Infinix Zero 8, czyli takiego układu aparatów jeszcze nie widzieliśmy

2

Czasami dzieje się tak, że zupełnie niespodziewanie pojawia się jakiś nowy, egzotyczny smartfon. Z pewnością do takich smartfonów można zaliczyć Infinix Zero 8, najnowszy i wygląda na to, że najlepszy smartfon tej chińskiej marki jaki do tej pory się pojawił. Co w nim takiego ciekawego?

Sądziłem, że z marką Infinix nigdy się nie spotkałem, ale jak wyguglowałem kilka ich smartfonów to okazały się jakoś dziwnie znajome. Z nazwy. Oczywiście z naturalnych przyczyn nigdy nie miałem żadnego w rękach, a to dlatego, że najwięcej jest ich w Indonezji i krajach sąsiadujących. Pewnie dlatego też są względnie tanie jeśli przeliczymy ich tamtejszą cenę na dolary czy złotówki. Wiem, że tego się tak nie robi, ale żeby mieć jakiekolwiek odniesienie, Infinix Zero 8 kosztuje jakieś 260 dolarów.

Infinix Zero 8
Infinix Zero 8 / fot. gizmochina

Dla mnie wygląda trochę „odpustowo”, ale to kwestia gustu. Gradientowa obudowa, mieniące się kolorki i ułożenie aparatu w formie „kopniętego kwadratu” jakiego jeszcze nie widzieliśmy w żadnym bliższym nam smartfonie. Przyznam, że to poniekąd element rozpoznawczy, ale tak na chwilę, bo nie sądzę, by miesiąc po przeczytaniu tego tekstu ktokolwiek jeszcze pamiętał o tym smartfonie.

A jak jest od strony specyfikacyjnej? Całkiem znośnie. W takim smartfonie nie mógł się znaleźć inny układ niż tego od MediaTeka i w tym przypadku jest to Helio G90T. Jest 8 GB RAM i 128 GB na dane. Infinix Zero 8 to spora „patelnia”, bo mamy tu prawie 7-calowy ekran Full HD+, ale podoba mi się to, że ma odświeżanie na poziomie 90 Hz. Niestety, oszczędności gdzieś musiały być, bo jest to IPS LCD.

Infinix Zero 8
Infinix Zero 8 / fot. gizmochina

Z tymi oszczędnościami jednak bywa różnie, bo gdy dodamy do siebie wszystkie aparaty to będzie ich 6: dwa z przodu w „tiktakowym” wycięciu i cztery z tyłu. Ten główny z przodu ma 48 Mpix i elektroniczną stabilizację. Główny z tyłu oparty jest na sensorze Sony IMX686, ma 64 megapiksele i podobnie jak ten do selfie, ma elektroniczną, a nie optyczną stabilizację obrazu. Widać, że Chińczycy znowu chcą kogoś zaskoczyć liczbami, ale coś czuję, że w rzeczywistości zdjęcia będą na poziomie jakiegoś Redmi za tysiaka.

Coś jeszcze? Miło, że smartfon debiutuje z Androidem 10, ale nie miło, że wrzucili na niego jakąś „infinixową” nakładkę. Ma baterię 4500 mAh, ale istotniejsze od samej pojemności jest bardzo szybkie (jak na taniego chińczyka) ładowanie – 33 W. Jest też USB-C, mini jack, czytnik palucha na bocznej krawędzi czy slot na kartę micro SD.

Pewnie nigdy nie zobaczymy tego smartfona w Europie, bo nawet jeśli tak by się stało, to zapłacilibyśmy znacznie więcej niż wskazuje na to przelicznik. Ale europejskich odpowiedników nie brakuje, droższych, ale może i przez to pewniejszych.