Patrząc na rynek elektrycznych hulajnóg można mieć wrażenie, że jest Xiaomi M365, a potem długo, długo nic. Owszem, to bardzo popularny model i sam przez długi czas zastanawiałem się nad jej zakupem, ale są też inne, w czymś gorsze, w czymś lepsze, ale na pewno takie, którymi warto się zainteresować. Choćby ze względu na cenę. Do mnie kilka tygodni temu trafiła hulajnoga elektryczna KUGOO S1. Być może już ją kojarzycie, a jeśli nie to jeszcze lepiej, bo myślę, że ta recenzja będzie w stanie bardziej was zainteresować. No dobrze, to co potrafi hulajnoga od KUGOO i jak się na niej jeździ?

Przyznam, że początkowo do tej hulajnogi podchodziłem mocno sceptycznie. Raz, że kompletnie nie znałem marki, a dwa, co chwilę porównywałem ją z tą od Xiaomi. Teraz sytuacja wygląda tak, że wiem nieco więcej o KUGOO, ale porównania pozostały, co jest raczej normalne, bo pewnie nie tylko ja zastanawiałem się, która będzie lepsza. Albo inaczej, czy w hulajnodze od KUGOO jest coś czego nie znajdziemy w tej od Mi.

Muszę stwierdzić, że ciężko jest opisać w jakiś wymyślny sposób to jak wygląda hulajnoga, tym bardziej, że zarówno za dzieciaka jak i teraz miałem z kilkoma do czynienia. Wszystkie mają podobną konstrukcję, gdzie jest część, na której stoimy i część, za którą trzymamy. Aaa i jeszcze kółka, tak kółka też są. Ale tak już na serio, hulajnoga elektryczna wygląda jak zwykła hulajnoga, ale jest od niej większa, cięższa i masywniejsza. Ogólnie sprawia wrażenie sprzętu bardziej profesjonalnego i ja już nie mam kłopotu z tym żeby bez mrugnięcia rozpoznać, która ma w sobie baterie, a która działa tylko na „odpych”.

KUGOO S1
KUGOO S1

Testowa KUGOO S1 trafiła do mnie w jedynym słusznym kolorze, czyli czarnym, ale jeśli ktoś ma jakiejś inne kolorystyczne i niespełnione marzenia to i nawet różową znajdzie. Biały i chyba turkusowy też jest, więc jeżeli nie tylko samą elektryką chcecie się wyróżnić na mieście, ale też niespotykanym kolorem, to jest taka możliwość.

Pod względem konstrukcyjnym hulajnoga wypada całkiem dobrze, jest wykonana z dobrych materiałów i mimo kilku niedoskonałości (o których za chwilę) można być z niej zadowolonym. W zasadzie pierwsze co sprawdziłem to sztywność kolumny z kierownicą, to czy się chybocze do przodu i do tyłu i tutaj było pierwsze zaskoczenie, bo takie zjawisko nie występowało, a na pewno nie w takim stopniu żeby mnie to w jakiś sposób denerwowało. Może gdybym przejeździł nią więcej kilometrów niż tygodniowo pokonuję do pracy to byłoby inaczej, ale póki co, jest nieźle. Jeśli już o kierownicy mowa, to tutaj mamy coś czego w M365 można pomarzyć – możliwość dwustopniowej regulacji wysokości. Standardowo jest to 90 cm licząc od podstawy, na której trzymamy nogi, ale jeżeli trafi się ktoś wyższy, to możemy jednym prostym ruchem dodać jeszcze około 7 centymetrów. Co więcej, można też złożyć rączki na czas transportu – wystarczy wcisnąć dwa „cycki” i zgiąć rączki do dołu. Jest to bardzo wygodne, ale przez taką opcję ten element daje o sobie znać podczas jazdy na nierównej trasie.

Hulajnogę KUGOO S1 kupicie taniej z kodem: 5UM12KEQ

Aaa i byłbym zapomniał. Widzicie ten haczyk na poniższym zdjęciu? Jego główną funkcją jest to, by wszystko otrzymało się kupy, gdy złożymy hulajnogę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by powiesić na nim jakieś niewielką siatkę z zakupami czy torbę podczas jazdy. Nie zawsze to będzie potrzebne, ale jest, więc mamy takie 2 w 1.

KUGOO S1
KUGOO S1

Sama platforma jest całkiem szeroka, bo ma 14,5 cm, więc mamy szansę, by podczas jazdy postawić obydwie stopy obok siebie. Jeśli o wymiary chodzi, to od mocowania do mocowania mamy jakieś 43 centymetry przestrzeni. To tak jakby ktoś chciał się „przymierzyć” jeszcze przed zakupem – wystarczy narysować na kartce prostokąt o podanych wymiarach i voilà!

Najbardziej niewdzięczny w całej konstrukcji zdaje się być mechanizm składania i rozkładania hulajnogi. Można stwierdzić, że działa to poniekąd na zasadzie dźwigni i zatrzaskującego się elementu. O ile rozłożenie nie stanowi takiego problemu, bo wystarczy mocniej popchnąć kierownicę do przodu (bolce od razu wskakują na swoje miejsce), to już składanie hulajnogi nie jest takie przyjemne. Widzicie ten fioletowy „zapstrycznik” na poniższym zdjęciu? No, to trzeba na niego mocno depnąć i jednocześnie tak umiejętnie ruszyć całą kierownicą, by trzpień wyskoczył po obu stronach. Trzeba trochę wprawy i grubej podeszwy w butach. Próbowałem to kiedyś zrobić stopą odzianą tylko w skarpetkę i nie polecam. Jeżeli się już z tym uporamy to wspomniany wcześniej haczyk mocujemy przy błotniku i możemy KUGOO S1 zabrać „pod pachę”.

Koła są w różnych rozmiarach. Z przodu mamy 8,5 cala i wyraźnie widać, że jest to koło większe, a przede wszystkim grubsze od tego 8-calowego z tyłu. W przednim kole jest też umieszczony silnik (350 W), więc jest kołem napędowym. Koła mają solidne opony z głębokim bieżnikiem i z tego co się dowiedziałem są bezdętkowe. Z jednej strony to dobrze, bo nie będzie trzeba wymieniać dętki jeżeli się rozdupczy, ale z drugiej, koła są twardsze i przenoszą więcej drgań na kierownicę. Drgania są w pewnym stopniu niwelowane przez amortyzator, ale mimo wszystko, gdy jedziemy po kostce brukowej lub solidnie nierównym chodniku, przenoszą się na nadgarstki i dłonie. Jest to mało komfortowe, ale można się przyzwyczaić.

KUGOO S1 - koło z przodu
KUGOO S1 – koło z przodu

Obsługa jest banalnie prosta. Jak to już w takich hulajnogach bywa, mamy dwie manetki – prawą do przyspieszania i lewą do hamowania. Nie zauważyłem czegoś niepokojącego w ich działaniu, jest tak jak powinno być. Możemy też hamować nogą przyciskając błotnik do koła, ale szczerze powiedziawszy, wypróbowałem tylko raz, w ramach testu. Hamulec manetkowy jest wygodniejszy i skuteczniejszy.

Testując hulajnogę KUGOO S1 nie spodziewałem się tego, że sprawdzę też… serwis.

Muszę wspomnieć o pewnej historii z pierwszej przejażdżki. Wracając od mechanika, gdzie zostawiłem samochód na wymianę kół, jechałem po bardzo różnym terenie. Raz była to gładka droga, a raz chodnik z wybojami, dziurami i krawężnikami. Po dotarciu na miejsce okazało się, że na błotniku brakuje tej czerwonej osłony od światła. Gdzieś odpadła. Szybki kontakt z serwisem, a dokładniej z polskim sklepem geekbuying, który bez wchodzenia w szczegóły bierze akcje serwisowe na klatę i po kilku dniach dostałem paczkę z całym, nowym błotnikiem do wymiany. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to nie koniec przygód.

KUGOO S1
KUGOO S1

W nieco wolniejszą sobotę postanowiłem złapać za domowy zestaw śrubokrętów i zabrać się za wymianę naprawę. Ze wstępnych oględzin okazało się, że samego światełka nie wymienię, więc trzeba dobrać się do błotnika. Jedna śruba, trzy śruby, potem kolejne i błotnik odkręcony. Ale okazało się dalej, że jego wymiana to wcale nie taka łatwa sprawa jak się początkowo wydawało. Trzeba było wybebeszyć połowę hulajnogi i tylko serwis jeden wie, jak i gdzie. Po godzinie poległem, wysłałem hulajnogę do serwisu i oddałem w ręce specjalistów, którzy zapewne takie naprawy robią z zawiązanymi oczami, po przebudzeniu, o 3:00 nad ranem.

Ostatecznie hulajnoga wróciła po około tygodniu z hakiem. Byłem święcie przekonany, że wymienili ją po prostu na nową, bo świeciła się bardziej jak moja Alfa po detailingu. Po szybkim kontakcie z Marcinem ze sklepu i weryfikacji, okazało się, że to ta sama hulajnoga tylko nie dość, że naprawiona to jeszcze wyczyszczona, wypiękniona, no jak nowa. Zapytałem czy to standardowa procedura serwisowa czy po prostu zrobili wyjątek, bo hulajnoga pochodzi od recenzenta. W odpowiedzi dostałem tylko tyle, że to standard i serwis zawsze tak działa, więc za to wielki szacun.

Ogólne wrażenia z jazdy mam bardzo pozytywne.

Na hulajnodze przejechałem kilkadziesiąt kilometrów, ładując ją jakieś trzy, może cztery razy. Do takich dłuższych przejazdów można zaliczyć ten wspomniany od mechanika i do mechanika, ale też ten wzdłuż Silnicy w Kielcach i okolicach kieleckiego zalewu. Jeździłem po naprawdę różnym terenie, od gładkiej jak piszczel milenialsa ścieżki rowerowej, przez typowy polski chodnik i kostkę brukową, po drogę pokrytą piachem, jak na poniższym zdjęciu.

KUGOO S1
KUGOO S1

Mamy trzy biegi i na tym najwyższym udało mi się pojechać maksymalnie 28 km/h, więc wystarczająco dużo, by przemieszczać się po mieście nieco szybciej niż rowerzyści i równie szybko co emeryci biegnący na autobus. Na niższych biegach prędkość maksymalna jest niższa, ale to też zależy od wielu czynników jak np. waga, pogoda czy ukształtowanie terenu, jaka dokładnie będzie. Przydatną rzeczą jest tempomat, który włącza się po około 10 sekundach utrzymywania stałej prędkości. Wystarczy wtedy puścić manetkę i hulajnoga „sama jedzie”.

Mnie na jednym ładowaniu udało się przejechać około 26 km, przeważnie na trzecim biegu i przy założeniu, że nie zrobiłem takiego dystansu w ciągu jednego dnia. Myślę, że to dobry wynik, choć do tego co deklaruje producent trochę zabrakło. Zakładam jednak, że gdyby jeździł na niej ktoś lżejszy i poruszał się głównie po ścieżkach rowerowych bez częstego hamowania, to mógłby pokonać dystans o kilka kilometrów dłuższy.

Hulajnoga w miarę dobrze znosi nierówności, bo ma amortyzator zarówno z przodu jak i z tyłu, ale mimo wszystko część drgań przenoszonych jest na kierownicę i już wspomniałem, że nie jest to zbyt komfortowe jak jeździmy np. po kostce. Można wspomóc się rękawiczkami, które usztywniają nadgarstki, zawsze coś.

Według specyfikacji, maksymalne obciążenie to 120 kg. U mnie było 70 kilo z hakiem, ale jeździły na niej osoby, które nawet przekraczały umowną granicę. Hulajnoga przetrwała, choć widać było, że amortyzator z tyłu miał „pełne ręce roboty”.

KUGOO S1 ma wyświetlacz LCD na kierownicy, który jest duży, ale niezbyt dobrze widoczny w słońcu. Ale jest, czego nie można powiedzieć o hulajnodze Xiaomi (pierwszej generacji, bo w wersji Pro już ekran jest). Wygląda dokładnie tak jak na zdjęciu poniżej, a zdjęcie było robione trochę w cieniu w miarę słoneczny dzień. Na ekranie zobaczymy podstawowe informacje jak prędkość, tryb jazdy, napięcie i status akumulatora czy pokonany dystans.

Trzeba też wspomnieć o oświetleniu. Z przodu, na kierownicy mamy całkiem solidne światło, które składa się z 24 diod LED i spokojnie oświetli to co dzieje się przed nami. Z tyłu z kolei mamy oświetlenie na błotniku, które świeci na czerwono – mruga podczas jazdy i świeci się ciągłym światłem podczas hamowania.

Podsumowując, czy warto kupić KUGOO S1?

Nawet pod koniec tej recenzji, myśląc nad podsumowaniem, porównuję KUGOO S1 do na pewno bardziej popularnego Xiaomi. Nic dziwnego, bo to jednak pewnego rodzaju wyznacznik. Teraz mogę stwierdzić, że hulajnoga od KUGOO to naprawdę dobra i tańsza alternatywa dla M365, prawie tak samo dobrze wykonana (w Xiaomi jednak bardziej dbają o detale), o podobnych parametrach, ale też z pełną amortyzacją, oświetleniem z tyłu, z tego co kojarzę, szerszą platformą na nogi czy regulowaną kierownicą.

Biorąc pod uwagę, że można ją mieć za mniej niż 1300 złotych w polskim Geekbuying, który udostępnił nam sztukę do testu (Dzięki!), to w mojej ocenie, jest to adekwatna cena do tego, co ta hulajnoga oferuje.

Pros

Plusy
  • Solidna konstrukcja i dobre wykonanie
  • Tempomat (!)
  • Składane rączki kierownicy
  • Duży wyświetlacz LCD (ale mało czytelny w słońcu)
  • Trzy tryby prędkości
  • Amortyzacja z przodu i z tyłu
  • Oświetlenie LED z przodu i z tyłu
  • Nóżka postojowa
  • Atrakcyjna cena jak na tak hulajnogę o takich parametrach
  • Dobre wsparcie serwisowe

Cons

Minusy
  • Ciężki w obsłudze mechanizm rozkładania
  • Chyboczące się rączki podczas jazdy
  • Amortyzatory mogły by lepiej sobie radzić na nierównościach
  • Wyświetlacz słabo czytelny w słońcu