Do końca miesiąca, a dokładniej do 1 lutego 2021 (9:00 czasu polskiego) można pobrać wersję DEMO gry Monster Hunter: Rise. Trzeba się śpieszyć, bo zostało niewiele czasu!

Wersje demo wcale nie umarły!

Jak widać demówki nie są reliktem przeszłości i nadal są w życiu graczy. I bardzo dobrze! Jest to dużo lepszy sposób przetestowania gry niż oglądanie gameplay’ów. Chociaż zauważyłem dziwną tendencję do wypuszczania wersji demo po premierze gry, zamiast przed nią, ale nie jest to regułą. Całe szczęście!

Jeśli chodzi o cykl Monster Hunter to po raz pierwszy zetknąłem się z nim jakieś dwa lata temu. Znajomy dał mi znać, że będzie BETA Monster Hunter: World na PS4. Zaciekawił mnie wystarczająco, żeby znaleźć chwilę czasu i razem z nim pograć w ten tytuł. Niestety odbiłem się od niego bardzo szybko. A szkoda, bo gra wbrew pozorom jest dosyć ciekawa. Moim zdaniem była to wina kiepsko zrobionej bety. Do tytułu zasiadłem raz jeszcze parę miesięcy po premierze i dopiero wtedy rozwinęła ona skrzydła.

Co prawda w Monster Hunter: World jak i Rise można grać solo, nic nie stoi na przeszkodzie, ale to właśnie w co-opie jest najciekawiej!

Jedno muszę przyznać – nie jest to gra dla każdego. Dlaczego? Trzeba się jej, niestety, nauczyć. Na każdego potwora przyda się inna broń, inna taktyka. Nie jest tak jak w standardowych RPG-ach akcji, a szkoda, bo wtedy tytuł stałby się na pewno popularniejszy. Jest to pozycja dla graczy, którzy lubią długie walki z jednym przeciwnikiem, bo tak to wygląda. Ubicie jednej bestii to czasami kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt minut

Monster Hunter: Rise – czy warto?

Zdecydowanie warto to przetestować. Dopóki ktoś na własnej skórze nie odczuje na czym polega gra w Monster Hunter, nie zrozumie o co chodzi. Czy warto kupić? To już zależy od każdego z nas indywidualnie. Ja osobiście nie mam aż na tyle cierpliwości, żeby spędzać czas przy tego typu grze. Chociaż demo pobrałem i zamierzam z niego pokorzystać. Może w końcu nauczę się w to lepiej grać?

Sama demówka będzie dostępna do 1 lutego 2021, do godziny 9:00 czasu polskiego.

Każdy kto ją pobierze, będzie mógł w nią grać, nawet po tym jak zostanie usunięta z Nintendo eShopu. Nie będzie za to już opcji grania po sieci. Samo demo daje nam opcje rozegrania 30 misji, a tych mamy do wyboru cztery: dwie treningowe i dwie polowania.

Szczerze zachęcam każdego do wypróbowania. Nic to nie kosztuje, a może akurat ktoś trafi na idealny dla siebie tytuł. Jak już wspominałem, nie mam do tej gry cierpliwości – wole jak widać pasek zdrowia przeciwnika i walka jest trochę mniej… wymagająca i toporna? Tak, to chyba najlepsze określenie. Mimo wszystko – podziwiam ludzi, którzy w tym wymiatają do tego stopnia, że aż miło popatrzeć. Wspominałem, że gra ma polskie napisy?

Jak przedstawia się rozgrywka?

Jeśli chodzi o moje wrażenia z rozgrywki, to jest to dla mnie dokładnie to samo co w Monster Hunter: World. Czy to źle? Absolutnie! Monster Hunter: Rise mogę śmiało nazwać portem na Switcha, z paroma usprawnieniami. Graficznie nie odbiega od poprzedniczki, wręcz przeciwnie – wygląda niemalże identycznie. Co uważam za duży plus, bo Monster Hunter: World jest grą ładną, mimo że od premiery trochę czasu minęło. Jedna z nowości jaką wyłapałem to kumpies (pies-przyboczny), który walczy po naszej stronie i służy jako środek transportu. Takie dopełnienie dla koleżkota. Ciekawe, czy w pełnej wersji będzie można spersonalizować wygląd obu?

Ze swojej strony przypomnę, że Monster Hunter: Rise zmierza wyłącznie na Switcha, a debiut jest zaplanowany na 26 marca 2021.