Jak już zapewne wiecie, Huawei właśnie pokazał swoje nowe, flagowe smartfony. Jak się okazuje, są trzy: Huawei P40, Huawei P40 Pro i Huawei P40 Pro+. Nie sądziłem i raczej nie spodziewałem się, że wraz ze startem konferencji będę mógł sam wziąć testową sztukę w swoje ręce. Tak, mimo panującej epidemii wirusa, Huawei bardzo sprytnie to rozegrał. A skoro Huawei P40 Pro jest już na galaktycznym biurku, to właśnie na nim się skupię i przez najbliższe tygodnie sprawdzę co potrafi.

Nie będę tutaj pisał czegoś w stylu – pierwsze wrażenia po dwóch godzinach intensywnego używania. Nie dlatego, że trwało to dłużej, a po to, by nikomu nie podkraść tytułu na jakże klikbajtowy artykuł. Po takim czasie to co najwyżej można go wyjąć z pudełka, włączyć i skonfigurować, a potem napisać o tym, co zauważyło się na tak zwany „pierwszy rzut oka”. A przyznam, że już trochę tego jest.

Huawei P40 Pro
Huawei P40 Pro

Przede wszystkim, Huawei P40 Pro nie jest taką patelnią na jaką się zapowiadał. Przyłożyłem do OnePlusa 6 i na wysokość jest niemal taki sami. Od razu czuć, że smartfon jest porządnie wykonany i przez zaoblenia – z jednej strony obudowy, z drugiej ekranu i szkła, dobrze leży w dłoni. Mam wrażenie, że nawet za dobrze.

Ale co z tego jak z tym ekranem to trochę przesadzili? W sensie, pod względem jakości jest świetny i ciężko jest się do czegoś przyczepić. Ale te zaoblenia raczej z praktycznością niewiele mają wspólnego. Nie spotkałem się jeszcze z tym, by ucinało klawiaturę jak na zdjęciu poniżej. Dziwnie to wygląda i niestety wpływa na wybieranie tych skrajnych przycisków.

Huawei P40 Pro
Huawei P40 Pro

Mało tego, gdy spojrzymy na górę, od razu zauważymy koszmarnie duże wycięcie w ekranie – to pierwsza rzecz, która od razu rzuca się w oczy po odpaleniu. W dodatku ulokowane po lewej stronie. Nie mierzyłem z linijką, ale przynajmniej jedna czwarta długości to „wstawka” z kamerami i czujnikami. Na co to wpływa? A na to, że tylko przestrzeń po prawej jest przeznaczona na ikony powiadomień i inne oznaczenia. Nie nad, nie pod, a właśnie obok.

Ale żeby nie było tak negatywnie, ekran muszę pochwalić za świetną „responsywność” i czujnik biometryczny, który reaguje błyskawicznie (ale nie aż tak jak ten, który byłby np. z tyłu czy po boku smartfonu).

Przede wszystkim trzeba przestestować aparat.

Huawei od czasu modelu P9 ciągle podnosił poprzeczkę jeśli chodzi o smartfonowe możliwości foto. W Huawei P40 Pro też to zrobił. Szczerze powiedziawszy to do aparatów wsadzili tyle nowości, że zejdzie sporo czasu, by to wszystko posprawdzać. Na samej wideo-prezentacji tak się zmieszałem, że muszę na spokojnie to przetrawić, sprawdzić samemu i „popstrykać”. Muszę też przyznać, że świetnie wygląda ten prostokątny teleobiektyw, schowany w obudowę. Naprawdę robi wrażenie czegoś „Pro”, choć ciekawe jaki będzie w praktyce. Zauważyłem, że jeszcze 5-krotne przybliżenie daje dobre efekty, nawet 10-krotne nie wygląda źle. Ale 50-krotne możecie od razu wsadzić między bajki.

Huawei P40 Pro
Huawei P40 Pro

Huawei P40 Pro – co jeszcze warto wiedzieć „na szybko”?

  • Smartfony nie mają usług Google, ale jest opcja przeniesienia wszystkich danych i ustawień ze „starego” telefonu. Nie, jeszcze nie sprawdzałem czy można to „obejść”.
  • Jest AppGallery, czyli huaweiowy sklep z aplikacjami
  • W zestawie ze smartfonem jest ładowarka SuprCharge o mocy 40 W i ochronne etui
  • W przedsprzedaży dorzucany jest między innymi smartwatch Huawei Watch GT2
  • Przedsprzedaż rusza dzisiaj, czyli 26 marca 2020 roku i trwa do 13 kwietnia.
  • Huawei P40 Pro kosztuje 4299 złotych w wersji 8/256 GB (takiej jaką testuję)
  • Tak, nie ma mini jacka, ale w pudełku są przewodowe słuchawki na USB-C
  • „Wyspa” z aparatami wystaje na około półtora milimetra
  • Smartfon na start ma Androida 10 i EMUI 10.1