Akurat tak się złożyło, że pod rząd testuję kilka kamer samochodowych. O jednym z nich mogliście już przeczytaj tutaj, a teraz dowiecie się czegoś więcej o tytułowych Xblitz S10 Duo. Duo w nazwie jednoznacznie wskazuje, że rejestrator nagrywa zarówno to co jest z przodu jak i z tyłu samochodu. Jak to robi, co jeszcze potrafi i czy można mu zaufać? Tego dowiecie się z tej recenzji.

Xblitz S10 Duo
Xblitz S10 Duo

Od czego zacząłem w przypadku S10 Duo? Nie, nie od montażu w samochodzie. Zacząłem od aktualizacji, co poniekąd było zalecane, bo była to pierwsza informacja jaką zobaczyłem po otworzeniu pudełka. Fajnie, bo kompletnie się tego nie spodziewałem, ale nie fajnie, bo i tak ostatecznie musiałem to zrobić w samochodzie. Podłączając rejestrator pod ładowarkę przy biurku za nic w świecie nie mogłem jej uruchomić. W sensie, włączała się na chwilę i po chwili wyłączała. Aktualizacja z kolei sprowadzała się do wgrania na kartę pamięci jednego pliku, uruchomienia rejestratora z ów kartą w środku, a potem sformatowania karty z pozycji rejestratora. Tu ogromny plus dla Xblitza za to, że do zestawu dorzucili czytnik kart microSD na USB. Jeżeli ktoś nie ma swojego czytnika to ten dodatek strasznie ułatwia sprawę podczas aktualizacji.

Udało się, a wersja z 1.0 wskoczyła na 1.1. Dla ścisłości, w rejestratorze korzystałem z karty Netac P500 o pojemności 32 GB.

Kolejny krok to montaż wideo-rejestratora w samochodzie, ale z racji tego, że był tam poprzedni testowy egzemplarz, podmiana wszystkiego zajęła dłuższą chwilę. Ale i tak przymocowanie i podłączenie wszystkiego „od zera” nie powinno wam zająć więcej niż pół godziny. Wiele zależy od tego czy tylną kamerkę zamontujecie zgodnie ze sztuką, czyli przy tylnej szybie, czy może jednak tak jak ja to zrobiłem, czyli przy panelu oświetlenia kabiny.  Dlaczego akurat tak? Chciałem monitoringiem objąć jak najwięcej tego co dzieje się wokół samochodu i mieć jednocześnie podgląd na bagażnik.

Xblitz S10 Duo
Xblitz S10 Duo

Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że ten rejestrator będzie tak dobrze wykonany. I nie tylko sam rejestrator, ale też niemal każdy element (no może poza wspomnianym już czytnikiem kart) zestawu. Tutaj bardzo dobre wrażenie robi już uchwyt, który nie jest przesadnie duży, a można go regulować w aż trzech miejscach. Każdy „trybik” działa sprawnie i pewnie, a przyssawka, nawet w zimę, mocno trzyma rejestrator na swoim miejscu.

Najlepsze jest to, że uchwyt jest magnetyczny i ma wbudowany port ładowania.

Magnetyczne złącze działa za każdym razem, nie musimy ani celować ani za bardzo się starać, by przypiąć rejestrator na swoje miejsce. Zbliżamy, cyk i gotowe. Xblitz S10 Duo trzyma się prawidłowo, a magnesy są na tyle mocne, że nie musimy się martwić o to, że urządzenie się odczepi, nawet jeżdżąc po ulicy Szyszkowej w Warszawie. To też idealny patent dla kogoś, kto zabiera rejestrator ze sobą albo po prostu chowa go gdzieś w schowku.

Szalenie wygodne i pomysłowe rozwiązanie, zarówno z magnesami jak i ulokowaniem portu do podłączenia ładowarki. Nawiązując jeszcze do tego drugiego, port (o zgrozo!) to przestarzałe mini USB. O jego istnieniu powoli się zapomina, a dla młodszych użytkowników stanowi podobną ciekawostkę co walkman czy IrDA w telefonie, ale widać, że producenci rejestratorów i nawigacji usilnie się go trzymają. Po co? Pewnie ze względu na koszty i to, że możliwości takiego USB-C nie byłby w pełni wykorzystane. Dla wyczerpania tematu napiszę jeszcze, że mini USB mamy też w samym urządzeniu.

Xblitz S10 Duo swoim wyglądem nawiązuje do kompaktowego aparatu fotograficznego. Świadczy o tym centralnie wystający obiektyw, wybrzuszenie po prawej stronie z przodu czy spory wyświetlacz po drugiej stronie. Mnie to nawet pasuje albo inaczej – nie przeszkadza. Rzeczywiście pod względem wykonania i prezencji można tu dać piątkę z plusem. Spasowanie dobre, materiały tak samo. Nic nie trzeszczy, choć z racji testów w iście zimowej atmosferze, ciężko jest mi stwierdzić jak zastosowane tworzywo będzie się zachowywać po kilku tygodniach przy ponad 30-stopniowym upale. Mocną stroną w kwestii wykonania jest tutaj też obiektyw, który składa się z 6 soczewek wykonanych ze szkła.

Rejestrator ma 2,4-calowy wyświetlacz TFT, który jest wystarczający do obsługi, ale też do tego, by przejrzeć nagrania. Po prawej stronie są przyciski do obsługi, co od razu sugeruje, że ekran nie jest dotykowy. Mamy tu klasykę wideo-rejestratorów w kwestii obsługi interfejsu. Nic trudnego, ale mam dwa zastrzeżenia. Jak to w każdym przypadku trzeba poświęcić chwilę, by ogarnąć co robią wszystkie przyciski. Przykładowo, że dłuższe przytrzymanie „M” flaguje aktualne nagranie tak, by nie zostało nadpisane czy to, że strzałka w górę wyłącza mikrofon. Druga rzecz to wielkość i czytelność menu. Szczerze, mając tak duży wyświetlacz jak na kamerkę samochodową, wszystkie opcje powinny być przynajmniej dwukrotnie większe. A przez to – czytelniejsze.

Xblitz S10 Duo
Xblitz S10 Duo

Mamy Full HD i 30 klatek, zarówno z przodu jak i z tyłu.

Xblitz S10 Duo ma sensor SONY IMX307 i podobno ma sobie radzić wyjątkowo dobrze, także po zmierzchu. Zacznę od tego, że główna kamera nagrywa w większej rozdzielczości niż Full HD i nawet wyższym klatkarzu. Przy podłączonej kamerze tylnej, obydwie mają Full HD i 30 klatek na sekundę. W mojej ocenie to idealny kompromis i wystarczająca rozdzielczość, by być zadowolonym z jakości. Tym bardziej, że przeważnie, ta druga kamera na tył znacznie odbiegała jakością od tego co oferuje przednia. Tu ta z tyłu jest przynajmniej o klasę wyżej niż to co oferował testowany ostatnio model Navitela.

Patrząc na to co potrafi Xblitz mogę śmiało przyznać, że oferuje taką jakość nagrań jaką jestem w stanie zaakceptować. Nie zawsze, ale w większości sytuacji jesteśmy w stanie doczytać się znaków na tablicy rejestracyjnej. Niezależnie od tego czy jest noc czy dzień. Gdy samochód jest przed nami, za nami czy na pasie obok. Idealnie nie jest, bo przy większej prędkości zamiast tablicy zobaczymy tylko rozmazane biało-czarne pole, ale chyba żaden rejestrator w podobnej cenie tego nie potrafi.

Zerknijcie sami, najpierw kilka wycinków z przedniej kamery:

A tutaj z tylnej:

Jeszcze z dziennikarskiego obowiązku, kilka technicznych rzeczy. Pliki zapisują się na karcie w formacie mp4 i przy ustawieniu długości na 3 minuty każdy z przedniej kamerki ma 258 MB. Szybkość danych to prawie 12 Mb/s. Niestety audio to tylko mono przy 96 kb/s. Nagrania z tylnej kamery zajmują mniej, trochę ponad 180 MB, a to ze względu na niższy bitrate.

Po kilku tygodniach jeżdżenia z S10 Duo przy szybie nie miałem sytuacji, by rejestrator mnie zawiódł.

No może raz, gdy nie uruchomił automatycznie nagrywania po uruchomieniu silnika, ale podejrzewam, że to bardziej ja coś namieszałem czy naklikałem. Za każdym kolejnym razem było już w porządku. Podoba mi się też to, że pliki na karcie są ładnie opisane. Te z tylnej kamery lądują w tym samym folderze, ale na końcu mają dopisaną literę „B”. Z kolei zabezpieczone nagrania wędrują do folderu SOS, więc szybko można je odnaleźć. Ogromną zaletą jest też możliwość podłączenia tylnej kamery tak, by działała jako kamera parkowania. Ja niestety nie mogłem tego sprawdzić ze względu na auto służbowe.

Xblitz S10 Duo kosztuje około 450 złotych. Po dłuższym namyśle muszę stwierdzić, że to adekwatna cena biorąc pod uwagę całokształt. To jak jest zbudowany, co mamy w pudełku czy w końcu to jak radzi sobie z nagrywaniem. Ja mógłbym z powodzeniem używać takiego zestawu w swoim samochodzie, choć ostatecznie i tak poszukałbym czegoś jeszcze lepszego. Być może z jeszcze „ostrzejszymi” nagraniami czy większym polem widzenia (testowany Xblitz ma 150 stopni z przodu i 120 z tyłu).