Nigdy nie sądziłem, że będę pisał o tak ogromnym telewizorze. Oczywiście sporo jeszcze brakuje mu do rekordu, bo są przecież telewizory z trzycyfrową przekątną, ale telewizor 98 cali też robi wrażenie. Szczególnie jeśli jest od takiej marki jak Redmi. Tu wcale nie chodzi o specyfikację, a o to, że znowu zaskoczyli. Przede wszystkim ceną i przede wszystkim Chińczyków.

Do niedawna mówiło się, że to Xiaomi czy Huawei są świeżymi producentami telewizorów, bo o ile się nie mylę, produkty w tej kategorii mają raptem od kilku lat. To co powiedzieć o Redmi? Firmie, która ma tyle telewizorów co mało doświadczony i niezwykle pechowy pracownik tartaku palców u jednej dłoni? Można je poniekąd zaliczyć do Xiaomi i tak też niektórzy robią, ale to właśnie pod nazwą Redmi TV MAX widnieje ten telewizyjny „potwór”.

Do tej pory Redmi TV mogło przyciągać uwagę 70-calowym telewizorem o kompletnie niezachwycającej specyfikacji. No bo jak można było czuć podniecenie, gdy pod koniec 2019 roku patrzyło się na tabelkę z 2 GB RAM, 16 GB pamięci wewnętrznej, a do tego gwiazdką przy rozdzielczości 4K i HDR? Mówiło się, że ma być tani, ale jeśli taki TV aktualnie kosztuje ponad 1700 dolarów (tak, za tyle znalazłem go na Ali) to można mówić o nim, że jest tani? Nic z tych rzeczy, więc przeliczanie na szybko z juanów kompletnie mija się z celem. Owszem, czasami może to być pewien wyznacznik, ale na pewno nie w przypadku telewizorów. Na pewno nie tego i jestem przekonany, że tego nowego też nie.

Telewizor 98 cali Redmi TV MAX
Telewizor 98 cali Redmi TV MAX / fot. Mi.com

Telewizor 98 cali od Redmi

Wszystko przez to, że z telewizorem Redmi TV MAX może być podobnie jak ze wspomnianą wyżej 70-tką. Rzeczywiście, przekątna na poziomie 98 cali robi piorunujące wrażenie, szczególnie, gdy patrzy się na powyższe zdjęcie i na swój aktualny 43-calowy telewizor (co ciekawe, też od Xiaomi). Przy takim kolosie nawet ten oczyszczacz powietrza od Xiaomi wydaje się strasznie mały. Robi się też pewien problem, gdzie takie coś postawić, bo według wszelkich obliczeń, trzeba siedzieć jakieś 4,5 metra od telewizora, by w miarę komfortowo coś obejrzeć.

Poza 98-calową przekątną to niewiele jest danych, które sprawią, że serce zabije mocniej. Widać zatem, gdzie szukano oszczędności i co miało być tym . Trzeba przyznać, że specyfikacja jest lepsza niż rok temu, ale trochę głupio byłoby znowu zobaczyć 2 GB RAM’u jeśli mamy 2020 rok. Zatem, RAM’u mamy 4 GB, a do tego 64 GB pamięci na dane i aplikacje. Telewizor wyświetla obraz w 4K, ma matryce 60 Hz i wsparcie dla HDR. Znowu, niczym to nie zachwyca, ale po myślę, że nawet po podstawowej kalibracji można z niego wyciągnąć ciut więcej. Telewizor jest oparty na Androidzie z nakładką PatchWall, znaną z telewizorów od Xiaomi.

Telewizor 98 cali Redmi TV MAX
Telewizor 98 cali Redmi TV MAX / fot. Mi.com

Na pewno nie zaskoczy nikogo waga telewizora na poziomie 70 kilogramów. Bez nóżek mieści się w 70 kilo, ale wątpię, by znalazł się ktoś, kto powiesiłby taki TV na ścianie. No dobra, może i bym znalazł, ale co najwyżej zawiesiłby wkrętami prosto przez matrycę. Nie widziałem, by jakaś firma miała w ofercie uchwyt, który udźwignie taką konstrukcję.

19999 juanów, czyli na pewno nie 12 tysięcy złotych.

Tyle ten telewizor kosztuje na oficjalnej stronie – prawie 20 tysięcy juanów. Patrząc na sytuację z 70-calowym TV nie ma co liczyć, że za 98 cali wyjdzie tyle, ile kosztuje w Polsce pięćdziesiątka z wyższej półki. Nie ma szans. Coś czuję, że te 19999 juanów zamieni się zaraz w 10 tysięcy dolców i tyle będzie z taniego telewizora od Redmi. Obym się mylił, ale nawet jeśli, to pewnie i tak nie odważyłby się takiego kolosa zamawiać kurierem prosto z Chin. To kolejny powód, dla którego trzeba ten produkt traktować jako tech-ciekawostkę. No chyba, że specjalna dostawa VIP będzie jakimś cudem obowiązywać na terenie całego świata. Wtedy przyjedzie dwóch techników, przytargają ze sobą telewizor, wniosą i ustawią gdzie trzeba, a do tego jeszcze skonfigurują, uśmiechną się i sobie pójdą. Przypomnę tylko, że za 98-calowy QLED od Samsunga trzeba dać 250 tysięcy złotych. Tak, właśnie tyle.

Coś mi się zdaje, że w tym przypadku lepiej wybrać laserowy projektor od Xiaomi, o którym już kiedyś pisałem na Galaktycznym.