Ludzie, stało się! Moje liczne modły zostały wysłuchane i Remedy wreszcie wzięło się za odświeżenie dwóch prawilnych części gry Max Payne: Max Payne i Max Payne 2: The Fall of Max Payne. To świetna wiadomość dla wszystkich, którzy szanują naprawdę dobre gry i dla mnie, który Maxa stawia w swoistym TOP 3.

W ubiegłym roku Max Payne obchodził swoje 20-lecie i już wtedy mówiło się, że idealnym uhonorowaniem tego wydarzenia byłaby zapowiedź remake’u. Tak się nie stało, ale coś czuję, że „za drzwiami” już się o tym mówiło od dawna. Pojawił się materiał, do którego zaangażowano nawet samego Sama Lake’a, scenarzystę i osobę, która użyczyła swojego wizerunku pod Maxa Payne’a. Pisałem o tym w pierwszym Mamy do pogrania. Teraz mamy już wszystko potwierdzone – Remedy Entertainment dogadało się z Rockstar Games i „Max Payne 1&2 Project” jest na biurku.

Obawiam się tego remake’u

Remedy w październiku 2021 roku, więc stosunkowo nie tak dawno wypuściło zremasterowaną wersję gry Alan Wake. Gdzieniegdzie coś poprawiono, podbito tektury do 4K pod nowe konsole i to w zasadzie tyle. Remaster pełną gębą, więc raczej nikt nie spodziewał się czegoś innego. A jaki to był remaster pokazały tylko opinie w internetach – dobry, ale bez rewelacji, żadnej z kończyn nie urwało. Na Metacriticu jest „na zielono”, ale oceny po premierze były ciut wyższe niż są teraz, więc produkcja została zweryfikowana po czasie.

I ja z tym remakiem Maxa Payne’a mam solidny problem. Jest to na tyle kultowa i ikoniczna gra, że wystarczyłoby tylko podbić grafikę, dostosować sterowanie i świetny bullet time do obecnych czasów i sprzętu, a z pewnością przeżywałoby się tę całą historię tak samo jak kiedyś. Ja pewnie bawiłbym się świetnie, bo w wielu starszych grach potrzebuję w zasadzie współczesnej oprawy wizualnej aniżeli zmian w „core” gry. Przykładem niech będzie tutaj Diablo II: Ressurected, w które grało się świetnie.

Po prostu boję się, że remake popsuje Maxa Payne’a.

Mamy inne, nie powiedziałbym, że lepsze czasy, inne poglądy, innych ludzi i przede wszystkim szalejącą wszędzie poprawność polityczną. Wiele rzeczy w dzisiejszych czasach w ogóle by nie powstało. Wyobrażacie sobie, że robią teraz 13. Posterunek albo Świat Według Bundych? No nie, bo już po pierwszym odcinku zdjęliby to z anteny, a pod biurem wydawcy stałaby grupa roszczeniowych popaprańców. Remake tak naprawdę oznacza stworzenie gry od nowa, co w przypadku Maxa Payne’a może być cholernie trudne. I może tę grę całkowicie zmienić.

Równie dobrze mogą zamieść dwie pierwsze części pod dywan i stworzyć grę tak by „pasowała”. Zmieniając nie tylko perspektywę czy gradient kolorów, ale równie dobrze mieszając co nieco w linii fabularnej, bo przecież mogą. Nie posądzam Remedy za takie coś, ale ej, różne rzeczy się w życiu widziało. Kultowość i siła Maxa bierze się z całej gry, a nie jej poszczególnych elementów. Okej, jest charakterystyczne spowolnienie czasu, ale tu trzeba jeszcze dorzucić wylewającą się mroczność, sposób narracji, brutalność (choć nie taką jak w Punisherze), żal, czy psychodeliczne prologi.

I z dwojga złego to chciałbym raczej wersję remasterowaną. Tak dla wewnętrznego spokoju.