Ostatnio sporo różnego rodzaju słuchawek trafia na moje testowe biurko. Nauszne, douszne, bezprzewodowe, takie kompletnie bez żadnych kabelków i te, które po przewodzie też mogą działać. Ostatnio mogłem trochę poużywać Sennheiserów PXC-550, a w kolejce są Bose QuietComfort 35 II – obydwa modele z tej wyższej półki i ze świetną funkcją redukcji hałasu. Tym razem jednak mam coś z kompletnie drugiej strony – słuchawki QCY T1, nie dość, że dokanałówki to jeszcze w porywach kosztujące nie więcej niż stówkę. Pytanie tylko – Co potrafią?

Od jakiegoś czasu w swoich recenzjach staram się pomijać kwestie związane z opakowaniem, bo wychodzę z założenia, że najważniejsze jest to co jest w środku. W wyjątkowych przypadkach o tym wspominam, ale tylko wtedy, gdy uznam, że rzeczywiście jest taka potrzeba. Niestety jedyne co mogę zrobić z opakowaniem w przypadku QCY T1 to… przemilczeć. Mam wrażenie, że czasami zapałki są lepiej opakowane. W każdym razie, ja trzymam się jednej teorii – producent chciał po prostu zminimalizować koszty i najwięcej „włożył” w same słuchawki. Na szczęście, gdy już wyjmiemy słuchawki ze środka to jest tylko lepiej.

Zacznę trochę „od pupy strony”, ale najlepsze w tych słuchawkach jest to, że zajmują mało miejsca i to razem z pudełkiem. Śmiało możemy „schować” pudełko w dłoni czy wsunąć je ze słuchawkami do kieszeni spodni. Dochodziło nawet do tego, że po wrzuceniu QCY’ków do torby z laptopem, chwilę mi zajęło, by je stamtąd wygrzebać. Rzeczywiście, pudełeczko jest zgrabne, niewielkie, a całość (razem ze słuchawkami w środku) waży raptem 80 gramów.

QCY T1
QCY T1

Mam jednak wrażenie, że pudełko trzeba traktować bardziej jako stację ładującą do słuchawek aniżeli etui, które te słuchawki ochroni. Owszem, można do niego włożyć słuchawki, ale trzeba wiedzieć o tym, że z wierzchu nie są one niczym osłonięte. Trzymają się mocno, na pewno nie wypadną, ale mimo wszystko są narażone na jakieś uszkodzenia, a na pewno na zarysowania, gdy wrzucimy je gdzieś do torby. Myślę, że jest to ważna kwestia do odnotowania, tym bardziej, że ja już na swojej sztuce zauważyłem kilka przetarć – nie tylko na pudełku, ale też na samych słuchawkach. Ogólnie QCY T1 są dobrze wykonane i spasowanie, ale wina leży po stronie półmatowego, specyficznego tworzywa. Na pewno takie kojarzycie, wystarczy mocniej przejechać paznokciem po powierzchni żeby został ślad, mniej lub bardziej widoczny, ale jednak.

Słuchawki w etui-ładowarce trzymają się na mocne magnesy i jest to plusem jak i minusem w jednym. Dlaczego? Z jednej strony, jak już wspomniałem, słuchawki na pewno nie wylecą, ale z drugiej, bardzo ciężko jest je wyciągnąć z miejsca. I w mojej ocenie, takie „podważanie” przy wyjmowaniu może właśnie wpływać na to, że na obudowie pojawiły się przetarcia. Ale wiecie co, ten magnesik i ten charakterystyczny „klik” mają coś w sobie, że na wspomniane minusy jakoś patrzy się bardziej przychylnie.

QCY T1
QCY T1

QCY T1 mają bardzo podobny kształt i wygląd do innych mocno popularnych słuchawek – Redmi AirDots, które swoją drogą, mają minimalnie wyższą cenę. Mają duży i wygodny przycisk, kolorową diodę sygnalizującą i dwa złącza ładowania po drugiej stronie. To jak wyglądają, możecie zobaczyć na przykład na zdjęciu powyżej. Ja chcę tutaj napisać przede wszystkim o tym, jak słuchawki, ze względu na swój kształt leżą w uszach. Po pierwsze, słuchawki mają oznaczenie – prawa to prawa, a lewa to lewa – i według mnie nie ma co mieszać stronami. Po drugie, gdy włożymy już słuchawkę do ucha, to warto ją jeszcze tak usadowić, żeby obudowa opierała się na dolnej części małżowiny. I tutaj widzę niewielki problem, bo to zależy od ucha. Przykładowo, u mnie słuchawki leżały dobrze, choć musiałem chwilę z nimi spędzić żeby znaleźć to idealne ułożenie, ale u mojej Gosi, która ma po prostu nieco mniejsze uszy, słuchawki bardziej wystawały i nie trzymały się tak dobrze.

QCY T1
QCY T1

Standardowo, nie mogę tutaj zapomnieć o moim teście trzymania w uszach. Przypomnę, ruszam głową na różne strony, stopniowo zwiększając szybkość i intensywność ruchów. Słuchawki wytrzymały około 14 sekund, co jest średnim wynikiem, ale poluzowanie poczułem dopiero, gdy zwiększyłem poziom poruszania głową na boki. Na szczęście nie ma takiego „efektu”, że dźwięk zmienia się w zależności od tego jak głęboko w uszy wepchniemy słuchawki, np. jest przytłumiony czy bardziej basowy jak włożymy głębiej w kanał słuchowy.

QCY T1 – jak grają i działają?

Przyznam się bez smyrania po stopach, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym jak QCY T1 radzą sobie z muzyką. Zaskoczenie jest jeszcze większe, gdy spojrzę na kwotę za jaką te słuchawki można kupić. Jak pisałem na początku, jeśli ktoś zapłaci za nie trzycyfrową kwotę to można uznać, że przepłacił. Grają wyjątkowo dobrze, dźwięk jest czysty, równy, przyjemny i nieprzeszkadzający nawet na maksymalnej głośności. Słuchawki nie są zbyt głośne, ale to dobrze, bo uszy na starość nam się za to odwdzięczą. Słuchawki spodobają się osobom, które lubią trochę więcej basu, ale bez przesady. Nie zauważyłem, by występowało jakieś opóźnienie, gdy oglądam coś na Youtubie.

QCY T1 można kupić za 99,99 złotych i dostać w kilka dni z darmową wysyłką z Polski.

Bardzo dobrze izolują, więc osoby w pobliżu nie usłyszą jak puścimy Martyniuka czy jakiegoś innego Behemotha w komunikacji miejskiej czy w wyjątkowo długiej kolejce na poczcie. Słuchawki po wyjęciu ze stacji ładującej, automatycznie się ze sobą łączą i z urządzeniem (o ile w urządzeniu jest włączone Bluetooth i wcześniej mieliśmy już je sparowane). Co więcej, słuchawek możemy używać oddzielnie, np. jeżeli jedną z nich chcemy „przerobić” na tak zwany zestaw słuchawkowy. Inna kwestia to jakość dźwięku podczas rozmów. Tutaj jest znośnie, choć nie jest to jakość jaka by mnie zadowalała. Jak tylko mocniej zawieje czy na ulicy jest większy hałas, nie ma szans, by osoba po drugiej stronie nie poprosiła o powtórzenie tego co przed chwilą powiedzieliśmy. W samochodzie czy w pomieszczeniu było już lepiej.

Ważna informacja jest jeszcze taka, że nie udało mi się podłączyć tych słuchawek do więcej niż jednego urządzenia jednocześnie.

QCY T1
QCY T1

Jeszcze kilka słów na temat obsługi. Na każdej słuchawce mamy jeden przycisk odpowiadający za kilka funkcji. Jedno kliknięcie, niezależenie od tego, na której słuchawce – zatrzymuje lub wznawia odtwarzanie, dwukrotne szybkie kliknięcie na lewej – utwór wstecz, to samo na prawej – utwór do przodu. Jeżeli dłużej przytrzymamy to włącza się asystent głosowy (w moim przypadku był to Google Assistant), ale trzeba z tym uważać, bo jest cienka linia między włączeniem asystenta, a wyłączeniem słuchawki.

Gdy wyłączymy jedną słuchawkę to druga z automatu też się wyłącza, ale w drugą stronę, jeśli będziemy chcieli włączyć słuchawki musimy pamiętać, że ta prawa działa jako „główna”, dopiero po jej włączeniu uruchamiamy lewą i słuchawki łączą się ze sobą. Dalej, jeżeli mamy włączone Bluetooth w smartfonie to słuchawki same połączą się po wyjęciu z etui, ustawiając głośność na około 60%. W drugą stronę, jeżeli wsadzimy słuchawki do pudełka to wyłączą się, rozłączą z telefonem i przejdą w tryb ładowania.

QCY T1
QCY T1

Na koniec bateria. Od strony technicznej trzeba wiedzieć dwie rzeczy – stacja ładująca ma 380 mAh, a w każdej ze słuchawek siedzi malutka bateria o pojemności około 40 mAh. Malutka, ale jak to się mówi „daje radę”. Słuchawek nie udało mi się rozładować w ciągu dnia, ale to może dlatego, że wkładałem je do pudełka, gdy ich nie używałem. Nie słuchałem też nic ciągiem przez 16 godzin (tyle producent deklaruje czasu jeśli przedłużymy żywot słuchawek energią z etui), ale przez 2 godziny słuchania zeszło raptem 30%.

Diody QCY T1 w trakcie ładowania świecą na czerwono, a do pełnego naładowania potrzebują niespełna 2 godzin.

Czy polecam?

Myślę, że po kilkunastu dniach testów i biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, mogę napisać, że tak, ale w podsumowaniu muszę jeszcze wspomnieć o kilku rzeczach. QCY T1 to nie są słuchawki dla każdego, ale słuchawki, które każdego mogą zaskoczyć. Taka trochę gra słów, ale prawdziwa. Dla mnie niespodzianką było to, że za kilkadziesiąt złotych możemy mieć słuchawki bez kabelków, które całkiem długo działają na baterii i dają naprawdę przyjemny dźwięk. Są lekkie, bardzo przenośne, bez udziwnień w postaci pałąków czy niekształtnych gumek i można nawet stwierdzić, że wygodne.

Najbardziej przeszkadza mi w nim to, że nie mają zamykanego etui i trzeba na nie bardziej uważać, by ich nie „ściorać”. W każdym razie, warto przemyśleć ich zakup jeśli na tego typu słuchawki mamy nie więcej niż sto złotych, ewentualnie dołożyć do modelu QCY T1 Pro, w których zniwelowano kilka wspomnianych w minusach niedogodności. Nie mniej, o QCY T1 można śmiało napisać, że są to jedne z lepszych budżetowych słuchawek na rynku.

thumbs-up-icon

Plusy
  • Całkiem dobre jak na swoją cenę
  • Silne magnesy, które trzymają słuchawki na miejscu
  • Ten charakterystyczny „klik!” podczas wkładania słuchawki
  • Wsparcie dla asystentów głosowych
  • Wodoodporność IPX4
  • Słuchawki mogą działać oddzielnie
  • Zadowalający czas pracy na baterii

thumbs-down-icon

Minusy
  • Opakowanie!
  • Etui i słuchawki podatne na zarysowania
  • Słuchawki ciężko wyjąć z pudełka
  • Rozmowy trzeba traktować jako dodatek