Pomimo tego, że lato już dawno za nami to wcale nie oznacza, że chowamy hulajnogi do piwnicy i zapominamy o nich przynajmniej do marca. Ostatnio zawitała do mnie hulajnoga KUGOO M2 Pro, a jeszcze muszę napisać kilka słów o Ninebot ES2, którą używam na co dzień. Byłoby ciekawe, gdyby kiedyś pojawiła się też najnowsza hulajnoga od Ninebota – Ninebot KickScooter MAX G30. Powodów jest kilka, a jednym z nich jest ten, że hulajnoga trafiła do sprzedaży.

Ninebot KickScooter MAX G30 albo po prostu Ninebot MAX to hulajnoga elektryczna, o której ostatnio sporo się mówi. Po pierwsze podbiła jakiś czasu temu serwis Indiegogo otrzymując solidne wsparcie od prawie 6 tysięcy osób. Po drugie, ma napęd na tylne koło i ponoć jest w stanie przejechać 65 kilometrów na jednym ładowaniu. Po trzecie, wreszcie pojawiła się w sprzedaży poza serwisem crowdfundingowym. I po czwarte, podobno była na IFA 2019 i ja jak na złość jej nie widziałem.

Jak twierdzi sam producent, Ninebot MAX to trochę takie połączenie Xiaomi M365 i Ninebot ES4 w jednym. Ja dodałbym jeszcze, że chodzi tutaj o M365 w wersji Pro, bo MAX ewidentnie jest oparty na jej formie i konstrukcji. Podobnie wygląda i nawet identycznie się składa. Widać to przede wszystkim po platformie, kołach czy charakterystycznej kierownicy z ekranem. Jest jednak sporo rzeczy, którymi MAX może zainteresować.

Ninebot KickScooter MAX
Ninebot KickScooter MAX / fot. Ninebot

Przede wszystkim Ninebot MAX ma napęd umieszczony w kole z tyłu, co ma dać nam większą frajdę z jazdy, ale też większe bezpieczeństwo. Mimo tego, że jeszcze na niej nie jeździłem, to z tym bym mocno polemizował, bo pewnie znalazłoby się kilku odważnych, którzy wgrają moda na prędkość i będą próbować „wchodzić bokiem”. Jest też większa bateria, co ma zapewnić do 65 km zasięgu. Tutaj też podchodzę z dystansem, ale nawet jeśli będzie to 50 kilometrów to i tak będzie to świetny wynik.

Prędkość maksymalna to 25 km/h, co w sytuacji nadchodzących zmian w prawie wydaje się być wystarczające. Hamulce są dwa i znajdą się w kołach, ale trzeba zaznaczyć, że w tylnym kole jest elektroniczny, a w przednim mechaniczny, inaczej mówiąc bębnowy. Niestety nie ma tutaj hamulca tarczowego, który według mnie jest najbardziej skuteczny w tego typu pojazdach. Do tego dochodzą 10-calowe koła, dzwonek w formie manetki zintegrowany z kierownicą, obsługa z poziomu aplikacji (przydatne jest zabezpieczenie przed kradzieżą) czy zintegrowany zasilacz w obudowie.

Hulajnoga Ninebot MAX kosztuje ok. 2750 złotych i znajdziecie ją tutaj.

Ninebot KickScooter MAX
Ninebot KickScooter MAX / fot. Ninebot

Hulajnoga trafiła do sklepu GearBest gdzie jest o prawie 100 dolarów tańsza niż u innych „Chińczyków”. I teraz tak, kwota jaką trzeba zapłacić to 699 dolarów, ale żeby ją uzyskać trzeba wpisać kod rabatowy – X38BBBADDAD8D001. Mamy też darmową wysyłkę z opcją Priority Line, więc raczej nie powinniśmy się martwić o dodatkowe opłaty. Ninebot MAX można było kupić za 699 dolarów, ale była to mocno limitowana oferta dla wspierających jeszcze w trakcie trwania kampanii crowdfundingowej. Normalnie będzie to pewnie 799 dolców.

Cena nie jest wysoka, ale też nie jest niska. Przypomnę, że taka M365 Pro to koszt około 1900-2100 złotych w zależności gdzie się ją znajdzie. Czy się opłaca? Ja jeszcze nie znam odpowiedzi, bo testy przede mną, ale w sieci można już znaleźć kilka materiałów na jej temat. I to po polsku.

Tutaj od Centrum Testów Małych Pojazdów Elektrycznych:

A tutaj od Pana Klawiatura: