Idzie nowe – powiedział Niedzielski do Morawieckiego. I wcale nie chodziło mu o koniec pandemii. Jeżeli jednak chodzi o Galaktycznego to najprawdziwszą i obietnicą, która na pewno się sprawdzi jest to, że planujemy spore zmiany. Przegadaliśmy już kilka kwestii i postanowiliśmy, że trzeba przebudować to i owo, żeby krótko mówiąc – przetrwać. Nie zdradzając wszystkiego od razu napiszę tylko tyle, że pojawią się cykle, które obok recenzji będą kluczową treścią na blogu. Będzie kilka, a na pierwszy, mocno pilotażowy start idzie… Ping Tygodniowy!

#1. YouTube Shorts, czyli kopia TikToka od Google

Co zrobić kiedy czegoś nie masz, a widzisz, że zyskuje na popularności? Jeśli masz odpowiednio dużą górę pieniędzy, jesteś internetowym guru, a tym samym masz wręcz nieograniczone możliwości to możesz sobie coś… skopiować. Tak jak zrobiło Google z TikTokiem i nazwało to YouTube Shorts. Tak zwane „szorty” to krótkie filmy nagrywane w pionie, które mogą mieć maksymalnie 60 sekund i które mają osobną kategorię na YouTubie. Klipy, do których ogarnięcia potrzebujemy tylko smartfon. Takie filmy możemy przeglądać, lajkować, komentować, udostępniać, a nawet „mieszać z błotem” jeśli damy kciuk w dół. Skądś to znamy? No jasne, to kropka w kropkę TikTok. YouTube Shorts jest na ciągle w fazie testów, a Google udostępniło funkcję wybranym testerom, również w Polsce. Pionowe filmiki gdzieś mi już mignęły w youtubowej aplikacji, ale szczerze, były to raczej głupoty niż coś co mogłoby zainteresować.

#2. Bitcoinowy dramat malezyjski. Ale gracze się cieszą?

Niebywałą nadzieją na lepsze jutro i radością niezwykłą napawają wieści, jakie spływają do nas z Malezji. Jak wiadomo, cała Azja niemalże, się wzięła była i na kryptowaluty z Bitcoinem na czele, obraziła. Zabronione, zbanowane, zakazane. Jak donoszą źródła z Malezji i co widać na filmie poniżej, to przestali się pierdzielić w tańcu, a zaczęli pokazówki. W związku z tym, że na rynku kart graficznych jest słabo, bo koparki kryptowalut wymagają kart graficznych, ścieżka dźwiękowa jest jak najbardziej optymistyczna.

W 47 sekundach zmieściło się zutylizowanie sprzętu wartego 1,6 miliona dolarów. Dzięki temu może się okazać, że kopanie będzie na tyle nieopłacalne, że w końcu będzie można pograć. W normalnych pieniądzach.

#3. Twitter testuje łapki w dół

Czy ja to gdzieś już widziałem? A owszem, pewnie kiedyś na Facebooku, ale nie pamiętam kiedy. Jak poinformował Twitter na swoim oficjalnym koncie (tak, zgadliście) na Twitterze, rozpoczął kombinowanie z wyrażaniem naszej reakcji na tweety. Na razie skala testów jest mizerna, ale jak widać na poniższym i co ważne oficjalnym zrzucie ekranu, do serduszek dołączyły też kciuki w górę i w dół. Wszystko podobno po to, by sprawdzić jak reagujemy na różne informacje i które są dla nas bardziej, a które mniej istotne. Pewnie profilowanie też wchodzi w grę, ale ciii o tym się głośno nie mówi ( ͡° ͜ʖ ͡°).

Ale jeśli ktoś się martwi, że za duża nonszalancja w dawaniu „dislajków” sprawi odpływ obserwujących to uspokajam – kciuki w dół nie będą publiczne, a kciuki w górę będą z automatu zamienianie w serduszka.

#4. Gravity Industries i ich jetpack po raz kolejny

Na pewno kojarzycie te filmiki z gościem, który ma coś w rodzaju jetpacka na plecach i przelatuje sobie na bliżej nieokreślone odległości. A raczej z łodzi na statek. Ten gość nazywa się Richard Browning i jest założycielem oraz testowym pilotem Gravity Industries. Kilka lat temu pokazali pierwszy projekt jetpacka, a teraz przyszedł czas na jego udoskonaloną, elektryczną wersję. Która ma 1050 koni mechanicznych.

Elektryczny prototyp jest jeszcze większym prototypem niż wcześniejsza wersja na paliwo. Ten pozwala raptem na kilka sekund lotu (a raczej kilka sekund uniesienia) w porównaniu do nawet 4 minut w przypadku wersji „nieekologicznej”. Teraz ciężko jest sobie uzmysłowić ile trzeba pracy i mocy żeby wznieść człowieka w powietrze, niezależenie od tego czy mówimy o jednoosobowym jetpacku czy załogowej kapsule w kosmos. Ale ja optymistycznie spoglądam w przyszłość. Kto wie, może za 10-15 lat zamienimy hulajnogi i segwaye w właśnie coś takiego?

#5. Elgato to jednak dobrze kombinuje

Valve, firma ciesząca się sympatią naprawdę sporej grupy graczy ogłosiła niedawno swoje najnowsze dzieło. Konsolę przenośną o nazwie Steam Deck. Co w tym dziwnego? Nic takiego. Ale czy słyszeliście co zrobił znany producent sprzętu dla streamerów, Elgato? Wykorzystując dwa proste elementy, czyli kampanię rozpętaną przez Valve przy okazji obwieścin, że Deck w drodze, ogłosiła swój własny Deck. Tyle, że nie Steam, a stream. Czyli Stream Deck. Jedna literka zazwyczaj wiosny nie czyni, ale za kombinowanie w tę stronę, to naprawdę ktoś powinien dostać w dziale marketingu solidną premię.

Stream Deck
Stream Deck / fot. Elgato

Urządzenie samo w sobie prezentuje się naprawdę zacnie. Oprócz tego konkretnego produktu, pokazali jeszcze kamerkę – Elgato Facecam oraz interfejs audio Wave XLR.

Która informacja była najciekawsza, mordeczko?