Od zawsze firma Jabra kojarzyła mi się tylko ze słuchawkami do telefonu i zestawami głośnomówiącymi do samochodu. Sam przez dłuższy czas używałem takich akcesoriów i polecałem je każdemu, gdy jeszcze pracowałem w salonie z elektroniką. Co więcej, jakbym się bardzo spiął i poszukał w szufladach, to pewnie jakieś jeszcze bym znalazł. Ale Jabra robi też słuchawki bezprzewodowe i z tego co można wyczytać w sieci, całkiem dobrze im to wychodzi. Postanowiłem to sprawdzić, dlatego jakiś czas temu na moim testowym biurku pojawiły się dwa modele – Elite 65t i Elite 85h. W tej recenzji poznacie moją opinię o tych pierwszych, ale zabawna sytuacja jest taka, że pisząc ten tekst te drugie… miałem na głowie.

Od razu napiszę, że Jabra Elite 65t to wcale nie są nowe słuchawki, bo jeśli mnie googlowa wyszukiwarka nie oszukała, to swoją premierę miały na ubiegłorocznej edycji targów IFA w Berlinie.  Razem z wersją Active. Doczekały się już nawet następcy, czyli modelu Elite 75t i to wcale nie tak dawno, bo (tak, zgadliście!) na IFA 2019. Akurat tak się złożyło, że testowane tutaj 65-tki miałem ze sobą na targach i mogłem je porównać na szybko z nowszym modelem, a to co z tego wyszło mogliście zobaczyć i usłyszeć w relacji wideo.

Wracając do testowanego modelu, Jabra Elite 65t to bezprzewodowe słuchawki douszne. Chodzi o to, że nie wpychamy ich na siłę do kanałów słuchowych, tak by trzymały się na samych silikonach. Ze względu na ich konstrukcję, słuchawki wkładany do ucha i opieramy je na małżowinie. Raczej nie trzeba do tego instrukcji (choć taka w pudełku oczywiście się znalazła), a zwyczajnego przyzwyczajenia i wyczucia jak wsadzić, by było dobrze. Zasada jest taka, że wkładamy słuchawki i lekko je przekręcamy, tak by wyglądało to mniej więcej jak na poniższym zdjęciu. Wtedy będziemy mieć pewność, że będą siedzieć wręcz idealnie. A nawet jeżeli nie, to zawsze możemy sobie je jeszcze podregulować, wymieniając silikonowe nakładki. Łącznie z tymi założonymi już na słuchawkach mamy dwa dodatkowe komplety (mniejsze i większe od tych założonych), hermetycznie zapakowane, co nie zdarza się zbyt często.

Jabra Elite 65t
Jabra Elite 65t

Nie miałem jeszcze słuchawek, które lepiej siedziałyby w uszach. Poważnie.

Nie żartuję. Przerobiłem już sporo modeli „bezprzewodówek” z różnych półek cenowych i od różnych firm. Jak dotąd, tylko Jabra Elite 65t nie przegrały w moim teście „wypadalności”. Przypomnę, wkładam słuchawki do uszu i ruszam energicznie głową w różnych kierunkach, by zasymulować jak najbardziej powalony bieg w historii… biegów. I okazało się, że słuchawki wytrzymały na tyle długo, że po minucie ze stoperem w ręku stwierdziłem, że dalsze kręcenie głową nie sensu. I nie, uprzedzając pytania, uszy miałem czyste, więc słuchawki na pewno się nie „przykleiły”. To znaczy, poniekąd przykleiły, bo w końcu siedziały na swoim miejscu, ale to przede wszystkim zasługa ich kształtu, dopasowania i ergonomii.

Elite 65t mają zwartą budowę, są bardzo lekkie (choć tutaj jako ciekawostkę warto zaznaczyć, że między prawą, a lewą słuchawką jest około 0,7 g różnicy), wyjątkowo wygodne i nieduże. Nie wystają i nie wyglądają tak jakbyśmy wsadzili sobie łuski po nabojach do uszu. Starannie wykonane i dostępne w trzech wersjach kolorystycznych z czego według mnie najlepiej wygląda ta tytanowo-czarna widoczna na zdjęciach w tym teście. Nie widać żadnych niedoróbek, niedoskonałości i ogólnie odczucie jest jak najbardziej pozytywne. W ogóle jeśli chodzi o odczucie to lubię też to w jaki sposób Jabra pakuje swoje produkty. Jest schludnie, konkretnie, jakościowo i wszystko ma tam swoje miejsce.

Jabra Elite 65t
Jabra Elite 65t

Na kilka dobrych słów zasługują też przyciski i sposób obsługi. W tego rodzaju słuchawkach często producenci za bardzo kombinują i nie wychodzi z tego nic dobrego. W Jabrach postawiono na klasyczne rozwiązanie w postaci fizycznych przycisków za co akurat ich bardzo szanuję. Nie ma tutaj żadnych gestów, muśnięć czy pacnięć. Prawa słuchawka ma jeden okrągły przycisk, który odpowiada za odtwarzanie i zatrzymywanie, a poprzez dłuższe przytrzymanie uruchamianie asystenta głosowego. W moim przypadku był to Asystent Google, ale jeśli ktoś sparuje słuchawki z iPhonem to będzie to Siri. A po zalogowaniu może to być też Alexa od Amazonu. Lewa słuchawka, mimo tego, że wygląda niemal identycznie, to ma dwa przyciski, zaakcentowane wypustkami. Nimi możemy zmieniać głośność (krótkie przyciśnięcia) albo przełączać się między utworami (przytrzymanie).

Wbrew temu, że słuchawki są małe, to obsługuje się je bardzo komfortowo i wręcz intuicyjnie. Ja nie czytałem instrukcji, a po kilku klikach wiedziałem do czego są odpowiednie przyciski. Nie ma problemu z trafieniem w przycisk, nawet gdy jesteśmy w ruchu. Słuchawki zawsze robiły to co akurat potrzebowałem, a skuteczność mogę śmiało określić jako 10 na 10. Zawsze reagowały.

Jabra Elite 65t
Jabra Elite 65t

Słuchawki nie obsługują kodeka aptX, a tym bardziej aptX HD, ale przyznam bez ogródek, że wcale nie odczuwałem ich braku. Wiem jednak, że dla niektórych może to być sporą wadą. Elite’y nie oferują jakiegoś nadzwyczajnego, wystrzeliwującego z kapci dźwięku, ale w swojej klasie są na pewno na jednej z topowych pozycji. Z jakości brzmienia jestem zadowolony i pasuje mi to jak te słuchawki sobie radzą z muzyką. Elite 65t grają bardzo czysto, dobrze rozróżniają wszystkie instrumenty i są bardzo uniwersalne, bo w zasadzie sprawdzą się w każdym utworze. Mnie trochę brakowało takiego bardziej mięsistego, głębszego basu, ale wiadomo, jak kto woli.

Słuchawki testowałem przede wszystkim ze Spotify i łączyłem je z BlackBerry KEY2. Obsługują Bluetooth 5.0 i wcześniej nie widziałem żadnej różnicy między nowszą, a starszą „czwórką”. Widocznie wcześniejsze słuchawki miały tylko 5.0 na papierze. W przypadku Elite’ów było tak, że chodziłem z nimi po całym domu i nie doświadczyłem ani jednego zacięcia czy zniekształcenia dźwięku, a połączenie ze smartfonem zawsze było stabilne i nie przerywało. Widać zatem, że Jabra przoduje w tej kwestii. W ogóle, samo parowanie czy późniejsze łączenie jest szybkie i poniekąd bezobsługowe. Gdy mamy włączone BT w telefonie, to wystarczy otworzyć pudełko, wyjąć słuchawki, a one połączą się z telefonem i same ze sobą. Bajka. Genialną funkcją jest też to, że po wyjęciu choćby jednej słuchawki z ucha, muzyka sama się zatrzymuje, a po włożeniu, sama wznawia.

Jabra Elite 65t
Jabra Elite 65t

Każda słuchawka ma po dwa mikrofony i jest to związane z dwiema kluczowymi funkcjami. Po pierwsze, Jabry niwelują niektóre niekorzystne dźwięki z otoczenia. Może nie działa to tak jak w najnowszych WF-1000XM3 od Sony czy już w ogóle jakichkolwiek nausznych słuchawkach z ANC, ale mimo wszystko jest naprawdę nieźle. Delikatnie odcinają nas od codziennych dźwięków, a jak włączymy jeszcze muzykę to takie hałasy jak wiatrak komputera, rozmowa telefoniczna w drugim pokoju, szuranie ciapkami czy klikanie na klawiaturze są całkowicie niwelowane.

Z drugiej strony jest coś takiego jak HearThrough, czyli opcja, która ma za zadanie przepuszczać ważne dźwięki przez słuchawki, przykładowo pikanie zielonego światła na pasach czy jakieś ważne komunikaty na dworcu czy lotnisku. Problem tylko w tym, że funkcję można aktywować tylko z poziomu aplikacji (chyba, że coś przegabiłem), a nie od razu na słuchawkach, więc tak trochę, średnio. Poziom „przepuszczania” możemy regulować suwakiem.

Skoro wspomniałem o funkcjach w aplikacji to w Jabra+ znajdziemy jeszcze equalizer z przygotowanymi ustawieniami, podstawowe informacje o słuchawkach jak to ile mamy jeszcze baterii czy która ze słuchawek jest połączona czy opcję odnajdywania słuchawek (do czego trzeba zezwolić na dostęp do lokalizacji). Przez aplikację możemy też aktualizować słuchawki (sam w trakcie testów dostałem dwie aktualizacje), ale według mnie najbardziej przydatną opcją jest tak zwany tryb „skupienia”. Przydaje się w sytuacji, gdy chcemy się odciąć od otoczenia, ale niekoniecznie w tym samym czasie chcemy słuchać muzyki. Można wtedy włączyć szum morza, dźwięk wodospadu, śpiew ptaków, a nawet deszcz… gdyby akurat ktoś miał ochotę na depresję w jesienny wieczór. W każdym razie, tryb dobry do tego, gdy chcemy się „wyłączyć” i na czymś szczególnie skoncentrować.

Zdarzało się też, że Elite 65t wykorzystywałem do rozmów głosowych. Fajne jest to, że możemy korzystać tylko z jednej słuchawki w jednym czasie, więc rzeczywiście wyglądało to jak niewielki i sprytnie schowany w uchu zestaw słuchawkowy. Mikrofony dobrze zbierały mój głos, rozmówca słyszał mnie dobrze, a ja dobrze słyszałem rozmówcę. Ale problem z połączeniami głosowymi leży gdzieś indziej. Jak tylko do kogoś wybrałem numer to słuchawki zaczynały dziwnie szumieć, co można było porównać do dźwięku przechodzącego wiatru przez rurkę PCV. Wiem jak absurdalnie to brzmi, ale tak było. Nie naprawiły tego żadne aktualizacje, więc zakładam, że wina leży po stronie mikrofonów, które próbują odseparować hałas z otoczenia albo po prostu te słuchawki tak mają i już.

Złego słowa nie mogę napisać o baterii, która rzeczywiście osiąga takie wyniki jak deklaruje Jabra. Tak naprawdę to mało pamiętam sytuacji, gdy musiałem ładować słuchawki. Było to może 2-3 razy „do pełna”, a tak słuchawki doładowywały się z etui. Elite 65t spokojnie wytrzymają te 5 godzin ciągłego działania i doładują się jakieś dwa razy energią z etujo-powerbanku. Aż zaskakujące jest to, że tyle można wykrzesać z pudełeczka, które na upartego można zmieścić w zaciśniętej dłoni.

Jabra Elite 65t
Jabra Elite 65t

Ale, żeby nie było, kilka wad też znalazłem.

Przy tak dużej ilości zalet można stwierdzić, że to właśnie wady będą tutaj kluczowe. A takie też znalazłem, choć nie powiedziałbym, że są na tyle istotne, by wpłynęły znacząco na moją ostateczną ocenę. Wspomniałem wcześniej, że słuchawki są wykonane z dobrych materiałów i jedyne zastrzeżenie jakie mam jest takie, że szybko widać na nich „wyświechtanie”. To znaczy, szybko się brudzą, a na obudowie mogą pojawić się obtarcia. Na słuchawkach tego tak bardzo nie widać, bo podczas przenoszenia siedzą wygodnie w etui, czego niestety nie można powiedzieć o samym etui. To już po tygodniu potrafi wyglądać źle, bo widać na nim swego rodzaju przetarcia, a my tak naprawdę nie wiemy w której sytuacji one powstały. Widać to dokładnie na zdjęciach niżej, więc albo trzeba obchodzić się z tym jak z jajkiem albo po prostu kompletnie to olać.

Co prawda, Jabra Elite 65t miały swoją premierę w 2018 roku, ale trochę szkoda, że nie możemy ładować ich przez USB-C. Osobiście większość rzeczy ładuję już z wykorzystaniem tego standardu, a w przypadku słuchawek zawsze muszę gdzieś mieć w pobliżu microUSB. Na całe szczęście, nowszy model ma już gniazdo na USB typu C, więc kłopot z głowy.

Dziwnie ma się też sprawa z gwarancją. Otóż, mamy dwa lata, ale tylko po rejestracji słuchawek w aplikacji i tylko na wszelkie usterki, które są związane z odpornością na wodę i kurz. Żeby było zabawniej, słuchawki spełniają normę IP55. Czyli co? Jeżeli w drugim roku z jakiegoś powodu przestaną grać to są do wyrzucenia? Czy po prostu jak przestaną grać to trzeba je skutecznie… umoczyć?

Czas na podsumowanie.

Przez ostatni czas używałem tych słuchawek jako moich „daily” i praktycznie zawsze ze sobą je gdzieś zabierałem. A to nosiłem je w kieszeni kurtki, a to były w przegródce w torbie od laptopa, a zdarzyło się też tak, że leżały w podłokietniku w samochodzie z kilkoma innymi szpargałami (to pewnie stąd też te obtarcia). Używałem je przede wszystkim do słuchania muzyki ze Spotify, czasami YouTube’a, ale też do audiobooków, akurat tych o Wiedźminie. Teraz mogę przyznać, że nic mi nie brakowało i wiedziałem, że mam przy sobie słuchawki, na które zawsze mogłem liczyć. Nie to co z ostatnimi Airdotsami Pro od Xiaomi. Te, które zawsze się połączą, będą dobrze grały i niczym negatywnym mnie nie zaskoczą. Te, przy których nigdy nie powiem czegoś w rodzaju: „Ej, co do cholery?!”. Miałem je też w uszach, gdy ćwiczyłem z RingFit Adventure na Switchu i ani przez chwilę nie miałem uczucia, że zaraz wypadną.

Gdyby właśnie teraz miał kupić słuchawki bezprzewodowe to wybrałbym właśnie Elite 65t.  Nie żadne applowskie, nie jakieś od Xiaomi, właśnie Jabra Elite 65t.

Dlatego jeśli macie podobnie, to możecie je brać w ciemno. Tym bardziej, że debiutowały w okolicy ośmiu stów, a teraz można spokojnie zmieścić się w pięciu. Do codziennego użytku? Jak najbardziej. Na siłownię, do biegania albo na rower? Oczywiście. Do rozmów? Też, choć tego akurat nie stawiałbym na pierwszej pozycji.