniem tej recenzji. BlackBerry KEY2 LE trafił do Polski w dwóch wersjach – każda z nich miała 4 GB RAM, ale różniły się pamięcią wewnętrzną: 32 lub 64 GB. Do mnie przyjechała ta z mniejszą przestrzenią na dane. Trzeba też zauważyć, że tylko ta z 64 GB pamięci ma dual SIM, co jest dla mnie trochę niezrozumiałe. Do testowanej wersji mogłem zatem wsadzić tylko jedną kartę SIM. Wniosek jest jeden – jeśli chcecie wrzucić dwie karty, trzeba kupić droższą wersję.

Druga sprawa to ceny. Kiedy BlackBerry KEY2 LE debiutował w sprzedaży to w kilku serwisach znalazłem informacje o dwóch cenach: 1699 złotych za wersję 4/32 GB i 1849 złotych za 4/64 GB. Tymczasem, sprawdzając cenę w chwili pisania tego tekstu, widzę smartfon tylko w tym bogatszym wariancie za 2199 złotych. Czyżby trafne byłoby tutaj określenie, że BlackBerry jak wino, im starszy tym droższy? I jeszcze jedno. W Polsce można spotkać smartfon z oznaczeniem BBE100-4 (co jest oczywiste, bo to wariant na Europę), natomiast do mnie trafił model BBE100-1. Co więcej, obydwa są w kolorze granatowym (jednym z trzech w ogóle dostępnych), ale na moim pudełku zamiast Slate, jak byk jest napisane Space Blue. Czemu tak? Pojęcia nie mam.

BlackBerry KEY2 LE
BlackBerry KEY2 LE

Skoro jednego i drugiego miałem przez wystarczająco długi czas (KEY2 nadal używam jako swojego „daily”) i nawet pisząc ten tekst mam jeszcze obydwa te smartfony przed sobą, to nic dziwnego, że w tej recenzji nie będzie brakowało porównań i nawiązania raz do jednego, a raz do drugiego modelu. Dlatego też, jeśli ktoś szuka kolejnego, zwykłego, nudnego testu to musi szukać dalej.

Kilka słów o wyglądzie i wykonaniu

Smartfonowi nie można odmówić tego, że po prostu prezentuje się dobrze, szczególnie w granatowym kolorze. Z pewnością, takie barwy najbardziej mu pasują i tak szczerze powiedziawszy, to wcale nie powstydziłbym się mojego KEY2 jeżeli mógłbym go na taki właśnie kolor „przemalować”. BlackBerry KEY2 LE sprawia wrażenie całkiem solidnego, mimo tego, że ramka jest z tworzywa sztucznego, a nie aluminium i pewnego, bo cała tylna obudowa jest pokryta czymś co nie jest śliskie. Poza tym, nie zbiera paluchów i w ogóle się nie rysuje. Wszystko jest wzorowo spasowane, nic się nie ugina i nie trzeszczy, choć ekstremalnego testu wyginania nie robiłem. Krawędzie wygląda trochę tak jakby ktoś przejechał po nich papierem ściernym (tylko wyglądają, nic nie czuć, bo są gładkie), ale piszą to tylko z obowiązku, a nie dlatego, że to w jakiś sposób mi przeszkadza.

BlackBerry KEY2 LE wygląda jak kopia swojego droższego kolegi, ale jak to już często bywa – diabeł tkwi w szczegółach.

Dopiero gdy obydwa smartfony weźmiemy w dłonie to widać i czuć, który jest flagowcem. KEY2 LE jest trochę lżejszy (głównie przez wspomnianą już plastikową ramę) i nie daje aż tak porządnego odczucia co KEY2. Ale nie zrozumcie mnie źle, zarówno jeden jak i drugi są dobrze wykonane, choć widać, że wyższa cena w przypadku KEY2 nie wzięła się znikąd. Widać to przede wszystkim po metalowym korpusie, logo z tyłu, które nie wygląda jak naklejone czy napomkniętej już wadze, która jednak daje odczucie większej solidności.

BlackBerry KEY2 i BlackBerry KEY2 LE
BlackBerry KEY2 (dalej), BlackBerry KEY2 LE (bliżej)

Kilka słów o ekranie, choć niektórzy mogą pomyśleć, że po co tutaj cokolwiek pisać, skoro już po specyfikacji widać, że wyświetlaczy są takie same. Owszem, może i przekątna (4,5 cala), proporcje (3:2) jak i rozdzielczość (1620 x 1080 pikseli) są takie same, ale gołym okiem można zauważyć, że ekran w KEY2 LE świeci… inaczej. Inaczej to nie oznacza, że gorzej, choć to zależy kto co lubi. Zresztą, zaraz sami przeczytacie i zobaczycie o co mi chodzi.

Parametry ustawione identycznie w dwóch modelach: maksymalna jasność podświetlenia, wyłączone automatyczne dostosowanie jasności, wyłączony tryb nocny i wyłączony też tryb ekranu, gdzie możemy korygować temperaturę barwową. Mimo wszystko, ekrany świeciły różnie. Moim okiem dostrzegłem, że ekran w KEY2 LE po pierwsze, był nieco ciemniejszy, a po drugie zimniejszy i wyraźnie wpadający w niebiesko-szary kolor.

A wygląda to tak:

BlackBerry KEY2 LE (po lewej), BlackBerry KEY2 (po prawej)
BlackBerry KEY2 LE (po lewej), BlackBerry KEY2 (po prawej)

Poza tym, nie zauważyłem żadnych różnic. Podobna, co oznacza, że szybka i pewna reakcja na dotyk, warstwa „przeciwpaluchowa” (albo jej brak) na takim samym poziomie, bo tu i tu w identyczny sposób pojawiały się maziaje i tak samo znikały. Czy szkło na ekranie jest porysowane? Nie, w moim przypadku nie, ale wiecie, to zależy od wielu czynników i tego w jaki sposób ktoś używa smartfonu. Temat wałkowany bardzo długo. Ja mogę tylko napisać, że smartfony używałem bez żadnych folii i etui.

A jak to jest z tą klawiaturą?

Trzeba przyznać, że to najważniejszy element tych smartfonów, pomijając wszystkie blackberrowe dodatki i usprawnienia w Androidzie. Klawiatura w BlackBerry KEY2 LE wygląda tak, jakby inżynierowie na etapie jej projektowania wzięli trochę pomysłów z BlackBerry KEYone i trochę z KEY2. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby była wyjęta z tego drugiego, ale widać też charakterystyczne wstawki między rzędami znane z KEYone’a. To jedno. Przycisków jest tyle samo (35) i mimo tego, że mają podobny design co te we flagowym modelu to jednak są minimalnie mniejsze. Widać to też po spacji, która trochę węższa – 12,2 mm w KEY2 i 10,5 mm w KEY2 LE.

W spacji jest wbudowany czytnik linii papilarnych i nie zważając na to, że aktywna płytka w wersji LE jest mniejsza, to nie zauważyłem, by czytnik był wolniejszy. W obu smartfonach działa identycznie – z taką samą szybkością i skutecznością.

Klawiatura w KEY2 LE jest równie wygodna, klawisze dają taką samą odpowiedź i mają porównywalny skok. Na mocny plus jest fakt, że wszystkie przyciski w testowanym tutaj wariancie działają tak samo, razem ze spacją. Niestety w KEY2 tak nie było, bo spacja dawała inny podźwięk przy pisaniu, co było i nadal jest bardzo irytujące. Albo rzeczywiście w LE coś poprawili albo w moim KEY2 jest coś nie tak.

Najbardziej boli mnie to, że klawiatura w KEY2 LE nie ma funkcji dotykowych.

Skoro klawiatura to kluczowy i rozpoznawczy element tego smartfonu, to po jaką cholerę ktoś pozbawia jej istotnych i przydatnych funkcji? Nie rozumiem. Dla mnie, jeśli już ktoś musiał ciąć koszty, to mógłby usunąć przycisk Speed Key od przełączania między aplikacjami (szczerze, to bardzo rzadko używam tego w KEY2), a nie funkcje gładzika. Nie wyobrażam sobie takiej klawiatury bez możliwości muśnięcia po niej palcem, by przewinąć stronę czy dwukrotnego dotknięcia, by przełączyć się w tryb edycji z kursorem, który np. pozwala precyzyjnie zaznaczyć tekst „znak po znaku”, gdy chcemy coś skopiować czy usunąć.

BlackBerry KEY2 (po lewej), BlackBerry KEY2 LE (po prawej)
BlackBerry KEY2 (po lewej), BlackBerry KEY2 LE (po prawej)

Jak radzi sobie aparat?

KEY2 LE też ma dwa aparaty z tyłu, choć ja nadal uważam, że w tych modelach to trochę taka sztuka dla sztuki. Inni też mają, więc my też wsadzimy. Zamiast dwóch, przydały się jeden lepszy, tak jak miało to miejsce w KEYone (siedział tam sensor taki sam jak w Pixelu XL).  Tym bardziej, że wersję LE okrojono z funkcji podwójnego przybliżenia i drugi aparat wykorzystywany jest przede wszystkim w trybie portretowym do rozmazania tła. Ułożenie aparatów jest podobne, choć można dostrzec dwie rzeczy: w KEY2 LE soczewki są znacznie mniejsze, cały moduł z aparatami nieco mniej wystaje z obudowy.

KEY2 nie należał do czołówki jeśli chodzi o możliwości fotograficzne, więc byłbym mega zaskoczony, gdyby LE robił lepsze albo nawet porównywalne zdjęcia. No dobra, porównywalne może i są, ale mimo wszystko w kilku kwestiach zdjęcia z KEY2 bardziej do mnie przemawiają. Ja zauważyłem przede wszystkim to, że zdjęcia z KEY2 LE charakteryzują się mniejszą ilością detali i mają mniej nasycone kolory (co w niektórych sytuacjach może wyjść na plus). Niestety, to co najbardziej widać to tendencja do przekłamywania koloru białego, który wpada w zielonkawo-żółty odcień. Widać to praktycznie na wszystkich zdjęciach, w mniejszym bądź większym stopniu, ale szczególnie na zdjęciu z tulipanami (napis „HERE” na ścianie) i budynkiem.

Zobaczcie sami, po lewej zdjęcie z BlackBerry KEY2 LE, po lewej z KEY2:

[caption id="attachment_68357" align="aligncenter" width="1601"] 35-15-12,9,0[/caption]

[caption id="attachment_68358" align="aligncenter" width="1601"] 30-20-12,9,0[/caption]

Używanie „na dłuższą metę”

Tutaj połączę kilka wątków w jeden, więc znajdziecie informacje o baterii, wydajności, systemie czy działaniu przy takich codziennych czynnościach kiedy KEY2 LE używałem jako głównego smartfonu. Smartfon w ogóle nie miał taryfy ulgowej i działał tak jak niemal każdy smartfon w moich rękach. Z tym samym zestawem aplikacji, z tymi samymi kontami do synchronizacji i w podobnych sytuacjach.

I zacznę trochę od tyłu, bo od baterii. Zazwyczaj było tak, że KEY2 odpinałem rano od ładowarki i wieczorem mogłem spokojnie położyć się spać, wiedząc, że następnego ranka BlackBerry zdąży mnie obudzić zanim powie „jeść”. I było tak, że albo przy 30% procentach ładowałem go już w samochodzie jadąc do pracy albo już na spokojnie w ciągu dnia będąc za biurkiem w pracy. I muszę przyznać, że z KEY2 LE na początku było podobnie, wytrzymywał, ale wystarczyło dać mu bardziej w kość i widać było uciekające procenty na ekranie. Poniekąd to wina mniejszego aż o 500 mAh akumulatora, ale też jakiejś nie do końca udanej optymalizacji. Gdy robiłem coś podstawowego, to było ok, ale wystarczyło włączyć Yanosika z nagrywaniem i do tego puścić coś na YouTubie, by bateria rozładowywała się w oczach.

BlackBerry KEY2 LE
BlackBerry KEY2 LE

Rozwijając trochę ostatnie zdanie z poprzedniego akapitu, napiszę o jednej sytuacji, która przydarzyła mi się w trasie. Dwie godziny za kółkiem w jedną stronę, dwie w drugą. KEY2 LE w uchwycie, a na nim uruchomione Mapy Google, Yanosik i Spotify akurat z jednym z najnowszych odcinków Shufflecast i w tak zwanym międzyczasie, kilka połączeń telefonicznych. Smartfon połączony z transmiterem FM przez bluetooth, więc dźwięk leciał przez radio i głośniki w samochodzie. Trochę tego było. No i wyobraźcie sobie, że gdzieś pół godziny przed dojechaniem do celu, BlackBerry kompletnie odmówił współpracy. Spadły animacje, przełączanie między aplikacjami trwało kilka sekund, aż na sam koniec został tylko na ekranie „wycinek” mapy, mimo tego, że wywaliłem wszystko z menedżera aplikacji. Był zauważalnie ciepły, choć na zewnątrz było raptem jakieś 6 stopni na plusie. Pojawiły się też komunikaty o niskim poziomie pamięci i wysokiej temperaturze. Wysiadł do tego stopnia, że musiałem zjechać na pobocze i zresetować telefon.

Nie wiem czy to wina tylko mojego egzemplarza czy po prostu „ten typ tak ma”. Przyznam, że zarówno przy KEYone jak i KEY2 nie miałem takiej sytuacji, mimo podobnego obciążenia (codziennie używam Yanosika, Youtube’a i Spotify w jednym czasie). W każdym razie, może wina leży po stronie Snapdragona 636 i 4 GB pamięci RAM (dla porównania KEY2 ma 660-tke i 6 GB RAM), choć na pierwszy rzut oka, taki duet do najsłabszych nie należy. Być może, po prostu, wersja LE nie wyrabia, gdy da się mu naprawdę sporo do roboty, więc tutaj mogę śmiało napisać, że te dodatkowe dwa gigabajty wiele by zmieniły. Z drugiej strony, cztery GB to zawsze lepiej niż trzy.

BlackBerry KEY2 LE
BlackBerry KEY2 LE

Gdybym miał oceniać ogólne działanie BlackBerry KEY2 LE w skali od 1 do 10, to dałbym: 6 punktów. Dlaczego? Po pierwsze, sytuacja opisana powyżej. Po drugie, komfort działania nieco gorszy niż w KEY2, co tyczy się głównie szybkości uruchamiania i przełączania aplikacjami czy płynności animacji. Poza tym, szkoda, że ciągle mamy Androida 8.0 Oreo i w chwili publikowania tej recenzji, zero informacji o aktualizacji do 9.0 Pie.

Dobrze chociaż, że BlackBerry nie wykastrowało wersji LE ze swoich kluczowych aplikacji. Mamy do dyspozycji przede wszystkim świetny BlackBerry Hub, ale też aplikację do kontaktów, komunikator BBM (którego osobiście nie używam), Centrum zasilania, Kalendarz, Notatki, Password Keeper czy tryb Privacy Shade (zaciemnia część ekranu) i Redaktor (screeny z opcją zamazywania newralgicznych danych). Jest też ochrona DTEK, która co jakiś czas skanuje system i wyświetla raport, ale też aplikacja Locker, z której korzystam najczęściej (oczywiście zaraz po Hubie), do blokowania dostępu do wybranych aplikacji (np. do obsługi konta w banku).

Podsumowanie

Czas na kilka słów podsumowania, które do łatwych na pewno nie będą należeć. BlackBerry chciało zrobić tańszy smartfon niż KEY2 i to im się rzeczywiście udało – zamiast 3 tysięcy za flagowca, możemy zapłacić dwa z hakiem za średniaka. Problem tylko w tym, że KEY2 już na starcie nie należał do tanich jeśli weźmiemy pod uwagę tylko specyfikację, a sprawy wcale nie ratowało małe zamieszanie z cenami LE na początku. Mam wrażenie, że producent zdecydował się na zbyt wiele wyrzeczeń i nie do końca poszło to tak jakby ja to widział. Nie mam większego „ale” do wykonania, konstrukcji, ekranu czy aplikacji, ale ten smartfon byłby lepszy, gdyby w klawiaturze był gładzik, zamiast dwóch aparatów z tyłu byłby jeden (choćby ten z KEYone), a system działałby ciut żwawiej.

Nie chcę was zniechęcać do zakupu BlackBerry KEY2 LE, bo sami z tego tekstu jesteście w stanie wiele wywnioskować. Gdybym jednak zastanawiał się nad zakupem smartfonu BlackBerry z klawiaturą to albo dołożyłbym do KEY2 (tym bardziej, że np. na niemieckim Amazonie można go kupić za około 2500 złotych) albo z racji ograniczonych środków zdecydowałbym się na starszego BlackBerry KEYone, bo między innymi dostał jakiś czas temu Androida Oreo, ma te same aplikacje, lepszy aparat i klawiaturę z dotykiem, a do tego jest tańszy. W Polsce kupimy go za około 1500 złotych, a jak ktoś się bardziej postara to i bliżej tysiąca złapie.

Pros

Plusy
  • Dobre wykonanie, solidna konstrukcja
  • Wygodna klawiatura QWERTY
  • Szybki czytnik linii papilarnych w spacji
  • Dostęp do wszystkich usługi i aplikacji BlackBerry
  • BlackBerry Hub!
  • USB-C i szybkie ładowanie Quick Charge 3.0
  • Słuchawki BlackBerry w zestawie
  • NFC

Cons

Minusy
  • Sprawia wrażenie „plastikowego”
  • Klawiatura bez funkcji dotykowych (bez gładzika)
  • Niestabilne działanie i „zadyszka” systemu
  • Aparat mógłby być lepszy
  • Mimo wszystko, zbyt wysoka cena

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 replies on “Co ma KEY2 czego nie ma wersja LE? BlackBerry KEY2 LE – recenzja i porównanie”

  • czeriwew
    13 grudnia 2019 at 20:42

    A ja jestem bardzo zadowolonym posiadaczem BlackBerry Key 2. Kupiłem ten telefon głównie do pracy, w której dobrze się sprawdza. Nie mam z nim problemów, nie zawiesza się i ze zasięgiem również nie ma problemu. DO tego wygląda schludnie i klasycznie z tradycyjną klawiaturą.

    • 15 grudnia 2019 at 13:15

      Ja też jestem zadowolony z KEY2, choć jest kilka rzeczy, które mnie wpieniają. Po ponad roku zaczęła wycierać się klawiatura, brakuje mu jednak trochę wydajności i płynności działania, widzę, że QC 3.0 dało w kość trochę baterii, ale najgorsze jest to, że mamy koniec 2019 roku, a on ciągle na Androidzie 8.1.0.