Gdybym miał wskazać tylko jedną serię smartfonów, którą szczególnie lubię to bez zastanowienia powiedziałbym o Galaxy Note od Samsunga. Urządzenie, które na początku było traktowane jako kiepski żart (ze względu na ogromny jak na tamte czasy 5,5-calowy wyświetlacz), teraz są jednymi z tych lepszych, najlepiej wyposażonych i najbardziej rozpoznawalnych. Gdy pojawiła się okazja, by przez dłużej poużywać najnowszego Samsunga Galaxy Note 10, to nie mogłem sobie odmówić. Nie tylko z sentymentu, nie tylko dlatego, że od dawna nie miałem w rękach Note’a. Też przez to, że to właśnie standardowa wersja, a nie ta z Plusem bardziej do mnie przemawiała. Co z tego wyszło?

Przez moje ręce przewinęło się kilka generacji Note’ów. Kiedyś byłem nawet tak mocno „znołotowany”, że Samsunga Galaxy Note 4 zakupiłem w przedsprzedaży. Tak wiem, głupi byłem, by na smartfon wydawać tyle pieniędzy, ale stało się i nikt tego nie zmieni. Później, mimo ogromnych chęci, Samsung nie ułatwiał zadania by Czwórkę zmienić na coś nowszego. Odpuściłem i choć mignął mi gdzieś tam jeszcze Galaxy Note 9, to od dawna w moich rękach nie było smartfonu z rysikiem. Właśnie od czasu Galaxy Note’a 10.

Czasami warto zrobić sobie dłuższą przerwę, bo przynajmniej człowiek widzi co się zmieniło. Wiem, że zabrzmi to mocno trywialnie, ale Galaxy Note 10 to najlepsze co przytrafiło się tej serii od lat. Nie żaden Note 10 z Plusem, nie żadne 5G, to akurat ta normalna wersja, według mnie, zrobiła największe zamieszanie. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Osobiście w całym 2019 roku nie miałem innego, przyjemniej leżącego w dłoni smartfonu.

Wiem, że takim zdaniem jak wyżej sam wystawiam się na publiczny lincz, ale to co zrobił Samsung pod względem ergonomii w Galaxy Note 10 zasługuje na smartfonowego nobla. Poważnie. Tak dopracowali krągłości obudowy, tak wpuścili wyświetlacz, tak pomniejszyli ramki i tak wszystko ze sobą idealnie spasowali, że smartfon leży w dłoni perfekcyjnie. Mimo tego, że specyfikacyjnie ma niemal 6,3-calowy wyświetlacz. Nie ma mowy o jakichkolwiek niedoskonałościach. Zdaję sobie z tego sprawę, że dla niektórych może to wydawać się absurdalne, ale tylko dlatego, że pewnie nigdy Note’a 10 nie mieli w rękach. Ja miałem i do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu. Polecam się przejść do pierwszego lepszego sklepu z elektroniką i samemu sprawdzić.

Zresztą, pewnego rodzaju postęp i możliwości Samsunga można zobaczyć na poniższym zdjęciu. Po lewej mamy BlackBerry KEY2, a po prawej Note’a (jakby ktoś jeszcze nie wiedział). Wiem, że są to skrajnie odmienne urządzenia, dla zupełnie różnych grup docelowych. Ale jeżeli taki Galaxy Note 10 jest mniejszy i mimo wszystko poręczniejszy to, cytując pewnego proboszcza – „wiedź, że coś się dzieje”. Dla przypomnienia, KEY2 ma ekran o przekątnej 4,5 cala.

BlackBerry KEY 2 (po lewej), Samsung Galaxy Note 10 (po prawej)
BlackBerry KEY 2 (po lewej), Samsung Galaxy Note 10 (po prawej)

Nie chcę tutaj pisać o oczywistych oczywistościach typu, że Galaxy Note 10 ma jeden z lepszych wyświetlaczy, że ma najlepsze bebechy, że potencjał aparatów to smartfonowa czołówka czy to, że ma tyle funkcji w jednym smartfonie, ile nigdy nie będzie miało całe portfolio manty. To, że zestaw sprzedażowy samsungowych flagowców jest bardzo rozbudowany i w zasadzie do pełni szczęścia brakuje tylko najprostszego, ochronnego etui i przelotki z jacka na USB-C. Chcę skupić się na rzeczach, które w najnowszym „Notatniku” najbardziej przykuły moją uwagę. To co według mnie jest fajne i to co nie jest. To, za co należą się oklaski na stoją i to, co obowiązkowo w kolejnej wersji trzeba poprawić (albo wyrzucić o czym niżej).

I pierwsze z brzegu, choć jestem zaskoczony, że jako przeciwnik wszelakich zakrzywień, w ogóle o tym piszę. Za bardzo nie przeszkadzają mi zaoblenia na szkle, bo mimo początkowej awersji, okazało się, że ani razu nie miałem sytuacji, by coś przypadkowo dotknąć. Jednak kilka milimetrów czarnej ramki po bokach zrobiło swoje. To połączenie tyłu z przodem i łagodne przejście między nimi naprawdę Samsungowi się udało. Na pewno jest lepiej niż w takim Galaxy S10.

W wyglądzie mniejszego Note’a przeszkadza mi centralnie ulokowane wycięcie w ekranie na przedni aparat. Nie przepadam za takimi rozwiązaniami i choć z czasem przestało mnie to drażnić tak jak na początku, to i tak chciałbym zobaczyć taki wyświetlacz bez żadnego otworu. Choćby ze względu na to, że więcej z taką dziurą jest problemów niż pożytku. Wycięcie jest widoczne w grach czy filmach, a i interfejs też na tym trochę cierpi.

Samsung Galaxy Note 10
Samsung Galaxy Note 10

Dobrze, że Samsungowi nie zebrało się na żarty, bo z różową wersją nie byłoby tak… kolorowo.

Trafiła mi się do testów wersja w kolorze Aura Glow, ochrzczona przeze mnie „benzynową plamą na przybrudzonym asfalcie”. Tu ponownie, lubię bardziej klasyczne kolory, bez żadnych wodotrysków, ale trzeba przyznać, że Galaxy Note 10 w tym „tęczowym” kolorze jest szalenie fotogenicznym smartfonem. Ilość przebarwień pod różnym kątem jest tak wielka, że w zasadzie na każdym zdjęciu może wyglądać inaczej. Różowy nie byłby tak wyjątkowy. I to nawet mi się podoba. Na szczęście, jeśli ktoś rzeczywiście jest zagorzałym przeciwnikiem wszystkiego innego niż jedyne słuszne czarne, to Galaxy Note’a 10 w czarnym też znajdzie.

Samsung Galaxy Note 10
Samsung Galaxy Note 10

Galaxy Note 10 nie zaskoczył mnie pod względem aparatów. Powód jest prosty – spodziewałem się, że będzie przynajmniej tak dobrze jak w Galaxy S10, a już na pewno w Note 9. I nie pomyliłem się, choć mam wrażenie, że podczas użytkowania tego smartfonu nie traktowałem aparatu jako jego najważniejszej rzeczy. Czegoś co trzeba sprawdzić ze szczególną uwagą. Mamy tryb normalny, szeroki kąt i dwukrotne przybliżenie. Po prostu z flagowymi samsungami jest tak, że mają wyjątkowo uniwersalny aparat. Może trochę podkręcają kolory, ale prawda jest taka, że to jest smartfon, którego wyciągniemy z kieszeni i w każdej sytuacji zrobimy dobre zdjęcie.

Kilka przykładowych zdjęć możecie zobaczyć poniżej:

I jeszcze zestawienie zdjęć z wykorzystaniem trybów: zwykły, szerokokątny i dwukrotne przybliżenie.

Nieodłącznym elementem serii jest rysik S Pen. Podejrzewam, że wie to nawet moja mama. W sumie z generacji na generację stylus był zmieniany i udoskonalany. W Galaxy Note 9 dostał nawet niewielki kondensator przez co rysik mógł działać – przez pewien czas – samodzielnie. Dostał też kilka nowych funkcji. A co zrobić jeśli pomysły się kończą? Wymyślić coś jeszcze. Coś co nie do końca będzie przydatne, ale coś czym można pochwalić się na prezentacji.

Z całym szacunkiem, ale gesty rysikiem to najdurniejsza rzecz w tym smartfonie.

Dlaczego? Bo nie działa! A jak już zadziała to raz na dziesięć razy. O ile do wygody korzystania, rewelacyjnej czułości czy interakcji z systemem nie można nic zarzucić, to wymachiwanie rysikiem przed telefonem jest bezsensowne i niepotrzebne. Wszelkie próby przybliżania, przełączania aparatów czy przesuwania zdjęć w galerii kończyły się frustracją i rzucaniem „zakrętami po włosku” na lewo i prawo. Częściej widziałem bąbelek z informacją, że gesty nie są obsługiwane niż faktyczne działanie tej funkcji. Na całe szczęście, można to wyłączyć i… zapomnieć.

Ja w dalszym ciągu czekam na funkcję, o której myślę przynajmniej od 2-3 lat. Chodzi o możliwość pisania rysikiem po każdej płaskiej powierzchni i przenoszenie tego w czasie rzeczywistym i w cyfrowej formie do smartfonu. Może kiedyś coś takiego się pojawi.

Samsung Galaxy Note 10 i rysik S Pen
Samsung Galaxy Note 10 i rysik S Pen

Niejako obowiązkiem jest też wspomnieć o możliwościach baterii. W Galaxy Note 10 mamy 3500 mAh i nie jest to wcale mało. Rezultaty osiągane na jednym ładowaniu nie są może rewelacyjne, ale jak najbardziej zadowalające. Przyznam się bez łaskotania, że nie sprawdziłem dokładnie SoT, ale u mnie było tak, że pod koniec dnia zawsze zostawało minimum 30% baterii. W moim przypadku, czyli po instalacji większości aplikacji, które używam, skonfigurowaniu dwóch kont pocztowych, włączonym LTE i działającym GPS podczas trasy do pracy i z powrotem (około godzina łącznie).

Ciężko jest wymagać czegoś więcej od strony akumulatorowo-ładującej. Szybkie ładowanie przewodowe? Jest. Ładowanie indukcyjne? Jest. Szybka ładowarka w zestawie? W pudełku. No dobra, niektórzy narzekają, że adapter ładowania ma USB-C, a kabelek zakończony jest po obu stronach tym samym złączem. Jeśli ktoś nie ma USB-C w komputerze to ciężko będzie zgrać jakieś dane.

Jeszcze przed Androidem 10

Galaxy Note 10, który odwiedził moje skromne progi miał jeszcze Androida 9. Jak wiadomo, od kilku tygodni dostępny jest oficjalny Android 10, który wprowadził lekki odświeżenie i kilka nowych funkcji (m. in. płynniejsze animacje systemowe, odświeżone ikony aplikacji, tryb ciemny czy gesty) Nie mniej, na Androidzie Pie nie zauważyłem niepokojących problemów. W zasadzie poza drobnymi i sporadycznymi przycięciami, których było tak mało, że nawet nie liczyłem, wszystko działało bardzo sprawnie. Ogólnie One UI zaklasyfikowałbym na pewno w TOP 3 moich ulubionych nakładek. Sporo funkcji i wreszcie jakoś sensownie i przejrzyście poukładanych.

Sprawdziłem też tryb DeX i… nadal coś nie mogę się przekonać. Po kilku chwilach nie jest to sposób pracy do jakiego mógłbym się przyzwyczaić. Nie jest to coś na czym mógłbym pracować na co dzień. Coś co zapewniałoby mi taką produktywność jaką mam na komputerze. Sprawdzić można, ale trzeba mieć na uwadze to, że bezproblemowo będzie to działać tylko z oryginalnym adapterem. W trakcie testów miałem obok siebie hub od firmy Baseus. Zadziałało, ale z komunikatem, który możecie zobaczyć na poniższym screenie.

Samsung Galaxy Note 10 - tryb DeX
Samsung Galaxy Note 10 – tryb DeX

Czas na kilka słów, ale tym razem podsumowania. Dla mnie to aktualnie najlepszy smartfon od Samsunga. Nie żaden Galaxy Fold, nie wersja Note’a z Plusem, nie Galaxy S10, a właśnie normalny Galaxy Note 10. Zaplusował u mnie przede wszystkim niesamowitą poręcznością i wygodą obsługi (jak na ekran, który ma), a także wysoką produktywnością. Znowu poczułem, że ma w ręku coś więcej niż smartfon. Taki smartfon, z którego mógłbym z satysfakcją korzystać codziennie.

W 2020 roku to nadal będzie diabelsko dobry smartfon.

Oczywiście Galaxy Note 10 ma mnóstwo mocnych stron, ale trafiło się też kilka niezrozumiałych zagrywek. Dla mnie były to gesty w rysiku, ale dla innych może to być na przykład brak gniazdka słuchawkowego czy brak diody powiadomień. Dla mnie mini jack nie jest czymś co muszę mieć, ale oprócz słuchawek na USB-C przydałaby się też przelotka z jacka na USB-C. Tak żeby każdemu dogodzić i by zestaw był jeszcze bardziej uzupełniony.

Samsung Galaxy Note 10
Samsung Galaxy Note 10

Te kilka tygodni z Galaxy Note 10 naprawdę bardzo przyjemnie wspominam. Do tego stopnia, że po tym jak już odesłałem testówkę do Samsunga to przez kilka dni przeglądałem oferty różnych sklepów, sprawdzając co chwilę za ile można zgarnąć Note’a. I co zaskakujące, nadal to robię. Kwota na poziomie 4149 złotych jaką Samsung zażyczył sobie zaraz po premierze była trochę za wysoka. Teraz spokojnie można go znaleźć za około 3200 złotych (749 euro) na przykład na niemieckim Amazonie. Co więcej, można też liczyć na zjazd cenowy w Polsce, szczególnie jakoś w III kwartale tego roku, gdy zbliżać się będzie premiera następnej generacji.

Mam wrażenie, że w 2020 roku to nadal będzie jeszcze bardziej opłacalny (wiadomo, w końcu cena będzie niższa) i przede wszystkim pewny smartfon, który pod względem tego co oferuje, ani trochę się nie zestarzeje. Myślę, że większość osób też tak uważa i wyczekuje odpowiedniego momentu żeby go kupić. I tak – aż chce się mieć znowu Note’a.