Wygląda na to, że każdy producent chce mieć swojego składanego smartfona i od teraz dołącza do tego vivo ze swoim vivo X Fold. Nie jest już dla nas zaskoczeniem przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, wzięło i trochę wyciekło na kilka dni przed premierą. Po drugie, w Chinach już oficjalnie go pokazano. Ale ma kilka zaskakujących funkcji, których nie znajdziemy w innych składanych smartfonach.

Mam dobre wspomnienia dotyczące vivo od czasu kiedy mogłem dłużej poużywać vivo X60 Pro. Jeszcze nie miałem w rękach tak eleganckiego smartfonu z tak dobrą optyczną stabilizacją i tak plastycznymi zdjęciami. Doszło do tego, że rozglądam się za vivo X70 Pro+ jako moim przyszłym „daily”. Wiem już, że na pewno nie będzie to „składaniec” vivo X Fold, mimo tego, że ma kilka takich rzeczy, których nie znajdziemy w innych takich smartfonach.

Co takiego ciekawego ma vivo X Fold?

Dopiero gdy zagłębiłem się w specyfikację i opisy producenta, a potem sprytnie przetłumaczyłem sobie je z tych chińskich znaczków na „nasze”, zorientowałem się, że jest kilka niespotykanych rozwiązań. Oczywiście jak do tej pory, bo pewnie niebawem pojawią się w innych „foldable”. Wiecie, że vivo X Fold ma dwa czytniki biometryczne i to oba w ekranie? Tak, jeden znajduje się w ekranie na zewnątrz, by można było dostać się do telefonu, gdy ten jest złożony. Drugi z kolei jest w prawej części ekranu po rozłożeniu Folda. Fajnie i inne rozwiązanie, choć dorzucające pewnie co nieco do finalnej cenie w przeciwieństwie do pojedynczego czytnika np. na krawędzi obudowy.

vivo X Fold / fot. vivo

Vivo ma topową specyfikację, ale tu ponownie rzucają się w oczy wyświetlacze. Te też w pewnym sensie są rekordowe. Ten zewnętrzny ma 6,53 cala, a po rozłożeniu ukazuje się powierzchnia o przekątnej 8,03 cala. Jak dotąd nie było większego ekranu w środku w tego typu urządzeniach. Co więcej, obydwa ekrany to 120-hercowe AMOLED’y ze wsparciem HDR10+, zajmujące około 88% przestrzeni po tej stronie gdzie się znajdują. Ten w środku obsługuje jeszcze LTPO, czyli jest w stanie, przynajmniej w teorii i w konkretnych sceneriach, wyświetlać obraz z częstotliwością 1 Hz.

vivo X Fold / fot. vivo

Snapdragon 8 Gen 1? Obecny. Do 12 GB RAM i pół terabajta na dane? Jest. Najszybsze pamięci UFS 3.1? Też są. Dobre wrażenie robi też akumulator, który ma 4600 mAh, co – o ile się nie mylę – też stawia go na pierwszym miejscu pod względem pojemności. Do tego można go naładować w niespełna 40 minut, a smartfon posadzić na indukcyjnej ładowarce o mocy 50 W. Ale są niestety też takie wartości, które wprawiają w zakłopotanie. Pojawiła się trójka z przodu i chodzi tu o wagę. Gdy położymy Vivo X Fold na wadze to wyświetlacz wskaże aż… 311 gramów. Tak, trzysta jedenaście gramów. Przekątna ekranów i sporo większa obudowa zrobiły swoje. Dobrze chociaż, że po rozłożeniu to naprawdę smukłe urządzenie, które ma 6,3 mm.

Podobają mi się aparaty, bo są niemal żywcem wyjęte z flagowego vivo X70 Pro. Z wiadomych względów zabrakło „gimbalowej” stabilizacji obrazu w głównym aparacie, ale za to szerokokątny „przeskoczył” z 12 na 48 megapikseli. Jest też widoczny ZEISS, więc możemy być pewni świetnej optyki i dodatkowych trybów kolorów w aplikacji aparatu.

vivo X Fold / fot. vivo

Cena? Zbliżona do tej, w której można kupić Oppo Find N i trochę wyższa od Samsunga Galaxy Z Fold 3. Dostępność? Jak na razie możemy tylko pomarzyć. Vivo nie ma w planach wprowadzenia do Polski X-siedemdziesiątki, a co dopiero tak dobrze wyposażonego „składaka”.