Cyberpunk 2077 jest trochę jak burza w prognozie pogody. Ma przyjść, ma być głośno, mają być emocje. A jak przychodzi co do czego, to pierdnie… znaczy huknie dwa razy, zawieje trochę i tyle. Nie inaczej było z premierą Cyberpunka. Miały być wielkie emocje! I były, ale nie do końca pozytywne. Ale ja nie o tym. Najnowsze dzieło CD Projekt RED, wraca na salony! A dokładniej do PlayStation Store.

Można grać, ale nie do końca

Podobno wszystko przed „ale” jest g… warte. Czy jest tak w przypadku rzekomej grywalności Cyberpunka? I tak, i nie. Już śpieszę z wytłumaczeniem. Muszę oddać Redom co ich, bo w pocie czoła (a przynajmniej mam taką nadzieję) łatali swoje najnowsze dzieło. Cóż… Nie trzeba by było tego robić, gdyby gra była gotowa w dniu premiery, ale pomińmy ten szczegół. Naprawili, połatali, śmiga. To najważniejsze. Problemy zaczynają się w momencie, gdy chcemy uruchomić ten tytuł na PlayStation 4.

Na PS4 Pro i na piątce, Cyberpunk 2077 działa lepiej, ale ponoć nie jakoś wybitnie. To teraz nasuwa się pytanie: to w końcu naprawili i można grać, czy nie? Myślę, że powyższy mem jest idealną odpowiedzią na tę sytuację.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło

Cyberpunk 2077 może jest najbardziej zabugowaną grą ostatniej i przyszłej dekady, ale jest to nadal dobra gra. W końcu Redzi nie robią byle czego. Jedynie byle jak, ale to myślę dobry temat na inny tekst. W każdym razie… Powrót najnowszego dzieła polskiego studia do PlayStation Store spotka się z miłym powitaniem. Zwłaszcza, jeśli będzie szybko przeceniony.

Na pewno część z was zapyta: czemu? A no bo kto by chciał płacić pełną cenę za nadal niedopracowany, już nie tak świeży produkt? Nie oszukujmy się. Po tym całym cyrku z beznadziejną optymalizacją Cyberpunka, wątpię by znalazł się ktoś, kto zapłaciłby więcej niż 50-60 zł za ten tytuł. Co prawda gra teraz kosztuje 209 zł (wcześniej 269), ale to i tak zbyt wygórowana cena. Jako gracze i konsumenci musimy się szanować. Twórcom i wydawcom zależy jedynie na naszych pieniądzach. Sam również planuję zakup Cyberpunka, ale po jakiejś dobrej cebuli. Sorry.